Tex-Mex

Rico – tex-mex na Jana Pawła II

Z Jana Pawła II, przy skrzyżowaniu z Anielewicza zniknęła Akashia Sushi. Stołeczna gastronomia próżni nie znosi, a lokale przy tej ulicy są zwykle łakomym kąskiem, więc szybko miejsce to znalazło nowego właściciela. Pod szyldem Rico, tex-mexowe dania serwuje tam od zeszłej soboty Krzysztof Lech, znany z kilku jakże udanych projektów foodtruckowych: serwującego konkretne burrito El Cartel, zasłużonego na polskiej scenie streetfoodowej Easy Rider oraz niezbyt bliskiego mi Philly Cheese Steak.

Lokal posiada dwie kondygnacje, po przekroczeniu głównego wejścia, znajdujemy się w niezbyt rozległym pomieszczeniu z barem po lewej stronie i kilkunastoma miejscami po prawej. Pastelowa wystawka z kolorowymi napojami jawi się jako ciekawy, kreatywny pomysł na zagospodarowanie jednej ze ścian. Jeżeli już jesteśmy przy tym punkcie wystroju to surowy materiał w większości przykryto świeżymi kolorami oraz symbolami bezsprzecznie kojarzącymi się z kulturą Meksyku. Zabieg skutecznie buduje przytulność wnętrza, którą mocniej odczuwa się po przejściu na salę dolną. Kuchnia ukryta za kolorowymi przesłonami, mięciutkie fotele i kanapy oraz ciepłe światło z loftowych lamp wystarczają by zbudować miłą atmosferę w dosyć przestronnym pomieszczeniu.

Jeden krótki, wnętrzarski akapit, to aż nadto, gdy chcemy opowiedzieć o rdzeniu działalności Rico czyli kuchni tex-mex. Menu, które znajdziecie poniżej jest dosyć obszerne a zarazem klasyczne, pozycje to sprawdzone przystawki, quesy, burrito. Z mojej analizy wynika, że Rico nie jest miejscem dla wegetarian, choć kilka opcji wege tam znajdziemy. Króluje zaś mięso, w formach typowych dla kuchni pogranicza Meksyku oraz Texasu.

Na wejściu postanowiliśmy skusić się na dwie klasyczne przystawki, Chilli Poppers(18.00zł) oraz Wings(19.00zł). Obie na rewelacyjnym poziomie, chrupiące poppersiki z wyważoną porcją serów i lekko kapsaicynowym ukąszeniem jalapeno oraz soczyste, mięciutkie skrzydełka w stylu buffalo, muśnięte louisianą. Zatapiane w sosie blue cheese kuszą opozycją smaków, jawiąc się jako dosyć sztampowa, ale bardzo udana kompozycja. Mateusz w Kurze przygotowuje Buffalo Wingsy na wysokim poziomie, ale nieopodal wyrosła niespodziewanie godna konkurencja.

Od ilości dań głównych może zaboleć głowa, toteż wybór zajął nam wyjątkowo wiele czasu. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Burgera Mex(31.00zł) oraz Quesadillę Carnitas(28.00zł).
Pierwszy, nieprawdopodobnie spójny, mimo ogromu składników. Wariacja tekstur i smaków, świeże guacamole, chimichurri, majonez limonkowy, nadające rytmu pasta z czarnej fasoli, chrupiące nachosy i crème de la crème czyli 200g soczystego, wysmażonego na różowo mięsa wołowego z idealnie roztopionym nań serem oraz chrupiący bekon. Ogromna porcja, ochrzczona frytkami i kolesławem może posłużyć jako danie nawet dla dwóch, niezbyt głodnych osób.

W podobnych okolicznościach możemy znaleźć się wybierając wyżej wspomnianą quesadillę. Słuszna porcja sera, delikatnej wieprzowiny w sosie BBQ Chipotle, z kontrastującymi świeżymi, kwaskowatymi nutami czyli ananasową salsą i marynowaną cebulką.
Do tego śmietana oraz majonez chipotle do maczania, jako sidersy kolesław i rewelacyjna, odświeżająca salsa fresca. Kolejny ładunek przenikających się smaków, aromatów czy barw.

Może nie udało mi się podkreślić tego zbyt dobitnie, ale powiem wprost: porcje są naprawdę uczciwe. Mimo, że nie jesteśmy niejadkami, wyszliśmy z dwoma kawałkami quesadilli i bez deseru. Na churrosy obiecaliśmy wpaść innym razem, bowiem odmówienie sobie ich zjedzenia, wymagało od nas użycia wielkiej siły woli. Na kolejną wizytę zostawiam również specjalne miejsce w brzuszku na Żeberka BBQ(42.00zł) oraz burrito.

Niegdyś w tex-mexowych przybytkach bywałem zdecydowanie częściej. Obecnie w umysłach ogromnej części stołecznych foodies(również w mojej) królują smaki azjatyckie – pho, ramen czy udon są daniami stawianymi na piedestale równie często co finediningowe koncepty. Miejsca jak Rico, La Sirena czy Gringo Bar pokazują jednak, że tex-mex w Warszawie ma się bardzo dobrze. Widać zarazem, że jeszcze znajdziemy przestrzeń w tej części rynku, nie tylko na streetfood, ale również restauracje, serwujące pełnoprawne dania. W mojej opinii, Rico jest jedną z najciekawszych i najsmaczniejszych z nich.

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *