Festiwale|FoodTrucking

Food Port i kolejne Żarcie na Kółkach

Bardzo słabo jestem natchniony do pisania tekstów w ostatnim czasie. Tak sobie uważam, że przecież być powinienem, bo materiał z poprzedniego weekendu podnosi przykrywkę i nieomal wychodzi z gara. W piątek bowiem, odwiedziłem nową miejscówkę nad Wisła, czyli Bulwar Bohdana Grzymały-Siedleckiego, a właściwie znajdujący się w tym miejscu Food Port. To miejsce, w którym cumują foodtrucki, następnie dokonując abordażu w pustych brzuszkach przechodniów i rowerzystów.
Miejsce i wszelkie formalności organizują osoby odpowiedzialne za ogarnięcie projektu Żarcia na Kółkach. Jeszcze nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ale tuż przed wakacjami, ma się tam znaleźć tydzień w tydzień około czterech jadłowozów (tak, wiem, że to brzmi źle) a dodatkową atrakcją ma być stoisko z napojami, o różnej zawartości procentów.Żarcie na Kółkach NM (3)
Traf chciał, że gdy ja się tam pojawiłem było jeszcze dosyć wcześnie (około godziny 13:00) i miast czterech trucków, stało jedynie dwa – Ni Pani Ni Pan ze swoim panino oraz Carnitas z meksykańskimi specjałami. Zabrakło natomiast foodtrucka serwującego francuskie grzanki, czyli Pan Frances oraz Burgera na Kółkach, który serwuje (chwila napięciaa…) burgery! (badum tss)Żarcie na Kółkach NM (4)Na pierwszy strzał dwóch przyjemnych i sprawiających wrażenie znających się na rzeczy, chłopaków z Carnitas. Swoją drogą truck ten wziął nazwę od jednego ze specjałów kuchni meksykańskiej czyli drobnych, mięsnych kawałków, mocno przypieczonych z zewnątrz, mających zastosowanie na przykład w wypełnianiu tacosów – toteż właśnie od tego specjału, dosyć klasycznego, rozpoczęliśmy. Kuchnia meksykańska nie jest moim konikiem, ale coraz częściej staram się odwiedzać lokale i foodtrucki, przygotowujące dania w tej konwencji, gdyż po prostu i zwyczajnie mam na nie chęć. Tym razem na tacosach się nie zawiodłem – pszenna tortilla w wersji soft i udane, choć dosyć łagodne salsy to dopiero preludium do dużej porcji szarpanej, dodatkowo obsmażonej i lekko przyprawionej wieprzowiny, a wisienką na torcie okazała się cebula marynowana w cytrusach, o znakomitym, kwaskowym posmaku i niemal pozbawiona swojej pierwotnej ostrości – cebulka rewelacyjna, tacosy porządne.Żarcie na Kółkach NM (1)Żarcie na Kółkach NM (2)Po chwili refleksji nad burczącym brzuszkiem, pomyślałem, że zamówię jeszcze Burrito z wołowiną i tak też uczyniłem. Okres oczekiwania umililiśmy sobie drobnym zamówieniem od trucka Ni Pani Ni Pan, którym były ziemniaczki z porem i czosnkiem oraz dwie sztuki panino, jedno z kaczką, jabłkiem i konfiturą z czerwonej cebuli a drugie z musztardą francuską, szynką dojrzewającą i rukolą. O pieczywie wykorzystywanym do produkcji kanapek w tym trucku wypowiadałem się już przy okazji Żarcia na Kółkach numer jeden, gdzie kosztowałem panino z inną wkładką. Czy mogę coś dodać? Mocno chrupiąca skórka, odpowiednio podgrzana w dociskowym grillu i nieco (choć nie za wiele) mięciutkiego, świeżego miękiszu – odnoszę wrażenie, że co by do niego nie wrzucić i nie opiec, to smakowałoby wybornie, choćby przez wzgląd właśnie na pieczywo. Pani a nie Pan, nie idzie jednak na łatwiznę i ładuje tam naprawdę smaczne składniki. Chrupiące, owocowe i soczyste kawałki jabłka, w połączeniu z nieprzesłodzoną konfiturą oraz delikatną i naprawdę nieźle przygotowaną piersią kaczki, pokrojoną w drobne paski jawi się jako danie, którego podać na przystawkę nie powstydziłaby się niejedna restauracja. Octowa musztarda francuska z całymi ziarnami gorczycy (w deseń Kamis) aż zbyt mocno przejmuje smak drugiego panino, w którym jednak daje się wyczuć charakterystyczną goryczkę rukoli oraz słony, mięsny i dojrzewający aromat szynki, okraszonej nawet lekkim posmakiem wędzenia – mniej musztardy i byłoby bardzo dobrze, ale i tak jest smacznie. Należy również nadmienić, że ciągnąca się szynka i wypadająca rukola, sprawiają mnóstwo problemów podczas spożywania, aczkolwiek nie jestem na to wyczulony, co wrażliwszym na te aspekty, może się to jednak nie spodobać. Żarcie na Kółkach NM (7)Żarcie na Kółkach NM (8)Żarcie na Kółkach NM (6)Żarcie na Kółkach NM (5)Ziemniaczki, w których zabrakło selera (nie mam zielonego pojęcia z jakiego powodu), podane są w rożku i podtrzymującym go plastikowym, transparentnym kubeczku. Obok postawiliśmy sos czosnkowy, który mnie osobiście posmakował lecz nie porwał na tyle bym każdego ziemniaczka w nim zanurzał – dosyć naturalny aromat i rzadka konsystencja to jego atuty, wadą natomiast jest brak mocy. To co najbardziej ucieszyło mnie w ziemniaczkach to nie ich puszyste i nieprzetłuszczone wnętrze, nie ich chrupiąca i delikatna skorupka, najbardziej ucieszył mnie czosnek, który tam znalazłem – tak proste i pomysłowe, że wielu gastronomom aż ciężko na to wpaść. Czosnek przygotowany na głębokim tłuszczu bowiem, jawi się jako twardawa skorupka, której ukąszenie powoduje dostanie się do ciepłego, miękkiego wnętrza o smaku, który można określić jako mocno złagodzoną wersję smaku świeżego czosnku, doprawioną lekką słodyczą – świetne. Posypanie całości solą morską wzmaga efekt rozkoszności całego rożka i tylko ceny nie mogę wybaczyć, bo nie jestem osobą, który na kwoty zwraca szczególną uwagę, ale tutaj jest ona solidnie przesadzona.
Skoro miał być to obiad solidny, to wracam do chłopaków z Carnitas Foodtruck po wcześniej zamówione Burrito z wołowiną (19.00zł). Przy składaniu zamówienia, zaznaczyłem, że ma być łagodne, bo tak zażyczyła sobie Paulina (tak, jestem miękkim pantoflem). W tekturowym pudełku, owinięte folią aluminiową, czeka na nas coś naprawdę grubego – w środku istny Meksyk: fasola, ryż, pomidor, papryka, sporo śmietany i naprawdę duża, ciężka porcja lekko przyprawionej, mocno zmielonej wołowiny. Burrito w czystej, stuprocentowej esencji – ciężkie, trudne do ogarnięcia, rozlewające się dookoła a farszem chłopaki napchali je tak solidnie jak Chuck Testa swoje zwierzaczki. Dla mnie oczywiście zabrakło dużo ostrości by nazwać to danie bliskim ideałowi, ale Paulina była zadowolona i to mnie cieszy.Żarcie na Kółkach NM (9)

Żarcie na Kółkach NM (10)Opuściliśmy Food Port pełni niczym zwierzaczki Chucka (już chyba o tym dziś pisałem…) i wróciliśmy do domu by odpoczywać przed zbliżającą się Nocą Muzeów i towarzyszącej jej, trzeciej edycji Żarcia na Kółkach, tym razem, odbywającej się w miejscu, które wspominam najlepiej, czyli Placu Defilad.
16.05.2015r. zaczęliśmy od trucka, którego nie dane było nam spotkać w Foodportowej przystani, a mianowicie Pana Francesa, czyli Janka, który od kilkunastu lat produkuje francuskie grzanki na własne potrzeby i tak dopracował ich recepturę, że gdy się je spożyje to można umierać, bo nic lepszego w życiu nas już nie spotka.Żarcie na Kółkach NM (11)Nieco poważniej mówiąc, taka grzanka francuska składa się z ogromnej kromki chleba tostowego, otoczonej mieszanką mleka i roztrzepanego jaja, połączonymi z magiczną i tajemną mieszanką przypraw (niemal jak sekretna jedenastka w sieci KFC), kolejno otoczona panierką, w większości powstałą z tartej bułki, ale podobnie jak jajo z mlekiem, uzupełnioną mieszanką odpowiednich, znanych tylko Jankowi przypraw.
Z menu o kilku pozycjach wybieramy typowo śniadaniową (wszak pora sprzyjała drugiemu śniadaniu) opcję z jajkiem, serem, bekonem, szpinakiem i sosem bazyliowym, który właściciel podstępnie zamienił na sos BBQ. Drugi strzał pada na wersję ociekającą słodyczą, glukozą i fruktozą – frużelina truskawkowa i czekolada. Co tu dużo gadać?
Warto szukać takich smaków – prostych a jednocześnie odkrywczych, dodatkowo tak mocno dopracowanych jak w tym przypadku, bo miejsc serwujących takie cuda jest w Polsce naprawdę mało. Szczerze mówiąc, to zazdroszczę sympatiom Jana, którym zapewne przygotowuje takie grzanki na śniadanie – ta/te pani/e muszą być wniebowzięte, bo ja osobiście również byłem. Grzanka nie jest ani trochę sucha, choć nie ocieka tłuszczem, miękka i puszysta, lekko chrupiąca z zewnątrz a w środku wypełniona dodatkami o odpowiedniej jakości: sadzone jajko z rozlewającym się żółtkiem, mięsny, słonawy, dobrze podsmażony boczek, ciągnący się ser i sos BBQ, który bardziej pasował tu Paulinie niż mnie, osobiście pozostałbym przy bazyliowym. Nie zmienia to faktu, że jest to sycąca bomba, po której mamy więcej sił na cały dzień niż po puszcze Red Bulla. Czekolady i frużeliny Pan Frances nie przygotowuje osobiście, ale grzankę, którymi je otula już tak. Dzięki temu łączą się one w ciepłą, słodko-owocową mieszankę z wyraźnymi nutami kakao i soczystości truskawek, z dawką glukozy tak dużą, że możesz obudzić się dopiero dnia kolejnego z syndromem przebycia sugar high. Jeżeli sądzicie, drodzy czytelnicy, że CzekoDżem z Łowicza na Waszej grzance był porannym, kulinarnym spełnieniem, to sprawdźcie jak robi to Janek, bo robi to naprawdę dobrze.Żarcie na Kółkach NM (14)Żarcie na Kółkach NM (14) Żarcie na Kółkach NM (15)  Żarcie na Kółkach NM (17)Żarcie na Kółkach NM (20)

Żarcie na Kółkach NM (12)Flammaster to kolejna nowość na foodtruckowej mapie Warszawy – samochód serwujący alzackie podpłomyki, podobnie jak Pan Frances, debiutował na tej imprezie. Placuszki o których już wspomniałem, pochodzą z Alzacji a początki ich wejścia na stoły wiążą się z interesującą historią: podpłomyki te, bowiem, służyły niegdyś do testowania temperatury pieca chlebowego, zanim jeszcze umieszczono w nim ciasto wyrobione na bochenki. Z czasem przyjęło się spożywanie ich, zaciągniętych śmietaną i obrzuconych różnorakimi dodatkami.Żarcie na Kółkach NM (13) My wybraliśmy opcję wege (tak, zdaję sobie sprawę z tego, że smutne), bo wersji mięsnych było jak na lekarstwo. Po niedługim okresie oczekiwania otrzymujemy placuszek o nieregularnej formie i mocno przypieczonych bokach, pocięty w skromne paski. Na wierzchu roztopił się ser pleśniowy niezłej jakości, suszone pomidory z zalewy dodawały nieco animuszu, a śmietany, jako podkładu nie było praktycznie czuć. Całości smaku dopełniała świeża rukola, swym ostrawym, charakterystycznym posmakiem. W mojej opinii całe połączenie bardzo udane, lekkie i jak na takie predyspozycje, pełne smaku. Sam placek określiłbym jako pizzę w wersji soft – dużo lżejszy, mocniej chrupiący a dodatkowo lepiej nadający się na przekąskę od ciężkiego ciasta drożdżowego, posmarowanego grubą warstwą koncentratu pomidorowego.
Niestety, zasmuciły mnie informacje z obozu Street Food Polska – jeżeli chłopaki tak mówią, to tak było. Mój placek akurat jakościowo podołał zadaniu, ale nie ma co się oszukiwać – salami nigdy nie stanie się chorizo a śmietana 18% z Piątnicy doskonale wyjaśnia sprawę jej zaginięcia w smaku kompozycji, którą wybrałem. Pomysł na asortyment jak najbardziej w porządku, ale jak widać, będzie jeszcze parę niuansów do skorygowania.   Żarcie na Kółkach NM (18) Żarcie na Kółkach NM (19)  Żarcie na Kółkach NM (21)

Original Klops Truck czyli Pan Szama, przygotowuje dla nas pulpeciki w wersji wege, indyczej, wołowej i prawdopodobnie łososiowej, o ile mnie pamięć nie myli. Jednak głowa, na pewno mnie zawiedzie przy wymienianiu sosów, dodatków i ilości kombinacji jakie można do swoich klopsów dobrać, bo jest ich tyle co gustów – naprawdę, Pan Szama zadowoli chyba każdego kto zdecyduje się coś u niego zamówić i wszyscy będą mogli dobrać coś pod siebie.Żarcie na Kółkach NM (26)Pamiętam za to dokładnie co zamówiliśmy: skoro mielonej wołowiny spożyłem w swoim życiu już kilka ton, to tym razem wybrałem klopsiki drobiowe – na szczęście nie kurczak a indyk i może od nich zacznę. Zdecydowanie soczyste, chudziutkie, zbite, przyprawione lekko, ale nie tak by okazać się mdłymi, dosyć małe, w liczbie sztuk pięć, bądź sześć – dla takiego mięsożercy jak ja zdecydowanie za mało. Klopsiki podane są z sosem naszego wyboru, tutaj padło na nieskomplikowaną klasykę czyli miód i musztarda – wyeksponowane ziarenka gorczycy, odpowiednia konsystencja oblepiająca mięso i przemiła słodycz, połączona z lekką, aczkolwiek nieuchronnie zaznaczoną nutą ostrości, wydają się być odpowiednim wyborem do delikatnego mięsa. Dodatkiem do całości są buraczki z dressingiem malinowo-bazyliowym – połączenie frapujące i o dziwo, bardzo udane – widać czerwone pasuje do czerwonego (bez skojarzeń z sierpem i młotem, proszę) – dosyć twarde, wręcz chrupiące buraczki, otulone są słodyczą i owocową nutą maliny, mnie podeszło, choć nie byłem jakoś mocno przejęty. Ogółem danie zestawione przez nas, podane w korytku wyłożonym szarym papierem, ze skromnym dodatkiem trzech tostowanych kromek smacznego pieczywa zdało egzamin i warto wybrać się do tego trucka jako odskoczni od tego co oferuje praktycznie każdy. Obok tych wszystkich pochwał, niestety nie mogę nie położyć łyżki dziegciu – porcja jest ekstremalnie mała i nie chodzi tu już o cenę (20.00zł), ale o to, że osoby z tak przepastnym żołądkiem jak ja, mogłyby tych porcji zjeść przynajmniej kilka i szukać dalej miejsca, w którym można by się zasycić. Niemniej polecam dla ciekawych, sezonowych i niesezonowych smaków, które truck oferuje, w mojej opinii warto.Żarcie na Kółkach NM (27)Później niezmiernie się ucieszyłem, gdyż udało nam się wreszcie dostać do Freak Fish, trucka oferującego fish&chips w czystej postaci (dorsz jak niebiosa przykazały, tylko szkoda, że bez octu z solą) i burgery z tuńczykiem. Nasz wybór padł na tę pierwszą opcję w wersji najmniejszej czyli S (13.00zł). Otrzymujemy polistyrenowe pudełeczko z firmową naklejką a w środku istny Sajgon (lub Wietnam w latach 60-tych). Spojrzałem na to jednak przychylnym okiem, gdyż podawane w brytyjskich gazetach fish&chips nie są daniem, od którego wymagałbym schludności i prezencji. Żarcie na Kółkach NM (29)Ogórek smaczny i chrupiący, pomidor przeleżał swoje i był bezpłciowy, wręcz nieświeży. Z tego co pamiętam, był tam też nikomu niepotrzebny liść sałaty. Sos czosnkowy rzadki, o lekkim posmaku czosnku – do przyjęcia, choć porywający wytwór to nie był – zdecydowanie wolałbym na jego miejsce ocet słodowy i szczyptę soli. Ziemniaki żółto-brązowe, wydaje się, że byłyby smaczne, gdyby ktoś nie przetrzymał ich zbyt długo na tłuszczu, bo predyspozycje skrobiowo-glukozowe na pewno posiadały odpowiednie. Całość dodatków ratuje ryba: chudziutki, soczysty dorsz w smacznej, nieprzesadzonej i dobrze odseparowanej od tłuszczu panierce – smakowitości, aż chciałoby się by cały skład zagrał na tym poziomie. Kolejnym razem skusze się u nich na burgera – jeżeli tuńczyka będą potrafili przygotować podobnie dobrze jak dorsza, powinno być smacznie.Żarcie na Kółkach NM (30)

Po ostatnim Żarciu na Kółkach, w którym brałem udział, rozpływałem się nad ich stekiem. Był to pierwszy truck tego dnia, który odwiedziłem, a który nie debiutował na tej imprezie, bo warto, naprawdę warto ich odwiedzać. Zwani czołowymi zadymiarzami Rzeczypospolitej, choć na mecze raczej nie chadzają. Gdyby nagrywali muzykę to pewnie byłby to hard grilled rock a swój styl nazywają sami hardcore lub extreme grilling. Żarcie na Kółkach NM (31)Żarcie na Kółkach NM (32)Mówię o B.B.Kings czyli kilkuosobowej grupie osób, skupionej wokół smokera, który robi zazwyczaj największe wrażenie na zlotach, ze wszystkich pojazdów, które mogę wziąć pod uwagę.
Na celowniku miałem Beef&Roll i choć truck (a w tej chwili lokal) o podobnej nazwie serwuje od (chyba) trzech sezonów burgery, to w terminologii B.B.Kings nie jest to mięso między bułkami. Jest to rzecz prosta a jednocześnie tak mięsnie i męsko hedonistyczna, że gdybym tego nie spróbował, to żałowałbym do końca życia. Mamy kawał, a właściwie walec mielonej wołowiny, który otacza sporą porcję żółtego sera i dodatkowo całość owinięta jest plastrami boczku, do tego otrzymujemy warzywa, sosy, nieco pieczywa, ale nie o tym mam zamiar dziś opowiadać, dziś opowiem o mięsie. Wołowina zmielona dosyć drobno, przygotowana tak naprawdę na średnio, bo tuż pod boczkiem lekko brązowa a wewnątrz nadal różowa i pełna soków. Żałuję, że nie nagrałem krótkiego filmiku podczas przekrawania całości, ale możecie mi wierzyć, drodzy Czytelnicy: ser, mimo różowego wnętrza był na tyle gorący by wręcz wypłynąć ze środka i wpłynąć na wszystkie ośrodki w moim mózgu, odpowiadające za kontrolę układu pokarmowego. Nie, nie mam na myśli, że popuściłem (choć było blisko), tylko o tym, że mimo zaspokojenia pierwszego głodu poprzednimi daniami, to wydało się tak ponętne, że zrobiłem się głodny na nowo. Wracając do sera – odpowiedni, ale nie jest to śmierdziuch czystej jakości, raczej zwykły ser z osiedlowego spożywczaka – dodaje swą obecnością nieco nabiałowego i słonawego posmaku do mięsa, które swoją drogą, jest przyprawione delikatnie – to u B.B.Kings lubię: mają smaczne mięso, przygotowują je na węglu drzewnym, piekąc, podgrzewając i wędząc jednocześnie, więc po co jeszcze dorzucać do tego tonę przypraw? By zabić smak?
Oni wiedzą, że nie tędy droga.Żarcie na Kółkach NM (33)Żarcie na Kółkach NM (34)Żarcie na Kółkach NM (35)Całość owinięta jest boczkiem w ten sposób, że gdyby pociąć kompozycję na plastry, to wyszłoby nam bacon/beef/cheese sushi. To właśnie bekon – mięsny, soczysty, tłuściutki i błyszczący od swej mocy, przyjmuje największą ilość dymu i temperatury. Wytopiony idealnie, tak by go nie przesuszyć a by nie serwować go surowego i zbyt ciągnącego.
Czy mam coś do dodania? Prawdopodobnie tak, ale mógłbym się rozpływać nad tym przez kolejne kilkadziesiąt linijek – w czasach gdy hipsterskie lokale serwują latte z topinamburu, sosy z tamandarynowca czy pianki z ogórków na lodach koperkowych, B.B.Kings stają się ostoją normalności i tego co życzyłbym sobie co jakiś czas spożyć po dawce nowości i modności.
Powiedziałem sobie w ostatnim tekście, że gdy spróbuję Beef&Roll to będę mógł umrzeć – muszę to odwołać, teraz będę spokojnie umrzeć gdy spróbuję ich żeberek marynowanych w cydrze i sosie sojowym, a potem wolno pieczonych w niskiej temperaturze, w komorze opalanej olchą – brzmi lepiej niż najlepiej, czekam na Łódź i ten specjał.

Po takim ładunku kalorii i białek wybraliśmy się na przerwę, którą wykorzystaliśmy głównie na poszukiwania zaginionego Pieseła. Niestety na nic zdało się nawoływanie i przeszukiwanie Złotych Tarasów, nikogo oprócz gimnazjalistów, wycieczkowiczów i hipsterów ze swoimi dziuniami tam nie znaleźliśmy.Żarcie na Kółkach NM (36)Po powrocie z przerwy zaszedłem do kolejnego, niedawno debiutującego footrucka, którym było Flamingo’s Tortillas. Ekipa serwuje różne rodzaje wypełniaczy w pszennej tortilli lub ich odpowiedniki w postaci sałatki. Samochód wygląda bardzo schludnie i wyróżnia się kontrastowym zestawieniem kolorów (jebutny róż i czarny czarny), zachęcająco prezentuje się również lada chłodnicza z wypełnionymi rozdrobnionymi (pokrojonymi, posiekanymi i temu podobne) składnikami pojemnikami, umiejscowiona tuż przed nosem klientów, stojących w kolejce.Żarcie na Kółkach NM (37)Kolejce? Właśnie, żadnej kolejki tam nie było, co obudziło nieco moje podejrzenia. W porządku jednak, działamy: wybór pada na wersję Curry (17.00zł). Warzywa pominę, były wystarczająco świeże i nie mam się do czego przyczepić. Kurczaka znalazło się tam kilka kawałków, ale wyjątkowo dużych – przyprawionych praktycznie nijak, a w przypadku takiego mięsa, można się o to pokusić. Poza tym był on niemiłosiernie suchy, dobrze, że nadrabiał sos – miodowo-musztardowy, który swym octowym posmakiem musztardy praktycznie zagarniał całość kompozycji, a uwierzcie mi, drodzy Czytelnicy, momentami to nie było nic przyjemnego. Curry nie wyczułem praktycznie w ogóle, co wydało mi się nieco smutne, gdyż smak hinduskiej mieszanki, mógłby coś tutaj uratować.Żarcie na Kółkach NM (38)Żarcie na Kółkach NM (39)Powiem szczerze, kilka razy przygotowywałem tego typu wrapy w domu i nie bez kozery powiem, że wolę swój wytwór niż to co otrzymałem z czarno-różowego trucka, nazwą podszywającego się pod cienkonogie ptaszki, umykające krokodylom, wśród afrykańskich jezior (na przykład Wiktorii, albo Weroniki). Zdecydowanie nie polecam – nie zaskakują niczym, a w kwestii wrapów nie można tak działać.

Pan Teddy czyli Mister wszystkich burgerów poczęstował nas Ameryką. Burger Texas w składzie jest jednak mało amerykański, bo w środku warzywa, bekon, 150g wołowiny rasy Red Angus, kawał sera Camembert i karmelizowana, czerwona cebula.Żarcie na Kółkach NM (40)Powiem szczerze, że jest on solidny, ale nie wybitny, gdzieś się podziewa ten błysk i towarzyszące mu emocje. Wołowina jest odpowiednio wysmażona, Camembert roztopiony, oblepiający język swą aksamitnością, nieco bałaganu i świetnie komponującego się posmaku dodaje słodka cebulka a warzywa grają swoje – smaczne, odpowiednie, godne polecenia, ale w zachwyt nie wpadłem.Żarcie na Kółkach NM (41)Żarcie na Kółkach NM (42)Po tak solidnej bazie, skoczyliśmy na Juwenalia Politechniki gdzie zaciekawiło mnie hasło wyświetlone na telebimie, podczas występu zespołu T.Love Tylko Lechia i Surfburger! to był znak by po zakończeniu zabawy, wrócić jeszcze na Plac Defilad i tam skosztować kolejnych smakołyków.
Moi Towarzysze wybrali się do Kill Grilla na ich zabójcze niczym Czarna Mamba burgery, a ja podreptałem do niewyględnego, nieoklejonego auta, umiejscowionego w samym rogu ferajny. Dialog, który się tam odbył, wyglądał mniej-więcej tak:
– dobry wieczór, a kim wy jesteście?
– Jakie Taco
– Jakie Taco? To chce coś od Was.

Okazało się bowiem, że są w trakcie zmiany okleiny na samochodzie. Wziąłem quesadillę, tę której już kiedyś próbowałem i ich salsę, zwaną w kręgach Wypalaczem – nic się nie zmieniło: moc składników, dobrze podgrzana tortilla, a może zbyt lekką ostrość dania (mimo sporej ilości jalapeno), rekompensuje nam salsa na bazie ostrych papryczek i ananasa, która dosłownie piecze całą jamę ustną. Jakie Taco jak zwykle na plus.Żarcie na Kółkach NM (43)

Niestety, potem nastąpiło coś co zepsuło mi smak na całą noc i dopiero śniadanie w postaci bekonu z masłem orzechowym pomogło w rekonwalescencji. Nie chcę pamiętać jak nazywał się ten burger, chcę zapomnieć jak smakował, ale nie wybaczę, tak zepsuć całość? To powinna być wisienka na torcie, a we wrocławskim trucku Krowa na Trawie otrzymałem przywiezioną prawdopodobnie aż z Wrocławia, bo czerstwą (tak, twardą jak worek kamieni!) bułkę, ledwie letnie, bardzo mocno wysmażone mięso, od którego lepiej prezentuje się rozciapciany na chlebie mielony Babci Janinki, sos, którego na szczęście nie za wiele było czuć, coś w deseń podsmażonego boczku, ale nie nazwałbym tego bekonem i chutney z cebuli, który nie zdołał uratować całości. Może i nieładnie, że tak piszę i co wrażliwsi mogą zatkać sobie otwarte w O, usta, ale smaczniejsze burgery jadam w BB – poważnie.Żarcie na Kółkach NM (44)

Podsumowując ten najdłuższy w historii bloga tekst, dokończony po ponad półtora miesiąca od imprezy, FoodPort to idea słuszna, dzięki niej swoje ulubione trucki spotkam może częściej i w dosyć przyjemnym, dostępnym miejscu.
Jeżeli chodzi o Żarcie na Kółkach, to znów nie obyło się bez wpadek i wzniosłych momentów, czyli poziom zachowany. Organizacji oczywiście nie mam nic do zarzucenia, na szczęście na Placu Defilad jest gdzie siedzieć, w opozycji do Żarcia pod Stadionem Narodowym, a muzyka nie męczyła, tak jak ostatnim razem. Tylko gdzie był Cydr Lubelski, ja pytam?
Żarcie na Kółkach NM (22)Żarcie na Kółkach NM (23)Żarcie na Kółkach NM (24)Żarcie na Kółkach NM (25)

Tomek Mędrek

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *