Burger King|Sieciówki

BBQ Supreme, Kochanie

Coraz częściej słyszę narzekania, że moje teksty są długie, nudne, grafomańskie i w ogóle flaki z olejem. Z założenia tak miało być, choć w świecie realnym wypowiadam się szybciej, lecz nie mniej obrazowo a dygresja to moje drugie imię.
Dziś napiszę więc szybko, tanio i ze sportowym zacięciem, zobaczymy co z tego wyniknie.

Wracając z ostatniego wyjazdu służbowego, postanowiliśmy zjeść typowego fast fooda. Podobnie jak w tej reklamie, McDonald’s był dużo bliżej niż Burger King. Kolejny zjazd na A2 ze znakiem, informującym o obecności punktu McDonald’s, zbiegł się w czasie z informacją, że Burger King będzie tuż, tuż (za czterdzieści-kilka kilometrów). Wiadomo, że wolimy jeść z Królem niż z Klaunem, więc kolega przycisnął gaz do deski, aż dobił oczywiście do dozwolonej prędkości (140km/h) i popędziliśmy niczym wiatr.

Stary Chrząstów był bliżej niż mogłoby się wydawać. Wkroczyliśmy żwawym krokiem do lokalu, który nie przypominał mi standardowego punktu sieci. Stoliki były rozstawione jakoś tak centrycznie, a znalazł się tam nawet jeden, który posiadał okleinę w kolorze rozżarzonego węgla. Interesujące doświadczenie.

Witryna internetowa sieci powiada, że Honey BBQ Supreme (16.95zł sama kanapka, 22.95zł w zestawie) to: Pyszna domowa bułka, soczysta grillowana wołowina, bekon i świeże warzywa, a to wszystko z dodatkiem nowego, wybornego sosu miodowego BBQ, tak właśnie wygląda nasz Burger HONEY BBQ SUPREME.
Honey BBQ SupremeZmusza mnie to do rozpoczęcia analizy od bułki, ale z powodu, o którym pisałem na początku, nie mam zamiaru pisać jak niegdyś. Łapcie w takim razie informację, drodzy Czytelnicy, że jest puszysta, smaczna i mało się rozpada, chyba, że ściśniecie ją tłustymi paluchami – mnie smakowała bardziej niż standard. Mączne coś na wierzchu robi dobre wrażenie.
O wołowinie pisał nie będę, jeżeli zechcecie wiedzieć jak smakuje, to przejdźcie się lub pojedźcie do najbliższego lokalu Burger King i kupcie Whoppera bez pomidora, sałaty, bułki, majonezu, cebuli, ketchupu i ogórka.
Może dodam tylko, że dołożyłem sobie kawałek, bo kanapka z jednym burgerem, nawet w Burger Kingu to zdecydowanie za mało. Dwa to również nie było to, ale przynajmniej bliżej do trzech, które wydają się mi być optymalnym rozwiązaniem.
Bekon jest świetny, tu sieć z Miami wyprzedza o lata świetlne McDonald’s oraz o nieco mniejszą odległość KFC – soczysty, ciągnący, mięsny i nie sposób nie wyczuć go w kanapce.
Pomidora bym wywalił, ale z szacunku dla założeń konstrukcyjnych i chęci skosztowania oryginalnego smaku wypuszczonego na rynek, pozostawiłem go by się ślizgał, wylewał i przeszkadzał – przecież tyle to radości.
Sałata? Co tu dużo gadać, w epoce lodowcowej nie było tyle sałaty lodowej, co w tym burgerze – wyrzuciłbym połowę.
Jej jakość? Była zielona i nawet chrupała – zamiast niej, wolałbym by chrupał bekon.
Prażona cebulka, to coś co można zaliczyć do sekcji warzywnej-przetworzonej – pasuje, bardzo tu pasuje, chyba, że nie jesteście jej fanami (znam takie osoby), to przekażcie Pani przy kasie by jej tam nie sypano.
I sos! Sos, który jest naprawdę godny uwagi. Pani przy kasie poinformowała mnie, że jest dużo bardziej słodki i intensywny niż zwykły bbq w ich sieci.
Rzeczywiście, jest bardziej słodki. Nie jest za to bardziej intensywny – jest inny: wyczuwa się w nim lekką nutę wędzenia i ogólnie rozumianego bbq, ale tematem przewodnim jest miód. To nie jest cukier, który czyni go słodkim. Ktoś do jego produkcji musiał użyć miodu, lub solidnego aromatu miodowego, bo bez pudła można stwierdzić co tam siedzi.
Zapomniałem o serze, ale wystarczy Wam informacja, że jego ilość jest odpowiednia?
Musi wystarczyć.

Teraz wyobraźcie sobie: dokładacie dwa mięska, wywalacie nieco sałaty, pomidorem rzucacie o ścianę. Prażona cebulka muska nozdrza słodko-goryczkowym aromatem, bekon sprawia, że już wiecie iż krowa i świnka to best friends forever a miodowy sos w ilościach nadmiernych oblepia Wam palce i całą jamę ustną. To wszystko zamknięte jest w bułce, która jest całkiem w porządku.
A w sumie, co będziecie sobie wyobrażać, w realu wygląda to nie gorzej:Honey BBQ Supreme realCzujecie to? Bo ja tak i zaraz jadę do GS’u by na food courcie zajrzeć do punktu Burger King.

Ocena od żółwia (Honey BBQ Supreme): solidne cztery, orgazmu nie było, ale dobrze to robisz, kochanie (ang. honey, przyp. red.) (w skali 1-5).4

Tomek Mędrek

One Comment

  1. bez tego dodatkowego kawałka mięsa, jak zwykle u BK, nazwa “supreme” wywoływałaby co najwyżej złośliwy uśmieszek.

    za mniejszy pinionc mam podwójnego royala pikantnego. Także dzięki. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *