Amerykańskie|Restauracje

Tex-Mex w 7 Street

Swego czasu wspominałem już, że jedzenie o smaku meksykańskim jest mi w ostatnim czasie bardzo bliskie sercu i żołądku. Szczególnie gdy serwują je osoby, które wiedzą co robią.
Swego czasu wspominałem także, że chciałbym (ale jakoś mi nie po drodze) odwiedzić 7 Street, polską sieć z amerykańskimi (i nie tylko) specjałami, która posiada kilka restauracji w całym kraju.
Tymczasem nadarzyła się okazja by upiec dwie tortille na jednym ogniu, bo nie dość, że wreszcie moja droga skrzyżowała się z 7 Street, to jeszcze w samej sieci rozszerzono menu Tex-Mex o kilka nowych pozycji. Co za dużo to nie zdrowo, ale tym razem kumulacja zbiegów okoliczności okazała się w sam raz by zaspokoić mój apetyt i ciekawość.

7 Street posiada w Stolicy dwie restauracje. Ja wybrałem się do dużego, piętrowego lokalu, umiejscowionego nieopodal stacji metra Świętokrzyska – (convenient change to M2 metro line). 7 Street to typowy, amerykański dinner, więc znajdziemy w nim mnóstwo wygodnych kanap i dużych stolików. Są również telewizory, więc na picie tureckiej herbaty i Wspaniałe Stulecie w gronie przyjaciółek wiadomo gdzie się wybrać.
Menu jest tak obszerne, że nawet ten tekst nie będzie tak długi jak ono. Poprzestanę więc na podrzucenia Wam, drodzy Czytelnicy, linka do rzeczonej karty i dam radę by zastanowić się jeszcze przed wyjściem na co macie ochotę i trzymać się tego twardo, bo czytając menu można się wahać bardzo, bardzo długo.

Tego słonecznego popołudnia nie zajęliśmy miejsc na zewnątrz, choć ogródek kusił i bez zbędnych ogródek udaliśmy się do dosyć przestronnej sali na piętrze. Kelner zaproponował na początek dzban lemoniady (14.00zł), która okazała się naturalną, odpowiednio skomponowaną mieszaniną wody, lodu, cytryny, limonki i mięty. Dodatkowo ugościł nas miseczką mocno podgrzanych nachosów, z dwoma rodzajami sosu – ostrym, meksykańskim i świetnym, gorącym, dosyć łagodnym, serowym. Chętniej wybierałem ten drugi, oblepiający jamę ustną niewymowną aksamitnością i ciepłem.
7Street (1)

7Street (2)Z rozszerzonego  menu Tex-Mex najbardziej interesowały mnie dania z Chilli con carne – Burrito, Quesadillas czy Tacos. Niestety, imprezowicze dnia poprzedniego spożyli cały zapas tego specjału – żal i smutek ogarnął me serce i żołądek, ale na szczęście, mamy jeszcze inne opcje do wyboru. W takim wypadku (ewentualnie przypadku) wybieramy Quesadillas con polo (po polsku: te z kurczakiem) oraz Tacos con gambas (po polsku: takosy z krewetkami). Z menu regularnego, mimo ogromnego wyboru innych dań, zdecydowaliśmy się na burgera o uroczo brzmiącej i dobrze go zapowiadającej nazwie, Sweet Onion (24.98). Nad deserami mieliśmy się zastanowić.

Po niezbyt długim czasie, jako pierwszy na naszym stole pojawił się burger. Wedle naszego życzenia przekrojony na dwa kawałki jak najbliższe połowom (czepialscy inżynierowie będą usatysfakcjonowani takim opisem). Prezencja wręcz perfekcyjna. Kelner uprzednio zapytał o stopień wysmażenia mięsa i wygląda, że nikt nie dworował sobie z rzuconego przeze mnie, postawionego twardo żądania: medium minus. Jak na załączonym obrazku mamy jedynie delikatną, brązową obwódkę wokół i lekko muśnięte temperaturą, niezbyt mocno zmielone mięso w środku. Proporcje 80% mięsa i 20% tłuszczu sprawiają, że burgera spożywamy z przyjemnością i nie musimy go co chwilę popijać – przyprawiony jest dosyć neutralnie, jednak to nie produkt zakładów mięsnych Biernacki, która zaopatruje całą sieć, jest tu najważniejszą częścią – są nią bowiem dodatki. Świetnie roztopiony ser Mimolette i mięsny, aromatyczny, do odpowiedniego stopnia przytrzymany na grillu bekon oraz słodko-dymny sos BBQ z lekką nutą pikanterii, na pewno by wystarczyły, ale są jeszcze dwa składniki, które przejmują smak całości i przewodzą stawce – chutney z cebuli oraz krążki cebulowe. Dzięki nim burger może naprawdę nosić miano słodkiego. Pierwszy wyróżnia się właśnie słodyczą i bardzo gęstą konsystencją – to jak powoli ścieka (bo nie napiszę, że spływa) z mięsa na dolną część bułki, można pokazywać w amerykańskich filmach. Krążki nie są zbyt chrupiące, ale za to nieprzesiąknięte tłuszczem, miękkie i lekko cebulowe – w tym aspekcie nieprzesadzone.
Kończąc dywagacje na temat całości, należy wspomnieć o bułce, która jest produkowana według co jakiś czas zmienianej receptury, jedynie na wyłączność sieci – chrupiący wierzch, posypany sezamem (posypka również zmienia się od czasu do czasu), kryje miękkie, puszyste i niezbyt zbite wnętrze. Posiada ona nienarzucający się posmak i zdecydowaną tendencję do rozpadania się, ale nasza akurat przetrzymała próbę smaku.7Street (3)

Jeszcze w trakcie konsumpcji burgera, na stole pojawiły się gwoździe programu czyli dania Tex-Mex. Prezencja znów nienaganna, w 7 Street wiedzą, że je się również wzrokiem i przykładają do tego dużą uwagę. Szybki rzut oka na talerz i ślinianki zaczynają pracować jak u psów Pawłowa.
Tacosy podane są na błyszczącym stelażu, z asystą trzech sosów: wyrazistego i jednego z niewielu w moim życiu, smakującego mi guacamole, po raz drugi meksykańskiego, który niestety nie przypadł mi do gustu i kwaśną śmietaną. Na wierzchu mamy kołderkę z roszponki i startego, żółtego sera, przykrywającą każde taco, które występują w trzech kolorach – torillowym, paprykowym i czarnym. Niestety są to tacosy w wersji hard i spożywanie ich jest nieco utrudnione, osobiście wolę opcję miękką. Samej tortilli nie mam nic do zarzucenia, jest smaczna i chrupiąca. To co znajduje się pod krewetkami (dwie sztuki przypada na jedno taco), to mieszanina fasoli, papryki, kukurydzy i sosu podobnego smakiem do tego serwowanego jako dodatek. W skrócie: meksykańsko, nieco pikantnie, ale niezbyt mocno a w chrupiącej tortilli naprawdę dobrze. Temu wszystkiemu przewodzą oczywiście krewetki, ugotowane lekko al dente. Wydaje się, że mogłyby być nieco bardziej miękkie. Oprószenie ich lekko ostrą mieszanką przypraw to strzał w dziesiątkę, delikatne mięsko nabiera rumieńców (dosłownie i w przenośni) i znakomicie radzi sobie w spotkaniu z jamą ustną. Tacos con gambas (42.98zł) – jak najbardziej na plus.7Street (5)

7Street (10)Quesadillas con pollo (23.90zł) czyli opcja z kurczakiem to kolejne danie, do którego muszę dorzucić adnotację, że wygląda świetnie. Zapieczona, przyrumieniona, podwójna tortilla lekko wybrzusza się od ilości składników w niej zamkniętych. W środku znajdziemy mnóstwo gorącego, ciągnącego się, żółtego sera, warzywa podobne do tych z tacosów oraz delikatnego, miękkiego i bardzo soczystego kurczaka a wszystko w całość spina dosyć ostry sos, którego elementy składowe, szczerze mówiąc, ciężko mi określić. Mogę Was jednak zapewnić, drodzy Czytelnicy, że to własnie on sprawił iż Quesadillas podeszło mi najbardziej tego popołudnia. Zanurzenie kawałka w kwaśnej śmietanie sprawiało, że był to smak nieoceniony, znakomity, świetny – osobiście mój faworyt, mimo, że tym razem kurczak a nie wołowina. Po prostu ktoś tu trafił idealnie w mój gust.7Street (6)

7Street (7)Po daniach głównych przyszła pora na desery – bardzo interesującą opcją jest deser za 5.00zł (dobrze, dobrze, dokładnie za 4.98zł), który wydaje się naturalnym wyborem gdy zjemy już dużo a nie chcemy dobijać się toną tiramisu czy kotłem sufleta. W deserze tym znajdziemy gałkę lodów lub sorbetu, nieco sosu i bitą śmietanę. Ze względu na to, że Paulina lubi smaki owocowe, wybraliśmy sorbet cytrynowy. Okazało się, że jest on niemiłosiernie ciężki i mocny niczym pół litra na głowę – zimny, o aksamitnej, lodowej konsystencji, kwaśny aż goryczkowy, według mnie świetny. Kwaskowatość całości można sobie regulować słodkawym, truskawkowym sosem i kleksem bitej śmietany. Dla tych, którzy chcieliby coś po prostu słodkiego, odnajdą się inne smaki.7Street (9)Dla siebie wybrałem Chocolate Cherries Shake (11.98zł), który podano znów w bardzo atrakcyjnym wydaniu i przystroju. Tym razem już zaskoczony nie byłem, aczkolwiek rada dla wszelkich foodiesów, bloggerów i foodloversów: jeżeli chcecie zdobyć ładne zdjęcia pożywienia, to w słoneczny dzień wybierzcie się do 7 Street – nawet kiepski aparat w moim HTC One M7 sobie poradził.
Wracając do shake’a, jest to typowy milkshake, z mocnym akcentem czekoladowym i sporą ilością sosu wiśniowego, zaopatrzonego w kawałki owoców, umiejscowionego przy dnie. W smaku obie nuty łączą się z aksamitnością konsystencji i tak powstaje napój, który powinien usatysfakcjonować większość fanów shake’ów.7Street (8)

Podsumowując, wybór dań tak duży, że aż głowa boli, miejsca również bardzo dużo – można się wybrać ze znajomymi, drugą połówką czy nawet zorganizować małą imprezę. Dania prezentują się znakomicie, a dodatkowo są bardzo smaczne i czuć w nich wprawną rękę kucharza. Jest w czym wybierać, więc już powinniście wiedzieć, gdzie wybrać się jutro na obiad, drodzy Czytelnicy. Ze swej strony, szczerze polecam.

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *