Kurczak|Lokale

Pan Głodny i jego Kura

Tytuł brzmi niczym powieść niezłego pisarza, ale tutaj do poczytania będziecie mieli jedynie przemyślenia skromnego blogera. Pan Głodny to Mateusz Wawro, człowiek, którego poznałem trzy i pół roku temu, na chłodnym, nielegalnym zlocie trucków, w miejscu zwanym Dolinka Służewiecka. To on był pierwszą osobą, która mnie rozpoznała i to dzięki niemu poznałem wiele tajników działania food trucków. Obecnie możecie śledzić jego poczynania na zgrabnym vlogu, na platformie Youtube. Jeżeli jesteście zainteresowani rynkiem food trucków w Polsce, to jest to jedna z obowiązkowych pozycji z jakimi powinniście się zapoznać.

Mateusz prowadzi kilka projektów żywieniowych. Przez szacunek dla czasu Czytelnika, wymienię jedynie Pot Spot, czyli pierwszy truck w Polsce z zupami i daniami jednogarnkowymi oraz Wing Spot, którego rozwinięcie gastronomiczne możemy obserwować na Nowolipki 15. Wracając do genezy tytułu dzisiejszego postu, nie można zapomnieć o Kurze, bo to właśnie Kura jest tu tematem przewodnim, przyczynkiem do tego by znów napisać o jedzeniu serwowanym przez Mateusza. Jest o czym, zdecydowanie, ale do tego dojdziemy.

Jak wspomniałem wyżej, Kura to projekt, który jest poszerzeniem, ulepszeniem, a nawet ewolucją Wing Spotu. Jak tego procesu nie nazwiemy, to część z nas na pewno wie, że w Wing Spocie poziom kurczaka w panierce był naprawdę wysoki. Na Nowolipkach jest jeszcze lepiej, chciałbym o tym już napisać, ale dwieście słów wstępu to trochę za mało jak na moje standardy. W takim wypadku czas wspomnieć o sosach, bo to głównie na nie stawia Mateusz. Sosy są przygotowywane własnoręcznie, na zapleczu Kury, od podstaw, praktycznie nie używając gotowych składników (w porządku, nie kręcą tam majonezu, ani nie ukulturalniają mleka bakteriami w celu stworzenia jogurtu). Gama liczy w tej chwili ponad 20 pozycji a ich ilość ciągle rośnie. Nie brakuje sosów w konwencji tradycyjnej, egzotycznej, azjatyckiej, ale również amerykańskich klasyków, z ukochaną przeze mnie Louisianą na czele, przez Miód-Chili czy Teriyaki a na Blue Cheese albo BBQ kończąc.

Może ostatecznie dojdziecie do wniosku, że nie ma tu o czym opowiadać, że to przecież tylko kurczak w panierce (a czasem nawet bez), ale opowiem Wam o tym. Opowiem jak jedną z najlepszych moich historii, opowiem, jakbyście siedzieli ze mną przy dobrym piwie i mieli już tyle pod beretem, że chcielibyście mnie słuchać bez końca. Mam nadzieję, że gdy ten koniec jednak nastąpi, zdacie sobie sprawę, że Wasz dystans od Nowolipki 15 w Warszawie, to żadna odległość i że Kura jest Wam przeznaczona w ciągu najbliższych godzin.

Generalnie, Pan Głodny przygotowuje dla swoich klientów trzy części kurczaka: stripsy czyli ze swojska polędwiczki, wingsy czyli skrzydła oraz trybowane udo. Już tutaj warto zaznaczyć, że każda z tych części jest traktowana inaczej, że różnice występują nie tylko na etapie obróbki cieplnej, ale również podczas panierowania czy marynowania, które odbywa się głównie w mieszance przypraw Cayenne lub sosie Bufallo (żaden kurczak nie mógłby sobie tego lepiej wymarzyć).
Panierka różni się zależnie od czasu potrzebnego na przygotowanie mięsa, jednak jest podstawowe rozróżnienie: mamy tu skrzydełka Buffalo, smażone w samej marynacie oraz skrzydełka, polędwiczki i uda smażone w panierce.
Odpowiednio dobrane czasy marynowania i smażenia, sprawiają, że na tacce otrzymujemy kurczaka, który wręcz zachwyca chrupiącą panierką, ale przede wszystkim soczystością, ukrytą wewnątrz. Styl, w jakim przygotowywany jest kurczak w Kurze przez Pana Głodnego, nie jest nowatorski, ale wypracowana przez długi czas, próbami i błędami metoda daje fenomenalny efekt.
Gdy zamówienie już przed Wami wyląduje, sugeruję skosztować najpierw kurczaka bez sosów, wgryźć się w chrupiącą, łamiącą się pod naporem, delikatną panierkę, by po chwili dostać się do soczystego, aromatycznego wnętrza. Dopiero po tym zalecam skorzystanie z oferowanych sosów. Banał, którego lubię używać w takich momentach brzmi: dla każdego coś dobrego. De facto, niebanalne połączenia smaków, domowe receptury, klasyczne smaki, lekkie lub konkretne, łagodne lub ostre, subtelne lub aromatyczne – podkreślą smak mięsa, panierki, dodadzą animuszu, smaku, przejmą kompozycję, lub pozostaną w tle jako kompan dla świetnie przygotowanego drobiu.

Jeżeli uważacie to za zbyt skromną zachętę, wspomnę tylko o frytkach. Nazwałbym je belgijskimi, bo są podwójnie smażone, ale kim byłby Mateusz, gdyby nie nadał im własnego stylu a przez to nie zmusił mnie do opisania ich dokładniej?
Część klientów uzna te frytki za spalone, choć takimi nie są. Jest to natomiast styl, który osobiście preferuję, styl, który reprezentuje Kura i na przykład Burger&Co. z Kielc – na granicy przeciągnięcia, gdzie podwójne smażenie daje efekt daleko idącej karmelizacji oraz niesamowitą chrupkość i wyrazisty posmak. To jest ten styl, który lubię. Wersja frytek, którą chciałbym widzieć w lokalach częściej.
Oczywiście perfekcyjnie komponują się z sosami, a konkretniej dipami (Pan Głodny kładzie mocny nacisk na rozróżnienie tych dwóch opcji) – Czosnek-Parmezan lub Blue Cheese, ale czy jeszcze muszę o tym mówić?

Wracając do tematu przewodniego czyli Kury, która rządzi u Pana Głodnego. Jak wspomniałem wyżej, w lokalu spotkamy obecnie trzy części drobiowe, w wariantach z panierką lub bez. Zacząłbym od opcji popularnej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, przetransferowanej na polską ziemię z delikatnymi zmianami czyli Buffalo Wings. W wykonaniu Pana Głodnego otrzymujemy soczyste, delikatne, mięsne skrzydełka, z mocno skarmelizowaną marynatą, która oprócz nadania smaku, ma za zadanie uchronić mięso przed spaleniem. Oczywiście jak to klasyczne Buffalo Wings, otrzymujemy je oblepione wybranym przez nas sosem. Brudzą się ręce i brudzą się myśli, trzeba tylko uważać by nie ubrudzić pieniędzy przy uiszczaniu opłaty. Jak to mawia znawca polskiej sceny streedfoodowej Michał Turecki, a pewnie wielu z nas doskonale to wie, ale boi się wyartykułować, najsmaczniejsze jedzenie to to, które można zjeść rękami a przy okazji jeszcze się umorusać.

Kolejnym wyborem jakiego możemy dokonać to polędwiczki i skrzydełka w panierce. Panierce, przy której warto się zatrzymać, wspomnieć, że nie nasiąka tłuszczem, jest chrupiąca, wręcz trzaskająca, posiada sporą dozę smaku, ale nie na tyle wyrazistą by zagłuszyć aromat sosów, dipów czy marynowanego mięsa. Pod nią jeszcze bardziej soczyste niż w wersji Buffalo mięso ze skrzydeł (panierka utrzymuje więcej soków wewnątrz) lub dla osób nie lubiących kostek, konkretnego kalibru stripsy, również bardzo soczyste, delikatne i mięsne. zestaw ze zdjęcia kosztuje 18.00zł
Ostatnią częścią kurczaka serwowaną w Kurze jest udo, oczywiście trybowane i pozbawione skórki. Jakościowo nie odstaje ono od wysokiego poziomu jaki prezentują kawałki, o których pisałem wyżej, wykorzystywane jest obecnie do kanapki, która powstała w związku ze współpracą Kury z blogerami kulinarnymi ze StonerChef.pl – Kanapki Generała Tso (23.00zł). W tej kompozycji, ta słuszna porcja kurczaka znakomicie odnajduje się w towarzystwie sosu Generała Tso, sosu Mango-Mayo, pieczarek, sezamu, groszku cukrowego i kilku innych składników, które zamknięte w klasycznej, miękkiej, pulchnej bułce tworzą bardzo smaczną alternatywę dla brudzenia sobie rąk samym kurczakiem w postaci brudzenia sobie rąk kurczakiem z pieczywem. Warto nadmienić, że docelowe udo będzie wyglądać nieco inaczej. Jak? To dopiero zostanie ujawnione za jakiś czas.

Kontynuując wątek współpracy z blogerami, warto zwrócić uwagę na model pijarowy jaki prezentuje Pan Głodny w swoim koncepcie. Nie sili się na internetowy nalot, niczego nieświadomych użytkowników, często nie zainteresowanych tego typu lokalami, za pomocą postów sponsorowanych i pięknych, wymodelowanych zdjęć. Co mnie osobiście, zdecydowanie bardziej się podoba, Mateusz postawił na pocztę pantoflową, zasięgi organiczne oraz przygotowywanie dań wraz z blogerami znanymi w branży gastronomicznej w Stolicy. Wyjście poza schemat kampanii sponsorowanej to według mnie bardzo dobre posunięcie, które tworzy wokół Kury zachęcającą do odwiedzenia otoczkę oraz atmosferę domowości miejsca.

Podsumowując, dla fanów kurczaka, kurczaka w panierce, znakomitych jakościowo dań, sosów, dipów, frytek oraz miejsc autentycznych, gdzie nie skubie się ani klienta, ani kurczaków, gdzie wkłada się pasję, zaangażowanie i kawałek serca do przygotowywanych dań, jest to absolutnie jedno z pierwszych miejsc jakie powinni odwiedzić w Warszawie. Nie ma możliwości by pożałowali, Pan Głodny serwuje Kurę na najwyższym poziomie (i nie obawiajcie się, na brudne dłonie i brudne myśli, mają wilgotne chusteczki).

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *