Uncategorized

Przegląd oferty sieciówek – październik 2018

Przegląd oferty sieciówek, już drugi na łamach bloga, pojawia się w czasie mocnego ochłodzenia. Możliwe, że aura również działa na umysły i plany marketingowców, bo nowości mamy jak na lekarstwo (kto niezdrowy, ręka do góry). Obecnie jedynie w McDonald’s pojawiła się oferta z trzema burgerami Maestro – swoją drogą jedna z moich ulubionych opcji. W KFC tylko dwa nowe Twistery, dosyć frapujące posunięcie. Na pewno nie mogę pominąć w swoich rozważaniach kolejnego burgera z bekonowej grandy w Burger Kingu.
Przez głowę od czasu do czasu przemyka mi wariant dodania do tego przeglądu North Fisha, ale po chwili równie szybko pojawia się w niej karykaturalny obraz kluchowatej zupki serowej o vegetowym posmaku, zaserwowanej mi kilkanaście tygodni temu w lokalu tej sieci. To nie jest coś, czego prędko chciałbym doświadczyć ponownie.
Lepszy Maestro w garści niż Drwal na dachu, więc do dzieła! Drugi, tym razem jesienny przegląd sieciówek, otwieram uroczyście.

McDonald’s

Maestro znaczy nauczyciel, ale czy burgery Maestro z McDonald’s są takimi, od których można się uczyć?
W pewnych aspektach niewątpliwie. Przede wszystkim w koncepcji – spora porcja mięsa, niesztampowe bułki, dodatki, które jeszcze do końca nie uległy makdonaldyzacji. Jednak w każdym, dosłownie każdym, czai się coś niepokojącego. Weźmy na tapet dwie z trzech obecnie oferowanych pozycji, które miałem przyjemność próbować w przeszłości.
Grilled Cheese(…/804kcal) jest znakomicie przemyślany pod kątem bycia dobrym odpowiednikiem klasycznego, ciężkiego cheeseburgera. Dwa rodzaje sera, bekon, wołowina – są papiery na smak. Niestety, jest również miks dodatków, który potrafi zabić nawet tak smaczną kanapkę jaką jest podwójny McRoyal. Żółta musztarda, ketchup i prażona cebulka jako temat przewodni kompozycji to nie najlepszy pomysł.
Akurat tego problemu niemal udaje się uniknąć Fresh Deluxe(…/653kcal). Z założenia ma być on świeżą aranżacją burgera z McDonald’s. Lekki sos z nutą cytrynową oraz mocniejsza salsa, udanie wzbogacają całość, warzywa chrupią jak zaraz po wyjeździe z Eisberga, Emmentaler nadaje nieco orzechowych nut i nawet obrazoburcze połączenie znoszących się pomidorów z ogórkami nie jest w stanie przyćmić ogólnie ciekawego efektu jaki uzyskano.
Teraz wróćmy do pierwszego zdania opisu: świeża aranżacja burgera z McDonald’s i co jeszcze? Może fit burger z McDonald’s, którego wciskasz gdzieś pomiędzy godzinką pilatesu a rowerkiem z koleżanką?
Litości.

Ostatnią pozycją ze wspomnianego trio jakie oferuje się nam pod dwoma złotymi łukami jest Beef and Grilled Onion(…/786kcal). Burger na papierze wyglądał nader obiecująco i szczerze, był to jeden z niewielu w ostatnim czasie wypustów sieciówek, na jaki nie mogłem się doczekać. Już dzień po premierze postanowiłem spełnić swoją małą zachciankę. Jestem w węższych kręgach znany ze swej miłości do batatów, więc frytki ze słodkiego ziemniaka(…/346kcal) musiały wskoczyć do zestawu.
Burger to kombinacja cebulki, która bardziej przypomina duszoną niźli grillowaną oraz sosów – rzeczywiście pikantnej salsy oraz odkrywczego (dla bywalców McDonald’s) Kremowego, Śmietanowego Sosu ze Szczypiorkiem. Za składnikami dyktującymi tempo, podążają dzielnie bekon, cheddar oraz wołowina. Dodatek pikli jest jak najbardziej przemyślany pod kątem równoważenia ciężaru kanapki, lekką kwaskowatością. Zaburzają one jednak cały balans i wciskają się gdzieś pomiędzy ser, mięso, cebulkę, a salsę. Po skonsumowaniu Beef and Grilled Onion ciężko było mi się do czegokolwiek przyczepić, nawet sezam i czarnuszka na koronie bułki dodawały charakterystycznych nut. Jestem bardzo na tak, polecam Wam spróbować.
Frytki z batata są bardzo specyficzne, wyglądają bowiem jakby występowały w niby panierce, tuż po kąpieli w gorącym oleju. Z zewnątrz lekko chrupiące, wewnątrz miękkie. Ich wewnętrzna słodycz nie do końca zgrywała się dla mnie ze smakiem burgera. Jednak klasyczne pozostaną dla mnie lepszymi kompanami kanapek niż te ze słodkich ziemniaków. Nie wydawały się najgorsze, ale to nie styl, który preferuję.

KFC

Sieć z Kentucky tym razem nie raczy nas zbyt szerokim wachlarzem dań sezonowych. Z nowości mamy jedynie dwa Twistery. Tylko? A może aż dwa Twistery?

Bez zarzutu oba prezentują się w materiałach reklamowych. Wykonanie znośnego zdjęcia tego produktu, w moim przypadku graniczy z cudem(efekt poniżej), zaś foodstyliści oraz graficy marki KFC wykonali swoją robotę doskonale. Opisy również przyciągają uwagę, tutaj bekon, Cheddar, tam sos mango, którego w sumie jestem najbardziej ciekaw.

Przypuszczalnie, to właśnie ta opcja mogła mnie zadowolić bardziej, choć Grander pokazuje dobitnie, że kurczak H&S idzie w parze z bekonem i serem. Tę prawidłowość potwierdza Twister BBC(9,95zł/516kcal) – zaskakująca tekstura, którą nadaje panierka oraz nachosy, oba składniki wnoszą sporo pikanterii do smaku. Z serem i bekonem dobrze komponuje się sos Nacho, natomiast BBQ Tomatino, który mnie frapował, gdzieś zagubił się w kompozycji. Sałata i pomidor spełniają odpowiednio swoje zadanie. Nie jadłem tak smacznego Twistera od dawna.
Zdecydowanie zawodzi wersja Tropic(9,95zł/449kcal). Sos Mango, o intensywnych nutach cytryny oraz jabłka jest tylko smutnym tłem dla miękkich, soczystych polędwiczek w panierce. Oprócz tego nie znajdziemy w nim więcej smaku. Bardzo płytka i puściutka propozycja – coś tu nie zagrało.

Burger King

Smak jest królem, król jest smakiem. Kroczy dumnie, kontynuując serię produktów okraszoną niedorzeczną ilością bekonu.

Tym razem w menu znajdziemy: Long Chicken BBQ Bacon, ponownie Bacon King i kanapka, której odmiany darzę sporą sympatią czyli Steakhouse. Tym razem w wersji Steakhouse Bacon King(20,95zł/…) – osiem plasterków bekonu, cztery razy ser, dwa razy wołowina, prażona cebulka a wszystko okraszone najbardziej dymnym i charakterystycznym sosem BBQ w polskich sieciówkach. To właśnie dzięki niemu burgery Steakhouse tak mnie do siebie przyciągają. Potwór, monstrum, naprawdę ciężka, mocarna, ale zarazem niezbyt wymagająca kanapka. Konkret dla głodnych, prostych ludzi. Nie jestem fanem warzyw w burgerach, ale sałata by mu nie zaszkodziła, kontrując tę monstrualną mieszankę białek i tłuszczy.

Mimo ceny, która sięga już w rejony slow-foodowych burgerowni, dla tych, którym nieobce jest pojęcie robienia masy i dla tych, którzy lubią niezaburzony smak mięsnego jeża, pozycja obowiązkowa.

Komplet! Zamykam hucznie kolejny przegląd sieciówek i zapraszam na kolejny. Jeżeli sieci się postarają, to przypadnie on na przełom listopada oraz grudnia, jeżeli nie, to spotkamy się dopiero w okolicach Świąt.
Wiecie co to oznacza?

Drwal is coming(pol. Drwal nadchodzi).

Tomek Mędrek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *