Restauracje|Włoskie

Sexy Duck Varsovia

Niezwyczajne są niektóre lokale w Lublinie: Św. Michał, Stół i Wół i, i… i inne, bo nie byłem w Lublinie od czasu wycieczki szkolnej około 2000r. To co zapamiętałem z Lublina to Wieża Ciśnień i romskie dziecko pod nią, pragnące skroić mnie z dwuzłotówki. A! I moją brawurą ucieczkę zabytkowymi ulicami. Z pewną dozą fantazji można nakręcić o tym epizod w jakiejś kinowej produkcji. Ekhm! Dopóki nie wybiorę się do Lublina, to kawałek ichniejszej gastronomii mogę spotkać w Warszawie. Sexy Duck, o którym dziś mówimy, ma bowiem lokal w Lublinie oraz Warszawie (gdzie bywam zdecydowanie częściej).Sexy Duck (1)Bez zbędnych ceregieli, wchodzę do lokalu, by cierpliwie czekać na Paulinę, z którą mamy zjeść grubszy lunch. Budynek wewnątrz jest dziwny, niby tu wejście, a tam bar, po prawej miejsce, a naprzeciw schody, przy których kelner-odźwierny zachęca do wejścia na górę. Spore ilości miedzi, skóry, drewna czy szczotkowanych stopów, podkreślają, że znajdujemy się w leciwej kamienicy, a industrialne lampy przywodzą na myśl manufakturę przełomu XIX i XX wieku. Zająłem stolik w dosyć zaciemnionym miejscu, na półokrągłym siedzisku, zdolnym pomieścić 5-8 osób. Później tego żałowałem, nie było dostatecznie dobrego światła do zdjęć, a znad gorących dań zapewne ciekawie obserwowałoby się Plac Konstytucji, oprószany śniegiem i chłostany deszczem. Wracając do wnętrza, stoliki są różnorakie i uszeregowane w sposób osobliwie losowy. Dwójki, Czwórki, mogące stać się Szóstkami i właśnie półokrągłe siedziska, wokół okrągłego stołu, o których wspomniałem chwilę temu, Uważny Czytelniku.
Oczekiwanie na Paulinę okazało się być dłuższe niż zakładałem, bo coś zatrzymało ją na mieście. W takim wypadku, z początkowego nie dziękuję, przeszedłem do: przepraszam, poproszę espresso. W tym okresie mojej wizyty zainteresowanie kelnera w dżokejcee (w ogóle nie rozumiem tej mody/podejścia/praktyki) zdawało się być na odpowiednim poziomie. Oczywiście po zajęciu stolika otrzymałem od ręki menu, ale o takich podstawach pisał nie będę (choć właśnie to zrobiłem).
To co przy obsłudze, wprawiło mnie zaś w osłupienie, wydarzyło się gdzieś między pstrykaniem fotek, fikuśnie podanemu epsresso a jego wypiciem. Mój stolik stał pierwszy od wyjścia i kelner przechodząc, urządził sobie serię bębnienia palcami w omijane stoliki. Mój był pierwszy w kolejce do odbębnienia. Na usta cisnęły mi się staropolskie uprzejmości, rodem z osiedlowego podwórka, ale gdyby tylko wyszły na światło dzienne to okazałbym się podobnie niewychowanym do osoby, która niebezgłośnie przeszła przed chwilą obok mojego stolika. Ponownie stałem się kwiatem lotosu i rozpocząłem kontemplację nad moim fikuśnym espresso, nalanym do szklaneczki tureckiej produkcji. W mig przekonałem się, że takie espresso mnie nie uspokoi.Sexy Duck (2)Ciężko powiedzieć czy tu powinien bardziej się wstydzić producent kawy, zaparzający, czy serwisant odpowiedzialny za ekspres. Woda z nikłym kawowym posmakiem, przyprawiona przeszłością. Dawno nie piłem tak bezpłciowego napoju kawowego. Nie jestem i nie zamierzam być koneserem kaw, ale wiem, że espresso winno być gęste, czarne i kwaśne. Mieć moc wykopania z łóżka największego lenia, tysiąckroć. To miało moc podlania kwiatów doniczkowych, po ostygnięciu.

Przybyła Paulina, otrzymaliśmy drugą kartę i wybieraliśmy. Spośród pizzy, pasty i klasycznych dań kuchni włoskiej, nieśmiało pokazują się pozycje z kaczką. W końcu nazwa lokalu nie wzięła się znikąd. Na przystawkę poprosiliśmy pate z kaczki (a jakże) (18.80zł). Słodko-ziołowe, o maślanej fakturze, bujnym smaku, świetnie komponowało się z konfiturą wiśniową(?) i świeżym pieczywem, pychota! Sposób podania nie pozostawiał wiele do życzenia, smak również – danie bez zarzutu. A, przepraszam, standardowo: niewiele pieczywa.Sexy Duck (4) Sexy Duck (5)Dodatkowo Paulina zamówiła białą czekoladę z malinami, która okazał się strzałem w dziesiątkę – gorąca, gęsta, z udaną kompozycją malinowego sosu/konfitury i białej czekolady. Do pełni szczęścia zabrakło przetarcia malin a w efekcie pozbycia się pestek.Sexy Duck (8)

Dania główne na jakie się zdecydowaliśmy to słynny i szeroko polecany burger z kaczki (25,80zł) oraz makaron: łosoś, por, śmietanka, fenkuł (23,80zł).
Burger wysmażony na różowo, ale nie surowo. Soczyste mięsko, które łatwo zepsuć, zwiastuje, że kucharz sprawy nie pokpił. Bułka wręcz spalona, ale o ile efekt zamierzony, w porządku. Mnie osobiście ten styl nie przeszkadza, jeżeli jednak zjarała się, bo ktoś poszedł w tym czasie na fajkę, to wstydźcie się. Całość smaku przejmuje ricotta z czymś co przyjemnie ją przełamuje, a smakuje podobnie do konfitury owocowej, podanej jako dodatek przy pate. Burger dostaje kciuka w górę. Podobnie frytki, mankament w postaci niedostatecznego odsączenia z tłuszczu, nie zmienia faktu, że są chrupiące z zewnątrz i puszyste w środku, takie jakimi domowe frytki winny być. O ketchupie zapomnimy, za to wart wspomnienia jest chrzanowo-majonezowy sos, który komponował się z frytkami na tyle dobrze, by skorzystać niemal z całej jego objętości.Sexy Duck (6)Tak kolorowo jak w przypadku burgera, nie było z makaronem. Gdy zamawiasz pastę z łososiem, śmietanką, porem i fenkułem, to spodziewasz się kompozycji gdzie lekki, mięsisty łosoś łączy się z delikatnym, ale ciężkawym sosem śmietanowym. Sos zaś oblepia sprężysty makaron, a por i fenkuł gdzieś tam są i… będą. O jakże możesz się mylić, nawet nie wiesz.
Makron może być niedogotowany (tzw. al dente forte), posklejany, wręcz w kulę, sos kwaśny (doprawdy?), warzywa twarde (nie, lekko przesmażone, twarde), całość o nieprzyjemnej strukturze, z której po dwóch gryzach wybierasz łososia, próbujesz nieco dojeść i po trzecim odstawiasz.Sexy Duck (7)Nie żartuję, tak może być, udowadnia to Sexy Duck. Po chwili podchodzi kelner, zabiera talerze i na widok niedojedzonej pasty może ma zamiar zapytać czy wszystko było w porządku, ale jego bębniąca strefa komfortu jest tak przyjemna, że szkoda mu z niej wychynąć, by dowiedzieć się, że makaron był poniżej krytyki. Wtedy nadchodzi ten czas gdy proszę o rachunek i już wiem, że napiwek, którego kelner w snapbacku tym razem nie otrzyma, będzie tematem rozmów przez najbliższe trzydzieści sekund na kuchni.

Podsumowując, interesujące miejsce, z interesującą kuchnią. Na pewno warto wybrać się dla dobrze przyrządzonej kaczki. Burger i pate potwierdzają tę tezę. W internetach łatwo również znaleźć recenzje chwalące pół kaczki, serwowane z kluskami gnocchi i marynowaną gruszką (ah, jakże miałem na to ochotę!). Makaronów z wiadomych względów nie polecę. Reszty trzeba po prostu spróbować by się przekonać. Ceny bardzo zachęcające, wystarczy wziąć pod uwagę nasz rachunek (88.00zł). Lokal jest przestronny, co może zwiastować wolne miejsca ratunkowe, gdy w ostatniej chwili postanowimy spędzić piątkowy lub sobotni wieczór w atmosferze kuchni włoskiej. Osobiście polecam, lecz z pewną dozą ostrożności.

 

Tomek Mędrek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *