Festiwale|Piwo

One More Beer Festival – czy warto?

Czy warto być na One More Beer Festival?

Niejednemu polskiemu beergeekowi czy geerbeekowi nasuwa się to pytanie. Nie tylko polskiemu, zapewne wielu gości z krajów ościennych kusi oferta i formuła festiwalu organizowanego przez podkrakowski browar Pracownia Piwa oraz hurtownię SmakPiwa.pl. Tym bardziej kusi teraz, tuż po zakończeniu drugiej edycji imprezy, gdy fala zachwytów miesza się z potokiem hejtu, wypływając kaskadą zasięgów na portalach społecznościowych.
Jako aspirujący beergeek i bloger niepiwny głównie dwoma wspomnianymi wyżej aspektami zostałem zwabiony na krakowski festiwal. Jakie są jednak czynniki, które odpowiedzą na pytanie czy i Ty powinieneś się tam zjawić?

Czy lubię piwo?

Piwo można lubić bądź bardzo lubić, można za nim wręcz przepadać, ale dopiero wkręcenie się w półświatek polskiego beergeekizmu daje pierwsze sygnały o festiwalowym głodzie. Jeżeli lubisz jedynie sesyjne, zimne piwko w gronie znajomych, to skocz do pobliskiego multitapa raz na tydzień i sądzę, że powinno to zaspokoić Twoją ciekawość. Jeżeli uwielbiasz apy a nie przepadasz za risami czy kwasami, to taki festiwal jak OMB nie jest dla Ciebie, po prostu nie wykorzystasz w pełni jego potencjału. Jeżeli zaś spełniasz dwa powyższe warunki, ale nie kręci Cię atmosfera beergeekowego szaleństwa, tłoczenia się po piwo rozlewane raz na godzinę z nietypowej butelki, ocierania się o brody i brzuchy pachnące drożdżami, to również OMB nie będzie Twoim ulubionym festiwalem.
Moim zdaniem trzeba być zdrowo zakręconym na punkcie nowofalowych browarów by krakowski festiwal stanowił dla Ciebie przystanek nie do ominięcia.

Finanse

Nie da się ukryć, że OMB nie należy do najtańszych opcji wyjścia na piwo. 449zł za karnet Early Bird, który swoją drogą daje sporą przewagę w postaci możliwości wejścia 15 minut wcześniej na każdą z sesji lub 499zł za bilet na komplet sesji kupiony w późniejszym terminie. Każda sesja płatna z osobna to wydatek 199zł. Biorąc jednak pod uwagę, że tyle kosztują panele, na których próbujesz od dziesięciu do piętnastu piw czy może to być zarazem kwota w jakiej zamkniesz trzy dni festiwalu tak naładowanego polskim kraftem jak WFP, to już nie wydaje się to astronomicznymi pieniędzmi. Poza tym pięć stów to nie dla każdego duży wydatek, nieprawdaż? A impreza odbywa się tylko raz do roku.

Dobry, zły i… szybki?

To chyba Dobry był ten szybki? Na One More Beer Festival również trzeba być szybkim, bo na sześćdziesiąt piw masz tylko 4,5h, co daje niezbyt trudne do wyliczenia 4,5 minuty na jedno piwo, dokładnie 270 sekund! Porcje 50ml pomagają to pochłonąć, ale średnia zawartość alkoholu na poziomie 8% już nie. Masz dwa wyjścia: odpuszczasz część piw, co nie jest trudne, bo części mogłeś już próbować lub wydają się nie być interesujące lub…

Masz mocną głowę?

…jedziesz z tematem od początku do końca, tu łykniesz od kumpli, tu w kolejce, tu risa poleją połowę porcji, żebyś się nie dobił. Wątroba mówi nie, ale fetysz kolekcjonera musisz jakoś zaspokoić. Czekiny wjeżdżają co chwilę, bo przecież również po to tu jesteś, UT czy RB same nie zapełnią się wspaniałymi wpisami w stylu, cytuję budyń nie piwo czy mój własny tak palony, że aż wpada w wędzonkę. Czasem zastanawiam się czy lepiej w ogóle tam nic nie pisać…

Osobiście wybrałem mariaż tych dwóch opcji. Już na wejściu odpuściłem sporą część polskiego kraftu na rzecz zagranicznych browarów. Efekt był taki, że znaczący spadek formy na koniec trzeciej sesji pozwolił mi skosztować tylko około 130 piw. Żałowałem jedynie kilku pozycji, których nie dałem już rady skonsumować. Jaką opcję Ty wybierzesz? To już od Ciebie zależy.
W mojej ocenie dotrwanie do końca trzeciej sesji bez uszczerbku na formie lub moralności nie musi być takie łatwe, ale strategiczne planowanie i zwarta, zdyscyplinowana ekipa mogą Ci w tym pomóc.

Strategia

Każdy ma swoją, Ty również musisz ją mieć. Wybranie się w pojedynkę nie musi być najgorszym pomysłem, aczkolwiek może, jeżeli nie znajdziesz kogoś do pomocy na evencie. Wybranie się z kilkoma znajomymi to chyba najlepsza opcja. W kupie raźniej, jak to mawiają. Raźniej i zdecydowanie łatwiej przebrnąć przez morze możliwości jakie daje One More Beer Festival. To nie jest eRPeG, gdzie wcielisz się w odpornego na manę Nekromantę, to szybki FPS, gdzie z drużyną zajdziesz zdecydowanie dalej niźli sam, kampiąc gdzieś w rogu na leżaku.

autorem zdjęcia mnie poniżej, jest Jacek Łabaj

Social

One More Beer Festival to też nie Simsy, gdzie możesz sobie przygruchać psa, kota a nawet jakiegoś partnera. Niezależnie jednak od Twoich predyspozycji czy ilości Simoleonów na koncie, staraj się socjalizować z ludźmi. Zobaczysz ile oni wiedzą o piwie a jak mało Ty. Jak wiele można ciekawostek i wiedzy wyciągnąć od piwowarów, zagranicznych gości, organizatorów i śmietanki polskich beergeeków. Wiele osób twierdzi, że krakowski festiwal jest najlepszy z dwóch powodów: formuły i ogromu wspaniałych ludzi zajaranych piwem – zgadzam się z tym bardzo mocno, ale osobiście dorzuciłbym jeszcze trzeci czynnik:

Organizacja

Jeżeli tylko skorzystałeś z moich rad wyżej, to nie musisz bać się o zorganizowanie swojej własnej wyprawy w dzikie ostępy festiwalowe. Jednakowoż rzeczy, o które musisz martwić się najmniej, to: że zabraknie piw w sklepiku, że toaleta się zapcha, że nie będzie odpowiedniej muzyki, mocniejszych alkoholi na przegryzkę, że wyjdziesz stamtąd pijany i głodny, bo nikt nie podstawił żadnego jedzenia. Organizacja tego festiwalu to majstersztyk w najczystszej postaci. Poczynając od formuły, opasek rozróżniających gości (jak na ol inkluziw, serio), doboru browarów, miejsca, ograniczonej liczby biletów, która sprawia, że nie czekasz po jakąś tam apę dwadzieścia minut, potykając się i przepychając w kolejce, wystarczającą ilość miejsc siedzących, jasne, przejrzyste komunikaty, strefę bounce’u przy barze, bar z łychą dla tych, którym piwa za mało, żetony na łychę, strefę food trucków niezbyt rozbudowaną, ale z szeroką ofertą, rozstawione tu i tam leżaczki a także wiele, wiele innych. Jedyna kwestia, do której z moich obserwacji mógłbym się przyczepić tyczy się ilości myjek, ale z tego co zauważyłem, chyba nie było możliwości rozplanowania tego inaczej. Tak, wiem, się czepiam.

Gastro

Chwila na refleksję, dotyczącą strefy trucków. Nieoceniony Chyży Wół, jak zazwyczaj dowiózł kompozycję, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W mocno oblepionej przyprawami bułce serwował idealnie skrojonego CheeseSteaka ze świecy wołowej. Ta kanapka, pod koniec pierwszej sesji zrobiła na mnie ogromne wrażenie – miękka, soczysta, tylko lekko sprężysta wołowina, połączona siecią wonnych, serowych nitek, przeplatana duszoną w piwie cebulką i papryką – tradycyjnie, ale jakże udanie! Może zabrakło mi nieco masełka, uwielbiam bowiem cheesesteak sandwich ociekające masłem. Tak, to już kolejne czepialstwo.

Drugiego dnia zjadłem Pastrami ich receptury. Nie ma nad czym się rozwodzić, ta kanapka nie straciła niczego od czasów mojego food truckowego dziewictwa.
Pogromcy Głodu natomiast zawiedli, Michał Turecki z SFP ich polecał, więc wybrałem burgera Kimchi. Żadne konkretne nuty nie wybijały się z całości kompozycji, a mięso oraz bułka okazały się być bardzo przeciętnymi. Nie tędy droga, gdy chce się karmić tak wysublimowane kubki smakowe jak te spotykane na OMBF. Osobiście, burger znudził mnie do tego stopnia, że postanowiłem zagryźć go wyżej wspomnianym Pastrami.


Ciekawą opcją były tańsze zapiekanki. Rozmawiałem z osobami je chwalącymi czy zaobserwowałem uśmiechnięte twarze podczas spożywania dań z trucka Highlander. Na koniec last but not least Akita Ramen – truck, którego personalnie nie darzę szczególną sympatią, próbowałem ich ramenów 2-3 razy w swoim życiu i za każdym razem czegoś mi w nich brakowało. Niewątpliwie jednak, należy wziąć ich pod uwagę, esencjonalny wywar może bowiem pomóc przetrwać najcięższe chwile. Na przykład mi pomógł niegdyś przeżyć całą sobotę na WFP.

Podsumowanie

Warto, warto wybrać się na One More Beer Festival. Warto choć spróbować jednej sesji, atmosfery, wrażeń, zabawy. Mnie najbardziej ciekawiło jak to jest przeżyć drugą i trzecią sesję. Niestety, nadal uważam, że dwie sesje jednego dnia to zdecydowanie za dużo dla percepcji zwykłego człowieka. Moim zdaniem, Drogi Czytelniku, strategicznie, logistycznie i organizacyjnie jesteś w stanie to dopiąć na ostatni guzik i pojawić się w przyszłym roku na OMBF.
To co? Widzimy się?

P.S. W ramach zachęty, kilka cytatów z Ewy Chodakowskiej:

Nawet jeśli meta jest daleko za horyzontem, naucz się cieszyć z każdego kroku, który robisz w jej kierunku. Twoją największą konkurencją jest osoba, której codziennie przyglądasz się w lustrze. (wrzesień 2019 w Krakowie i piękny Ty)

Przed śniadaniem możesz wypić napój, który pozytywnie obudzi Twój organizm. (druga sesja)

Nikt nie zrobi tego za Ciebie, dawaj! (to o Tobie)

Nie czekaj na ostatnią chwilę, nie budź się przed samym wrześniem z zapytaniem “jak ogarnąć OMBF tydzień przed?” (to już parafraza)

Nie musisz od razu wskakiwać i wykonywać całego programu. Każda z nas kiedyś zaczynała. Każdy sukces zaczyna się od małego impulsu. (pamiętaj o tym, gdy będziesz decydował czy jedna sesja czy może komplet)

Odwróć się na pięcie i rób swoje, z jedną myślą w głowie: ja też zasłużyłam na szczęście. (nie zapomnij o tym gdy zdecydujesz się przyjechać na OMBF!)

P.P.S. dlaczego tak mało zdjęć w tym wpisie? Musiałem być szybki, IYKWIM.

 

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *