Multitapy

Mikkeller Bar Warsaw – wysokiej klasy pub

Co sprawia, że Mikkeller Bar Warsaw jest sklasyfikowany według Facebooka dokładnie tak jak ująłem to w tytule wpisu? Co sprawia, że projekt Grzegorza Korcza, znajdujący się na ulicy Chmielnej, krok od Mąka i Woda to miejsce znane w całej piwnej Polsce? Co sprawia, że zarówno piwa jak i jedzenie serwowane wewnątrz są na najwyższym poziomie?
W tym wpisie znajdziecie odpowiedzi na powyższe pytania i moje spojrzenie na wspaniałe trunki oraz kuchnię Przemysława Dłuskiego.

Mikkeller Bar Warsaw

Mikkeller to duński browar, założony przez byłego nauczyciela Mikkela Borga Bjergsø. Może byłego to określenie nieco na wyrost, bo od tego człowieka można nadal czerpać garściami. Szczególnie w kategorii: jak prowadzić biznes. Mikkeller nie warzy niczego na własnych garach (oprócz San Diego), praktycznie wszystkie piwa to wykorzystywanie mocy przerobowych różnych browarów i wiele kooperacji. Duńskiego potentata od innych browarów odróżnia to, że oprócz rozbudowanego asortymentu gadżetów, ubrań (ogólnie pojętego merchu), organizowania festiwali w swoim ogródku (słynne MBCC), warzenia piw w wielu stylach, posiada sieć franczyzowych lokali.
Po długim wyczekiwaniu polskich beergeeków i wytężonej pracy Grzegorza wraz z jego ekipą w marcu 2018 roku otwarto oficjalnie Mikkeller Bar Warsaw.

Ciekawostką wśród barów Mikkellera jest, że każdy charakteryzuje się innym rodzajem kuchni, zależnie od traktu wyznaczonego przez menadżerów. W niektórych kuchni nawet nie ma. Na szczęście warszawski poszedł jedną z ciekawszych dróg. Ktoś powie, że może ciężką, trudną, bezkompromisową, wręcz utopijną, ale dzięki temu tożsamość oraz smak wykreowanych dań są tak niespotykane i niepowtarzalne.

Kuchnia w wersji imperialnej

To co czyni kuchnię Mikkeller Bar Warsaw wyjątkową to przygotowywanie wszystkiego od zera. Trzeba przyznać, że nie hodują trzody i bydła, nie czekają aż kury zniosą jajka by im je podebrać, nie mielą mąki, ale praktycznie wszystko po tych wstępnych etapach ma miejsce na kuchni MBW. Żadnych półśrodków, żadnych skrótów – fermentowanie, kiszenie, wędzenie, suszenie, gotowanie, pieczenie…

Skupię się na daniach, które mi przyszło próbować podczas wizyt w Mikkeller Bar Warsaw przed wprowadzeniem nowego menu, które okazało się dobrym przyczynkiem do odwiedzenia lokalu na Chmielnej i spisania moich wrażeń.
Tuż po otwarciu (tym oficjalnym) wybrałem się ze znajomymi by skosztować nie tylko piw, ale również jedzenia. Zdecydowałem się na lollipopy ze skrzydełek z sosem mango-habanero(18.00zł). Skrzydełka poprawne, nieprzeciągnięte, sos zbyt habanero, za mało mango. Tego samego wieczoru, świetną przekąską okazały się kurze łapki w fermentowanej soji – tona kolagenu i kontrująca je kwaśno-funky soja. Pyszne, brudzące łapki doświadczenie. W międzyczasie zdążyłem się zorientować, że serwują tam świetne frytki. Subtelnie podfermentowane w zakwasie, następnie gotowane w wodzie, oleju i finalnie smażone. Podane z majonezem truflowym są jednymi z najsmaczniejszych frytek jakie jadłem w życiu.

Po przystawkach, przyszedł czas na zmierzenie się z kilkoma kanapkami ze starego menu. Zaczęło się od interpretacji klasycznej kanapki Pastrami. Przygotowywany przez niemal trzy tygodnie mostek wołowy wraz z chlebem żytnim na zakwasie i cebulką duszoną w Noa Pecan Stout (a obecnie Aon Pecan, ze względu na niedorzeczne oskarżenie o prawa do nazwy) tworzą prostą i przewidywalną kompozycję. Fani intensywnych smaków byliby zadowoleni, zaś w mojej ocenie mięso oraz chleb tworzyły zbyt kwaśną parę, której słodka cebulka nie potrafiła zbalansować.

Kolejną kanapką był Cheese Steak w wersji Imperialnej(36.00zł) – jak od nomenklatury piwnej zaciągnięto do menu. Piękna kompozycja antrykotu, ciągnącego się sera, pieczarek oraz słodkiej, intensywnej cebuli wyciągniętej z imperialnego stoutu. Wszystko zamknięte w pszennym pieczywie. Nadal prosta, ale zdecydowanie bardziej harmonijna kompozycja niż wspomniane wyżej pastrami. Tą kanapką zajadałem się w Mikkeller Bar Warsaw kilkukrotnie. Przed zmianą menu urzekła mnie jeszcze jedna opcja, absolutnie najprostsza ze wszystkich jedzonych przeze mnie w owym czasie. Beef BLT(24.00zł) – bekon, sałata, pomidor, tyle. Tyle, że z wołowym przytupem. Świetna propozycja.

Nowe menu, nowe rozdanie

Nowym menu Mikkeller Bar Warsaw pochwalił się w listopadzie, dzień po moich urodzinach. Miesiąc później, po wymianie informacji z Grzegorzem zjawiliśmy się na miejscu. Menu okrzepło i póki co na dłuższy czas zostały kanapki Pastrami czy wybór mięs – karkówka, boczek BBQ. Mnie uradowało wejście do menu ciekawych przystawek jak kiszone frytki czy smażone aterynki. Cieszy również, że został szpik. Nieprawdopodobnie interesującą opcją jest Real BBQ, gdzie na stół, bezpośrednio z wędzarki podawane jest mięso własnego wyboru. Oferta skierowana do grup, które powinno zaspokoić 2kg wieprzowiny, wołowiny czy baraniny wraz z dodatkami. Szkoda, że nie mogę się sklonować i wybrać na taką ucztę ze swoimi imitacjami.
Z dań głównych ciekawostkami są Poutine(32.00zł) i zapiekana teksańska kiełbasa(29.00zł). My natomiast wybraliśmy Burgera(37.00zł) oraz Wegańskie Pastrami(29.00zł) z wyrabianego na miejscu seitana.
Może nie w tej kolejności zacznę od wędzonego 8h seitana i kanapki złożonej na jego podstawie. Jak sam Grzegorz przyznał seitan jest przyprawiany i wędzony drewnem dębowym na wzór pastrami. Dobry manewr by stworzyć wegański odpowiednik ich Reubena. W wykonaniu Mikkeller Bar Warsaw ta klasyczna kanapka zyskuje nieco świeżości i balansu poprzez akompaniament rabarbaru w kiszonej kapuście. Pyszne pieczywo na zakwasie, sos rosyjski i Cheddar a między nimi mięsisty, aromatyczny seitan. Czego chcieć więcej?

Burger jest esencją kuchni na Chmielnej. Muśnięta zimnym dymem z beczek po whisky wołowina, różowiutka i soczysta. Dopełniona intensywnym smakiem wołowego boczku czyli wędzonego drewnem dębowym szpondera, wysmażonego na chrupko. Smaki te podbijają sos majonezowy z chrzanem i cebulką oraz pikle. Całość utrzymuje w ryzach zbita, mięsista bułka na serwatce. Do burgera dodawany jest sos pieczeniowy, w którym można go zamoczyć wedle upodobań. Cała kompozycja zrobiła na mnie duże wrażenie i choć nie nazwałbym tego burgera najlepszym jakiego jadłem w życiu, to gdzieś w pierwszej trójce by się zmieścił. Piękny klasyk – prosty, satysfakcjonujący, kompleksowy. Może tylko gdzieś brakuje mi tego plastra Cheddara na wierzchu, ale w końcu to burger a nie cheeseburger.

Do każdej kanapki dodawane są frytki, o których wspominałem wyżej oraz kiszonki – tym razem na talerzu miałem słodkiego ogórka i lekko kwaśną rzodkiewkę, pycha. Nie byłbym sobą gdybym nie skusił się na kiszone frytki, podane z ketchupem przygotowanym na wędzonych na zimno jabłkach Granny Smith. Same frytki prezentują frapującą teksturę – bardzo chrupiące, wręcz sztywne, z lekko zaznaczonym skrobiowym wnętrzem. Smak jest wyrazisty i rzeczywiście przesunięty w stronę kwaśnego. Słodkawy ketchup komponuje się z nimi bardzo udanie a frytki pozostają dużą ciekawostką.

Mikkeller Bar Warsaw dodatkowo zachęca do pairingu dań z danym stylem piwa. Do naszych polecane było zwykłe IPA, więc wybraliśmy Juicy Melody z RockMilla (czy już może MillRocka?). Choć parowanie piw w moim przypadku dopiero raczkuje (zacząłem bowiem temat zgłębiać całkiem niedawno), pomyślałem, że do Reubena wege odpowiedni będzie porter bałtycki. Na kranie tego dnia zameldował się ceniony estoński browar Põhjala ze swoim ciemnym jak noc (wink) Öö w wersji z czarnymi porzeczkami. To był doskonały wybór – palone, czekoladowe nuty i lekka kwaskowatość porzeczki świetnie zgrały się z mocą składników kanapki. Chyba polubię się z pairingiem na wyższym poziomie.

Wysokiej klasy pub

Mikkeller Bar Warsaw to miejsce wyjątkowe na mapie Warszawy, a może i całej Polski. 20 kranów z piwami, które nieczęsto są spotykane w polskich multitapach, rozbudowana oferta dla beergeeków, grup, osób zaciekawionych piwem rzemieślniczym, turystów oraz fanów ciekawej, autorskiej kuchni. W pewnej mierze przekłada się to również na ceny, które nie są najniższe, ale biorąc pod uwagę charakter miejsca i lokalizację, jak najbardziej do zaakceptowania. Oferta nie jest również kierowana do osób, które cenią sobie finediningowe porcje i aranżacje. Mamy tu do czynienia z kuchnią, która doskonale odnajduje się w klimacie miejsca a okraszona konkretnym piwem potrafi ukontentować. Jestem przekonany, że Mikkeller Bar Warsaw to miejsce, do którego powinien wybrać się każdy, kto chce zapoznać się ze światem wysokiej klasy piwa rzemieślniczego oraz zmierzyć z podobnej jakości ofertą kulinarną.

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *