Japońskie|Restauracje

Tekeda Sushi

W piątek 13.03.2015, dosyć przypadkowo i (nie będę ukrywał) nieco po znajomości, zostałem zaproszony na bardzo interesujące wydarzenie, a mianowicie próbę zastosowania menu degustacyjnego w jednym z lokali marki Tekeda Sushi, znajdującego się na ulicy Meissnera 1/3. Co mało zaskakujące, w lokalu tym możemy znaleźć sushi, ale specjalizuje się on również we własnoręcznym wyrobie makaronu ramen i jakby nie patrzeć, również w serwowaniu dań ramen. Dodatkowo w menu, jak i stałej ofercie znajduje się kilka innych rodzajów japońskich przekąsek. Całość (dokładnie 40 pozycji), tego wieczoru została podzielona na kolumny, zgodnie z obowiązującymi cenami – porcje zmniejszono o połowę, tak by można było spróbować jak największej ilości dań. Niestety (a może i stety), wybór był tak duży, że na pewno nie bylibyśmy w stanie spróbować wszystkich.

Na spotkanie zaprosił mnie Andrzej, znany szerzej jako Kaszpir, opiekun JustDoEat i prawa ręka Żorża Ponimirskiego, twórcy Street Food Polska. Z ramienia tej ostatniej organizacji uczestnictwo zgłosiła również Natalia, a towarzyszyli nam Paulina, Ania i Patryk. Na miejscu zameldowaliśmy się o godzinie 18:30, zajmując miejsca wskazane nam przez właściciela, Pana Marcina, który tego wieczoru miał pełne ręce roboty. Lokal nie wyróżnia się wystrojem, aczkolwiek meble, bar, za którym, na oczach klientów przygotowywane są potrawy, pewne elementy wystroju oraz atmosfera utwierdzają nas w przekonaniu, że serwowane jest tu coś z kuchni azjatyckiej, a najbliżej tym wrażeniom, do kraju kwitnącej wiśni właśnie.

Na start zamówiliśmy (to znaczy: Paulina i ja) praktycznie wszystko na co przyszła ochota, i tak po kolei:
– Nigiri Ika
– Kakuni
– Philadelphia Futo
– Ebi Gyoza
– Niku Gyoza
– Kimchi Jjigae
– California Grill Sake
– Maguro Tatar Ten

Z Ramen wybraliśmy Tantan Ramen a na deser lody z zielonej herbaty i deser niespodzianka.
Ocenę dań zacznę od sushi. Jestem dużym fanem tego dania, ale za to bardzo rzadko je spożywam. Niezmiernie tego żałuję, gdyż w moim tłustym życiu przydaje się czasem odskocznia w lżejsze klimaty kwasów tłuszczowych, typu Omega (i nie myślę tu bynajmniej o reklamach margaryny z dodatkiem soli z wieloryba jutlandzkiego). Muszę również zaznaczyć, że do sushi nie podchodzę ultra-purystycznie, podobnie jak i do większości innych kuchni czy smaków, dlatego poniżej znajdują się jedynie moje wrażenia, bez spoglądania na to czy coś powinno być kwadratowe, a jest okrągłe.

Nigiri Ika czyli kulka ryżu z kalmarem, przytwierdzonym doń za pomocą nori – smak przewidywalny i do bólu nieciekawy – o ile ryż w Tekedzie stosują wspaniały, to kalmar był najzwyczajniejszym w świecie, gumowatym, nieco rozwodnionym głowonogiem bez smaku – ta propozycja nie znalazła mojego uznania, nawet po zamoczeniu jej w sosie sojowym i potraktowaniu wasabi.
Philadelphia Futo to już zupełnie inna sprawa – świetny ryż, o czym jeszcze pewnie kilka razy wspomnę, świeży aż boli łosoś, lekko maślane awokado i serek, który dodawał całości nieco animuszu – bardzo smaczne.
California Grill Sake – czyli ryż na wierzchu, a w środku grillowany łosoś – perfekcja w swojej prostocie, dokładnie takie jak powinno być sushi.
Maguro Tatar Ten – znakomity ryż również na wierzchu i pełny smaku tatar z tuńczyka, potraktowane nieco wyższą temperaturą, zanurzone uprzednio w tempurze, która miło chrupie pod naciskiem zębów – świetne, choć nieco nietypowe.Tekeda (7)

Tekeda (6)Po przepłukaniu ust kieliszeczkiem (albo kilkoma) Sake, przyszedł czas na domowe ciasto, w które zawinięto dwa rodzaje farszu, czyli pierożki Gyoza:
Ebi Gyoza, w których wnętrzu znalazł się farsz z krewetek i kolendry – bardzo świeży, ani troszeczkę ciężki farsz otulony ciastem, w którym czuć rękę fachowca, bardzo mi posmakował i aż żałowałem, że na talerzu mam jedynie trzy pierożki, którymi dodatkowo muszę się jeszcze podzielić.
Niku Gyoza czyli pierożki z farszem wieprzowo-imbirowym – wcale nie gorsze niż ich poprzednicy, ale w mojej opinii dużo mniej intensywne w smaku, co świadczy na korzyść krewetek i kolendry.Tekeda (1)

Tekeda (2)Po przepłukaniu ust kieliszeczkiem (a może i kilkoma) Sake, na stole pojawił się boczek Kakuni, czyli specjalność tego zakładu, która z miejsca stała się internetowym varialem. Po samych zdjęciach i zachwytach, widywanych w czeluściach sieci, wiedziałem, że muszę go spróbować i tak też uczyniłem. Wrażenia z jego spożywania można by opisać tak: boczek ten, wkłada się do ust i nie czuje, że ma się w nich kawałek wieprzowiny, a bardziej pyszną, delikatną, rozpływającą się, aksamitną, miękką, subtelną pralinkę – dopiero po chwili orientujemy się w mięsnym, nieco słodkawym, ale oczywiście w większości słonawym smaku. Ostra musztarda położona obok wcale nie jest do niczego potrzebna – osobiście w ogóle jej nie tknąłem.Tekeda (15)Kimchi Jjigae, to propozycja dla osób o mocnych nerwach i przewodach pokarmowych – zupa na bazie kiszonej, japońskiej kapusty kimchi. W smaku perfekcyjna: ostra, pikantna, kwaśna, bardzo intensywna, a mimo tych wszystkich atrybutów po prostu smaczna i esencjonalna, jej serce nie jest zabite pikanterią, ono rośnie dzięki tym dodatkom (i moje również). Takie zupy chciałbym jeść niemal codziennie – oczywiście nie bije pomidorowej mojej mamy, ale chłopaki z Pot Spotu, podpytajcie jak powinno się taką zupę przyrządzać, bo choć Wasza jest smaczna, to tej może czyścić buty.Tekeda (4)Po przepłukaniu ust kieliszeczkiem (i chyba kilkoma jeszcze) Sake przyszedł czas na specjalność zakładu czyli Ramen. Mój wybór padł na Tantan Ramen (jak już pisałem wyżej uważny Czytelniku) czyli domowy makaron ramen (przygotowywany według receptury przywiezionej przez prawdziwych Japończyków), bulion rybny, wolno gotowany przez 48h, przyprawiony mieszanką przypraw znaną jedynie Panu Marcinowi. Dodatkowo mamy tu pikantny sos, boczek kakuni (już na samą myśl o nim miałem mokro w… wiadomo gdzie), mieloną wieprzowinę i jajko, zwane (jeżeli się nie mylę) ajitsuke tamago.

Tekeda (5)O ile o boczku rozpisałem się wyżej, o tyle, przed degustacją warto wspomnieć też o jajku, które do dań (tak, dań – nie zup) Ramen, musi być przygotowane w dosyć niecodzienny sposób (to znaczy codzienny dla Japończyków): jajko takie, jest bowiem obracane podczas gotowania, tak by żółtko ustawiło się centralnie wewnątrz białka i wyjmowane w momencie gdy żółtko jest jeszcze nie do końca ścięte – dalej marynuje się je w sosie sojowym i ryżowym winie.
Jak to wszystko smakuje w całości? Podstawą dania jest niemoralnie esencjonalny bulion, który jednak nie trąca rybą, jak moglibyśmy przypuszczać, pikantnego sosu było zdecydowanie zbyt mało, przez co moja wersja ramen zamiast być ostra, stała się dosyć delikatna. Makaron bardzo mi posmakował – sprężysty, mięsisty, pofalowany i dosyć długi, mógłby być ozdobą niejednego dania kuchni włoskiej. Boczek kakuni, tak jak pisałem wyżej bezpardonowo subtelny i po brzegi wypełniony smakiem. Mielona wieprzowina niczym nadzwyczajnym nie zaskakuje, w opozycji do jajka, które mocnym aromatem marynaty i tylko lekko ściętym żółtkiem, wprowadza nas w iście azjatyckie klimaty.
Należy nadmienić, że danie to nie jest jednolitą całością i składa się z wielu części, które razem pracują na smak jaki oferuje nam kompozycja w końcowym kształcie – według mnie dobór składników, jak i ich jakość potwierdzają, że Tekeda ramen przygotowywać potrafi.

Po przepłukaniu ust kieliszeczkiem (albo.. iiyy cztereemaa…) Sake na stole pojawiły się desery. Dosyć elegancko podane lody z zielonej herbaty, na bardzo dobrym poziomie – początkowo raczą nas solidną słodyczą, po czym zaskakują niemniej mocnym a wręcz goryczkowym, herbacianym finiszem – pełna kontrastu kompozycja przypadła mi niezmiernie do gustu. Nie mogę tego natomiast powiedzieć o deserze niespodziance jakim okazało się coś na kształt musu z awokado – zbyt mała ilość dodatków sprawiła, że mieliśmy do czynienia niemal wyłącznie z mdłym, lekko maślanym i nudnym smakiem owocu. Kompozycję ratowało spożycie dekoracji z gorzkiej czekolady i pojedynczego owocu maliny wraz z musem – wtedy można było go określić mianem zjadliwego.Tekeda (9)Tekeda (8)Jako napój wybrałem polecaną lemoniadę imbirowo-limonkową, która okazała się bardzo słodka, lepka i ciężka. Podana mocno schłodzona, lekko orzeźwiała i zaskakiwała goryczką w końcowej fazie. Zielona herbata z kwiatem wiśni, wybrana przez Paulinę, była jedną ze smaczniejszych herbat, jakie piłem w ostatnim czasie.

Jak wspomniałem wyżej, kucharze w Tekeda Sushi ramen przygotowywać potrafią, ale nie tylko: sushi, pierożki czy zupa były na dużo więcej niż jedynie zadowalającym poziomie. Dbałość o przygotowanie dań, nawet w choasie menu degustacyjnego, gdzie kelnerki nie dawały sobie logistycznie rady, jakość składników, doświadczenie i pasja w oczach właściciela muszą dać dobry efekt – tak też się dzieje tutaj. Mimo kilku mankamentów (jak na przykład przydługie menu), mogę z czystym sumieniem zaświadczyć, że próba zastosowania menu degustacyjnego wypadła nader pomyślnie, a rzeczy do poprawki jest niewiele i gdy nastąpi kolejna edycja na pewno będzie jeszcze lepiej.
Poza tym, w to miejsce warto się wybrać nie tylko na menu degustacyjne – połówka porcji ramen była solidna, więc standardowa porcja może z powodzeniem zastąpić pełnowartościowy obiad, zwykłego zjadacza sushi. Na przystawkę warto wybrać boczek kakuni, który niejednej osobie, sądzącej, że o boczku wie już wszystko, da pstryczek w nos. Deser w postaci lodów z zielonej herbaty, może zaskoczyć niejednego hipstera, zaprawionego w bojach z lodami pietruszkowymi czy koperkowymi – ogółem rzecz biorąc, jest z czego wybierać, więc polecam się tam wybrać, raczej nikt nie powinien wyjść z lokalu zawiedziony.

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *