Sieciówki

Przegląd oferty sieciówek – listopad 2018

Kolejny przegląd oferty sieciówek miał powstać na przełomie listopada i grudnia. Przynajmniej tak zakładałem. Mimo tego, że KFC już zdążyło wprowadzić włoską ofertę sezonową, wolałem poczekać na kolejne wypusty. Tym razem bieg rzeczy przyspieszył Burger King, który dosłownie w ten weekend wypuścił dwa burgery z American Streetfood Story: Chicago Supreme oraz Nowojorską wariację na temat Whoppera. Na końcu zaś, znajdziecie ogromnie kontrowersyjny debiucik od McDonald’s.
Tak też, z rozmachem zapraszam na trzeci przegląd oferty sieciówek!

KFC

W KFC Włochami zapachniało już jakiś czas temu, gdy wprowadzono Chizzę. Z tego co widziałem i czytałem, była ona sporym niewypałem. Sam nie zdążyłem jej spróbować przed wycofaniem z oferty, czego niespecjalnie żałuję.
Tym razem do dyspozycji mamy cały wachlarz opcji: Zingera(13.95zł/565kcal), Twistera, Panini oraz Shake’a. Zacznijmy od początku tej wyliczanki. Mięso z piersi kurczaka w wariancie H&S zostało zestawione z Mozarellą oraz dwoma sosami, w tym jednym lekko pikantnym. Kompozycja ciekawa i o dziwo, wyrazisty smak panierki nie gryzie się z pomidorowym sosem a ser przyjemnie się ciągnie. Trzeba przyznać, że nawet zagrało.

Twistera jeszcze nie próbowałem i raczej nie zdążę, ale Panini. Oj, to Panini jest ciekawszą z opcji w ostatnim czasie w sieciówkach. Szczególnie Snack(6.95zł/145kcal) – mały, ale sycący, z podobnym zestawieniem składników co Zinger, ale ze Stripsem a przede wszystkim w stylowym, płaskim, chrupiącym pieczywie. Ono wprowadza do Panini lekką, ale znaczącą nutę. Wewnątrz ponownie ciągnąca się Mozarella, wspomniany sos pomidorowy oraz dodająca anemicznej zadziorności rukola. O dziwo, Panini broni się smakiem, podobnie jak Zinger. Może nie zakrzyknę Czapki z głów! ale są to propozycje godne skosztowania.

Deserkiem podczas tej wizyty został Shake Tiramisu(4.95zł/447kcal). Teoretycznie lody, espresso, chrupiące ciasteczka. W praktyce dokładnie to czego szukamy w Tiramisu – delikatnej tekstury, kawowego aromatu, Amaretto i ciasteczkowego akcentu. W moim Shake’u ciasteczka nie mieściły się do rurki, także ich kalibracja, na którymś z etapów zawiodła. Ten negatywny niuans nie był jednak w stanie zepsuć ogólnie dobrego wrażenia, jakie pozostawił po sobie deser. Kolejny raz rekomendacja z mojej strony.

Burger King

Początek listopada w sieci z Miami przyniósł ziemniaki smażone w nowej formie oraz dwa nowe burgery. Wydaje się, że określenie nowe może wystąpić tutaj nieco na wyrost, a to ze względu na skład obu kanapek. Kontynuują bowiem trend pakowania sosu BBQ, prażonej cebulki oraz sporej ilości bekonu do propozycji sieci.

Po pierwsze frytki, a właściwie Criss Cut Fries(6.95zł/kcal). Może i dziś chwalę sieci bardziej niż zazwyczaj, ale po raz kolejny muszę to zrobić. Przeważnie warianty frytek mnie nie radują, ale tutaj? Tutaj jest inaczej. Chrupiąco i mięsiście, dosadnie i puszyście. Małym mankamentem było kilka kawałków, mocno nasiąkniętych tłuszczem, ale wybaczam.

Chicago Supreme(15.95zł/kcal) jest bardzo podobnie zestawiony do New York Whopper. Różnią się one jedynie bułką(w pierwszym bardziej kanapkowa, w drugim hamburgerowa) i dodatkiem frytek Criss Cut. Nie mam na myśli tego, że do tego drugiego są jako dodatek. One znajdują się w jego wnętrzu. Przypomina mi to zamierzchłe czasy fascynacji kanapką z frytkami, tudzież chipsami.
Co do samego smaku, są to bardzo klasyczne kanapki ze sporą ilością sera, bekonu, prażonej cebulki i mojego ulubionego sosu BBQ. Kompozycje tego typu udają się w Burger Kingu niezmiennie od kiedy śledzę ich poczynania w Polsce. Dodanie frytek do New York Whoppera(15.95zł/kcal) przynosi jednak miła odmianę, czyni kanapkę bardziej treściwą oraz sycącą. Jeżeli odpowiadają Wam tradycyjnie zestawione burgery i szukacie czegoś wypasionego, to Chicago Supreme wydaje się być pierwszym wyborem, ale jeżeli szukacie burgera z nieoczekiwanym akcentem, to zamówcie New York Whoppera. W obu przypadkach nie będzie zawiedzeni.

McDonald’s

Na łamach bloga nie mogłem nie podjąć najbardziej gorącego tematu ostatnich dwóch tygodni czyli kanapki Fresh Tastym(4.50zł/339kcal). Emocje związane z tym burgerkiem sięgają zenitu a zwolennicy i przeciwnicy toczą już niemal wojnę w internecie. Zdarzały się przypadki zakazów pisania o nim na grupach lub rozdawania kuponów na inne jedzenie za zdjęcie wyrzuconego na ziemię Fresh Tasty. Jako ogromny przeciwnik marnowania jedzenia mówię urbanowe NIE! takim praktykom. Oczywiście ciężko stwierdzić do czego jeszcze doprowadzi ten konflikt, ale najgorsze mamy już chyba za sobą. Wszyscy oswoili się z codziennymi kuponami na produkty dostępne w opcji 2forU i kanapką Fresh Tasty w nich zawartą.
Czymże jest rzeczony burger?


Niczym wyjątkowym, ot wołowina i bułka jak w Cheeseburgerze, sałata lodowa, pomidor i… Sos Big Tasty, który dzieli ludzi w całym kraju na dwie kategorie: tych, którym on smakuje i tych, którzy go nie znoszą.
Pisałem dawno temu o kanapce Big Tasty, ale nie ująłem żadnych konkretów w opisie sosu, a to właśnie on nadaje ton całej kanapce. Powrót do tego tekstu jest bardzo bolesnym przypomnieniem sobie jakim grafomanem byłem. Na szczęście powrót do sosu już tak bolesny nie jest. Zaliczam się do zwolenników kanapki Fresh Tasty, ale jedynie ze względu na smak i działające obecnie kupony. Jej regularna cena dyskwalifikuje ją skutecznie z mojego menu.


Wracając do smaku samej kanapki, przypomina on mieszankę nut wołowiny, kawy, pieprzu i majonezu, interesujące połączenie. Dzięki pomidorowi całość nie wydaje się być zbyt sucha i na tym koniec, choć oczywiście nie spodziewałem się więcej po jednej z najtańszych opcji w McDonald’s.
Jedno co pewne w przypadku Fresh Tasty to to, że każdy powinien go spróbować, by zdecydować, po której stronie frontu się opowiedzieć.

Mam nadzieję, że trzeci przegląd sieciówek przyniesie Wam odpowiedzi na pytania, które mieliście przed przeczytaniem tego tekstu. Mam również nadzieję, że kolejny przegląd uda się już okrasić powrotem do smaku Kanapki Drwala. Z pompą zamykam przegląd oferty sieciówek – listopad 2018 i zapraszam serdecznie na kolejny.

 

 

Tomek Mędrek

3 Comments

  1. Fresz smakuje jak kawa z trocinami, bądź trociny z kawą. Nie lubię smaku ani jednego, ani drugiego, więc nie, po prostu nie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *