Burger|Lokale

Barn Burger

Jest takie miejsce w Warszawie, które wskazywane jest przynajmniej przez połowę respondentów po zadaniu pytania o najlepsze burgery w mieście, jest to miejsce, w którym byłem kilkukrotnie i o takie stwierdzenie sam chętnie bym się pokusił, jest to miejsce, które ze względu na czas spędzony w branży i wyrobioną markę, reklamy nie potrzebuje, jest to miejsce gdzie organizowane są świetne zawody w spożywaniu burgerów, jest to miejsce, do którego wielu przyjezdnych kieruje swe pierwsze kroki po wyjściu z Dworca Centralnego czy Śródmieście.
W mojej opinii jest to miejsce na kształt Mekki polskich fanów mielonej wołowiny w bułce – jeżeli jadłeś tam ByPassa to możesz spokojnie umrzeć.
To miejsce to Barn Burger – umiejscowiony na ulicy Złotej 9.

Wysiadasz z przegrzanego (czy lato, czy zima) pociągu, jakiś menel zaczepia Cię i pyta o dwa złote, Księciuniu, przejście dla pieszych, na którym akurat w tym momencie czekają chyba wszyscy mieszkańcy Warszawy, dalej potrącasz młodego człowieka i słyszysz coś jakby brzęk szkła, na chwilę odwracasz wzrok a tam flaczki wyciekają mu z plecaka – nie ma czasu na przeprosiny, w końcu to pewnie nie pierwszy i nie ostatni słoik, potem już tylko najdłuższe schody Świata, w cieniu wiekopomnego daru narodu radzieckiego dla narodu polskiego, parking, w dół, do przejścia podziemnego gdzie Wietnamczycy mają wszystko na dwóch metrach kwadratowych, Złota w lewo, w górę, ostatnia prosta i choć wystawa bielizny kusi, to jesteś – jesteś w miejscu, które opisałem wyżej.

Po wejściu do środka nie wita nas zapach smażenia, pieczenia, przypalania, odgrzewania, kopcenia, wędzenia czy dymienia. Wita nas przyjemna atmosfera z lekką nutą smacznych burgerów w tle – czuć jak na dłoni, że wentylacja działa sprawnie. Już od wczesnych godzin popołudniowych ciężko znaleźć miejsce siedzące – z jednej strony trudno o lepszą rekomendację, z drugiej stolików jest naprawdę dużo mniej niż osób chcących w tym samym czasie zjeść barnowe burgery. Mnie osobiście podoba się loża na półpiętrze, gdzie, spożywając ByPassa, przestałem być barnowym prawiczkiem, ale tylko tego pierwszego razu zdarzyło się, że była ona wolna. Krzesła i stoliki wygodne, choć czasem trzeba przepychać się łokciami przy jedzeniu. Dwie lodówki, toaleta, lada, gdzie przyjmowane są zamówienia, wydawane numerki a następnie burgery dostarczane na stolik osób, które zgłosiły się po wywołaniu ich numeru zamówienia.
Składanie zamówień, realizacja i wydawanie ich przebiega niewyobrażalnie sprawnie, gdyby w ten sposób zorganizowana była polska służba zdrowia, reprezentacje w grach zespołowych, sejm, senat, ZUS i wiele innych instytucji, to nasz kraj byłby mlekiem i miodem płynący, a tak, tego nieprzeciętnego wzoru z Barna nie powielono i pewnie nigdy nikt tego nie uczyni, a szkoda.

Jak na moje zamiłowanie do wystroju i zaaranżowania lokali, to nieco się rozpędziłem, bo przecież głównym celem tego tekstu jest opisanie burgerów jakie serwowane są w Barn Burgerze. Może zacznę od części składowych, które znajdują się praktycznie w każdej kanapce a kolejno opiszę kilka kompozycji, które miałem okazję już spożywać:

Bułka, wypiekana według ich własnej receptury, o zniewalająco idealnym kształcie, wzbogacona jest błonnikiem (widać ekipa dba o nasze przewody pokarmowe i czas spędzany w toalecie). Strukturalnie miękka, pulchna, zapadająca się, zdecydowanie chrupiąca, ale nie twarda. Na wierzchu błyszcząca pomada, niewiadomego mi pochodzenia. W smaku delikatnie słodka, ale tak naprawdę obojętna – nie wcina się między wódkę a zakąskę i jest bardzo dobrym dodatkiem spinającym całość.

Ser, to niemal zawsze świetnie roztopiony, nienarzucający się w smaku kawałek nabiałowego produktu, który w burgerach bardziej klasycznych udanie zgrywa się z kompozycją, a w tych bardziej wymyślnych zazwyczaj ginie gdzieś w feerii składników.

Bekon. Bekon. Tak, bekon. Po wielokroć bekon! O ile zazwyczaj staram się operować eufemizmami i dosadne określenia zostawiam na naprawdę wyjątkowe okazje, to tu muszę powiedzieć wprost i bez ogródek: bekon w Barn Burger jest zajebisty!
Idealnie wysmażony, lekko chrupiący, ale nadal bardzo soczysty, lekko ciągnący, ale nie gumowaty, o pełnym, mięsnym smaku i aromacie – perfekcja. Jak dla mnie mogliby pokusić się o wprowadzenie do menu kanapki z samym bekonem – byłbym jej wielkim fanem.

Wołowina, czyli 200g sezonowanego mięsa rasy Charolais, przyprawionego jedynie solą i pieprzem na grillu, zawsze różowego w środku, na brzegach wysmażonego nieco mocniej, zmielonego tak, by można było spokojnie wyczuć fakturę mięsa, a nie tak by sądzić, że to mielony na obiadku, u Babci Janinki. Soczysty, dosyć chudy, nieprzetrzymany – jeden z najlepszych wkładów mięsnych do burgerów, jaki miałem okazję spożywać w tym kraju.

Na spodzie bułki znajduje się często sos, który smakiem niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale odpowiednio nawilża całość oraz liść sałaty, który sprawia, że soki ze składników raczej leją się na tacę, niż zwilżają bułkę, co osobiście uważam za plus, bo lejące się z burgera soki to widok kojący me serce i duszę, a rozpadająca się rozmięknięta bułka, to coś za czym średnio przepadam. Nie zmienia to jednak faktu, że w kwestii smaku, liść nie wnosi praktycznie nic.

Czas rozpisać się nieco o kilku burgerach dostępnych w ofercie stałej i kilku z oferty sezonowej:

ByPass czyli Rozjemca Tasiemca.
Oprócz tego, że 2x200g wołowiny, trzyczęściowa bułka, podwójny bekon oraz podwójny ser mówią same za siebie, to i tak po zjedzeniu go musisz przyznać, nie tylko, że zaraz pękniesz, drogi Czytelniku, ale również, że jest po prostu smaczny – dosyć delikatny a wołowina, ser i bekon znakomicie łączą się z przewodzącą stawce sporą ilością duszonej cebulki – to był mój pierwszy raz w Barnie, zdecydowanie niezapomniany.Barn Burger (1)

Barn Burger (6)Ponury Żniwiarz
Wcale nie jest taki ponury, wygląda wesoło, ta świeżutka roszponka robi dobre wrażenie, nawet jakby się do nas uśmiechał. Pierwszy kęs sprawia jednak, że już wiemy skąd ten przydomek. Dla przewodów pokarmowych mniej obytych w kapsaicynowym świecie, może bowiem okazać się zabójczy – spora porcja roszponki to tylko przykrywka dla pysznego, gorącego, mocno pikantnego i lekko piekącego chutneya z wielu rodzajów ostrych papryczek (między innymi: chilli, peperoncino czy piri-piri), który perfekcyjnie łączy się smakiem z serem, bekonem i mięsem – jeden z najsmaczniejszych, ostrych burgerów, jakie spożywałem do tej pory.Barn Burger (26)

Poranek Kojota
Związku z polską komedią nie widzę, więc zarzucam pomysł na jakiekolwiek do niej porównania. Napiszę krótko: sos serowy Cheddar świetny, gęsty, niezastygający, o mocnym smaku i aromacie. Nachosy, z wołowiną i wspomnianym wyżej sosem, tworzą mieszankę nie do przebicia i tylko szkoda, że gdzieś w całości zaginęła mi salsa z dodatkiem jalapeno, może innym razem?
Ogółem rzecz biorąc burger zestawiony z głową i smakiem.Barn Burger (14)

Barn Burger (18)Kuszenie Gaździny
Czyli burger po zbóju! Bardziej swojska, nasza propozycja skomponowania kanapki: oscypek i żurawina, gdy są dobrej jakości (tak jak tutaj), mogą zdziałać cuda, a dla fanów delikatnych burgerów mają tu jeszcze roszponkę i krążki cebulowe w panierce, które niewiarygodnie dobrze zachowują się w obecności dużej ilości żurawiny – temu burgerowi również nie mam zbyt wiele do zarzucenia – subtelność i lekka słodycz, to główne cechy, które można w nim odnaleźć, dodatkowo jest mocno nawilżony, z czym czasem kanapki w Barnie mają problem.Barn Burger (11)

Gender Burger
Trzy razy mięso czyli to, co żółwie lubią najbardziej: świetna wołowina, perfekcyjny bekon i smaczny, dosyć grubo rwany pulled pork, do tego ser i tylko szkoda, że jest on tak suchy aż zapychający, bo po spożyciu mógłbym zakrzyknąć, to co pomyślałem po podstawieniu mi go na stół: taki gender to ja rozumiem!.Barn Burger (27)

oferta sezonowa:

Why Not
Krewetki w burgerze? Czemu nie?
Delikatne, lekko twarde i nieprzetrzymane, do tego rewelacyjny sos Jambalaya, który okazał się jednym z najsmaczniejszych sosów, jaki odnalazłem w burgerach, w ostatnim czasie – moc papryki, pomidorów, czosnku i aromat znakomicie dobranych przypraw. Tak dla zabawy dwie sztuki krewetkowych prażynek – całość, a wybitnie sos, bardzo dobrze komponowała się z mięsem, serem i bekonem.Barn Burger (19)

Barn Burger (20)In Door
Pierwsze skrzypce gra mięso z indyka – subtelne i bardzo soczyste, dalej sezam, zdecydowanie pasujący do sosu Mole Poblano, który swoją drogą bardziej mnie zaintrygował niż zachwycił – połączenie przypraw i czekolady frapujące, aczkolwiek, według mnie, nie do końca sprawdziło się w tym burgerze. Dla frajdy chips Wonton, chrupiący i nienasiąknięty tłuszczem. Całość interesująca, jak najbardziej poprawna, ale nie posmakowała mi do końca.Barn Burger (21)

Barn Burger (22)Amish
Amisze to tacy ludzie co nie mają prądu, kultywują pola i tradycje. Nie mam pojęcia, co mają wspólnego z tym burgerem, więc dam sobie z nimi spokój.
Amish to taki burger, który ma wszystko: soczystą polędwiczkę, o mocnym aromacie BBQ, znakomity bekon i 200g wołowiny – jak już wspominałem burgery z trzema rodzajami mięsa, to coś co żółwie lubią najbardziej. Do tego zaskakująco łagodna, mocno owocowa i świeżutka salsa ananas-jalapeno, kilka pobocznych składników i donut… Nieszczęsny donut z serem Maytag Blue, którego w sumie nie doszukałem się w jego smaku. Nieszczęsny, bo bardzo ciastowaty – taki, że aż ostre doooough ciśnie się na usta. Burger staje się przez niego zapychający i bardzo suchy – pomysł interesujący, ale po wyjęciu donuta, ten burger, smakował mi dużo bardziej.Barn Burger (28)Barn Burger (25)

Fuck Duck
Mięsne rilletes z kaczki, aromatyczny serek Philadelphia z majerankiem i pyszna, duża porcja chutneya jabłkowo-cebulowego – to w parze w wołowiną i bekonem nie mogło się nie udać – naprawdę smaczne połączenie niekoniecznie tłustego rilletes, nabiałowej aksamitności serka i mocy chutneya, gdzie oba główne składniki można wyczuć bez najmniejszych problemów – polecam.Barn Burger (23)

Barn Burger (24)

Al Adin Ahmed Wisimulaha
Burger o trzech imionach, latających dywanach, terrorystach i świętach Wielkiej Nocy czyli arabskie klimaty i męskie genitalia w roli głównej.
Hummus jak najbardziej w porządku, z nutką przypraw gdzieś z pakistańskich stepów (o ile je tam mają), choć nie jestem fanem tej korpo-hipsterskiej papki, pieczona papryka i bakłażan perfekcyjne – miękkie, mocno zgrillowane, soczyste i naoliwione, dodatkowo świeży ogórek nieco łagodzący ten gorący klimat Zjednoczonych Emiratów i czerwona cebula. Smutno, bo brak boczku, ale smak powinien zadowolić każdego rozkochanego w ciapatych… smakach.
P.S. Męskich genitaliów nie było – oprócz bakłażana nic z niego nie zwisało.Barn Burger (1)Barn Burger (2)Żeten
Podchodzę do lady i mówię, żeten, i że tamten, i że prekadekanapke, bo mi spieszno ją spożyć, bo wydaje się taka si kalafą i żeli papą.
W środku kilka kulek panierowanego, bardzo gorącego Camemberta o smaku camemberta, bardzo udany sos brzoskwiniowy z zielonym pieprzem – konsystencja oraz smak słodkiej marmolady i co jakiś czas lekko piekąca kuleczka zielonego pieprzu. Roszponka, prażone migdały i czerwona cebulka świetnie dopełniają całość kompozycji, która jawi się jako burger lekko słodki i niemal wykwintny o rozsądnie zbalansowanym smaku – jeden ze smaczniejszych jakie kiedykolwiek spożywałem w Barnie.
P.S. I tylko bekonu żal…Barn Burger (3)
Przebudzenie Mocy
Tu tu tutu, tu, tu, tu, tu tu duuu. Znacie ten motyw?
Przygrywają go teraz w kinach i Barnie, bo Przebudzenie Mocy właśnie nadeszło.
Filmu jeszcze nie widziałem, ale burger jet godny Waszej uwagi, drodzy Czytelnicy. W moim osobistym top5 w Barnie, na pewno by się znalazł.
Przede wszystkim sos serowy, który ucieka bokami z burgera i widać, że nie pożałowano go przy nakładaniu. Eliminuje on na wstępie największą wadę barnowych brgerów czyli bycie tak suchym, że bez popitki nie wchodzi.
Sos podobny do tego w Poranku Kojota – serowy, grudkowaty, lejący się i nie zastygający zbyt wcześnie – barwa pomarańczowo-żóta dodaje kanapce animuszu. Świetnie komponującym się i smacznym dodatkiem okazuje się szarpany kurczak w stylu Luisiana, którego w wersji (X)wings możecie poznać w Barn Smoque. Kwaśno-piekący smak nie jest dla wszystkich, ale na pewno jest dla mnie. Sałatka z rzepy i szczypiorku do całości wnosi świeży powiew i smak kurczaka łagodzi lekko (Yoda styl), również wydaje się tu być na miejscu i nieprzypadkowo. Reszta dodatków klasyczna a bekon wyjątkowo chrupiący – przeciągnięty, ale mnie osobiście to nie przeszkadza.
Polecam i mam nadzieję, że film będzie na podonie dobrym poziomie.Star Wars w Barnie (2)

Powrót Jedi
Rozumiem chyba założenia i koncpecję. Powrót Jedi to część Gwiezdnych Wojen, gdzie spory czas spędzamy na Dagobah u Mistrza Yody na samowygnaniu. Jest tam zielono i bagnisto.
W burgerze tak określanym mamy zalążki zieleniny w postaci marynowanego kaktusa i salsy na bazie miechunki pomidorowej oraz ananasa.
Niestety, o tym burgerze nie mogę powiedzieć tyle dobrego co o poprzednim. Marynowany kaktus jest lekko kwaśny, podobnie jak marynowany kaktus. Niestety, ze smaku samego owocu niewiele zostało. Salsa praktycznie niewykrywalna w smaku całości, więc nic na jej temat nie przekażę. Poza tym tradycyjnie smaczny barnowy burger. Niemniej, dodatki sezonowe, nie czynią go niczym specjalnym. Nie polecam.Star Wars w Barnie (1)Do każdego burgera dodawane są w zestawie cztery dodatki. Chrupiące(choć raz trafiłem na miękkie i rozlane w środku), pokrojone w deseń steakhouse’owy frytki, oprószone solą i grubo rozdrobnionym pieprzem – pierwsza klasa frytek w burgerowniach. Autorski sos BBQ, którego właściwie nie dotykam, bo frytki spożywam zazwyczaj bez dodatków, a do burgera raczej nie będę go dolewał – tak czy inaczej smaczny, ketchupowy, dosyć słodki, z lekką nutą amerykańskiego barbekju. Rewelacyjna Salsa Fresca czyli połączenie pomidorów, czosnku, dużej ilości kolendry i przypraw – smak tak świeży i zniewalający, że zawsze przechylę resztki i opróżnię pojemniczek do samego końca. Colesław czyli co innego niż Władysław albo Janusz – surówka nie do zepsucia. W Barnie nieco lejąca, wykonana tradycyjnymi metodami: z białej kapusty, cebuli, marchwi i majonezu, przyprawy są tajemnicą – połączenie udane w ich wykonaniu.

Podsumowując, kilka razy wyżej się powtórzyłem, ale ciężko napisać tak długi wywód i nie użyć kilkukrotnie tych samych słów, tym bardziej, że w większości są to pochwały i sformułowania o niejedzeniu czegoś tak smacznego wcześniej. Nie mam zbyt wiele do dodania – Barna trzeba spróbować i to nie tylko jeżeli jest się fanem burgerów, ale też smacznego jedzenia w miłej atmosferze. Okej, kończę, bo zaczyna od mnie śmierdzieć banałami.

Pamiętajcie, Król jest tylko jeden!

P.S. …i mieszka na Złotej.

Tomek Mędrek

9 Comments

  1. Nigdy nie zrozumiem zachwytów nad Barnem. Straszliwie przereklamowany lokal. Jadłem tam raz, bo naczytałem się pozytywnych recenzji, co też za cudów tam nie dają. Heart attack się nazywał ten burger. Najbardziej mi tam nie pasuje to, że wszystko miało jakiś słodki posmak, mięso, frytki też. Bułka wtedy była maślana, też słodka. Mięso mało wyraziste, trochę polskiego mielonego przypominało. Do tego jest tam dość drogo, za burgera z frytkami i napojem (Dr Pepper) wyszyło ze 35 zł. Raz można pójść żeby sobie opinię wyrobić, ale nic wybitnego się tam nie uświadczy. I to mimo wielu pochwalnych artykułów, na które trzeba patrzeć z dużym dystansem, bo pachną sponsoringiem, tak jak i ten powyższy.

    • Rozumiem, że nie zrozumiesz, bo popełniasz podstawowy błąd – sądzisz, że jeżeli Tobie coś nie smakuje, to nie powinno smakować większej ilości osób, a jeżeli coś łechta Twe niebaińskie podniebienie w sposób nad wyraz znakomity, to inni powinni również się z Tobą zgadzać. Otóż tak nie jest – są gusta i guściki, różnica między mną a Tobą jest jedak taka, że ja rozumiem, że może Ci nie smakować coś, co dla mnie jest naprawdę smaczne, Ty zaś uważasz, że coś co Tobie nie podeszło, bo byłeś tam raz(!) i z automatu wyrobiłeś sobie opinię, okraszoną pewną dozą przekory, nie może smakować nikomu innemu – podejście dosyć częste w ostatnim czasie, gdzie namnożyło się ekspertów i mistrzów kulinarnych. Osobiście nie uważam się za żadnego krytyka czy mój gust za jakikolwiek wyznacznik – lubię jeść i lubię pisać, nikogo nie namawiam do czytania a tym bardziej do kierownia się moimi ocenami, gdyż doskonale rozumiem różnice w gustach kulinarnych. Dyskusje prowadzę chętnie, ale takie komentarze jak wyżej to nie powód do dyskusji a raczej czyste hejterstwo bez jakichkolwiek merytorycznych przesłanek.

      P.S. Jeżeli tekst jest sponsorowany to widnieje w nim odpowiednia adnotacja.

      • Nie chodzi o jakieś wyżywanie się czy coś takiego, tylko raczej o różnice w tym co można przeczytać w internecie, a rzeczywistością. Dwóch moim znajomych też było w Barnie i również nie byli zachwyceni. Ja tam ekspertem nie jestem, ale dużo można znaleźć przykładów ochów i achów, a jak się samemu spróbuje to się okazuje, że ktoś przesadzał. Choćby z Wurst Kioskiem też tak jest czy z Car City Burgerem. Ten ostatni był na festiwalu smaku w Lublinie i w porównaniu z również tam obecnym BB Kings leżał i kwiczał, choć na przykład na tym blogu można znaleźć zupełnie odwrotne opinie. A co do Barna to napisałem co mi nie pasowało, więc zarzuty o braku merytoryki są nie na miejscu.

        • Czyli jednak się rozumiemy 🙂 Tak, jest wiele takich miejsc gdzie aż chce się iść po przeczytaniu opinii w internecie, a potem mocno one zawodzą, bywa też całkowicie odwrotnie. Jedyne co mnie uderzyło i pociagnęło do tak stanowczej reakcji, to Twój zarzut o sponsoring, poparty Twoim (i kolegów), odmiennym zdaniem.
          Car City to według mnie czołówka warszawska, a nawet i polska (oczywiście w granicach tego, co sam próbowałem). BB Kings to całkiem inna sprawa – próbowałem raz, burgera testowego na zawodach o miano najlepszego trucka serwującego burgery i wypadli bardzo źle, ale w żaden sposób ich nie przekreślam, bo widać, że mają ogromny potencjał, a i recenzje ich żarcia zazwyczaj są pozytywne, pewnie gdy spróbuję u nich czegoś pełnoprawnego, to wyrażę swe zdanie na temat całości a nie pojedynczej kanapki.
          Tak jak pisałem wyżej: moje oceny są czysto subiektywne i widocznie nasze gusta gdzieś się mocno rozjeżdżają – stąd te różnice. Nie jest to jednak powód by posądzać kogoś o pisanie pozytywnych artykułów, bo ktoś zapłacił, nie jest to też powód by dziwić się takiemu stanowi rzeczy – o gustach się nie dyskutuje.

  2. Ten sponsoring to faktycznie przesada, ale jakieś takie wrażenie odniosłem, bo artykuł zawiera trochę górnolotnych stwierdzeń, np. ” król jest tylko jeden” i tak dalej:) Ale bez dowodów rzeczywiście nie powinno się tego zarzucać.

    “O gustach się nie dyskutuje” A tam, cały czas się to robi, to chyba jedno z bardziej bzdurnych powiedzonek:)
    Wiadomo, że jednemu może w danym miejscu smakować, a drugiemu nie, ocena jest zawsze subiektywna, nie ma obiektywnej recenzji. Myślę, że to też jednak kwestia podejścia, od burgera za blisko 30 zł powinno się wymagać więcej, niż od tego za 15. Pewnie gdyby zrobić ślepy test burgerów z Barna i niektórych tańszych, to wtedy tej różnicy by się nie znalazło, ale to już każdy może sobie sam sprawdzić.

    Jeśli chodzi o Car City, to jak wspomniałem byli na festiwalu i tłumy ich nie oblegały, w przeciwieństwie właśnie do BB Kings. Byłem z kilkoma osobami i tak nam od nich smakowały, że dwa razy zamawialiśmy. Ten z Car City mnie nie ruszył, solidny, ale bez szału.

  3. Jak słysze “król jest tylko jeden” to już wiem że tego miejsca na pewno nie odwiedzę w najbliższym czasie. Słodko-pierdząca lizusowska i grubo posmarowana wazeliną opinia raczej zniechęca. Tylko tak dalej bo to chyba niedźwiedzia przysługa….

  4. W Barnie jadłem i By Passa i Kilka innych Burgerów i powiem tak. Sa one dobre ale w poznańskich burgerowniach można zjeść samego burgera bez frytek i coleslawa za polowe tej ceny co mi bardzo odpowiada. wole jeść 2 burgery rożne bez fryt i surówy niż jednego w zestawie 🙂

    • Rozkładam ręce i pytam: jaki jest problem w zjedzeniu dwóch a nawet trzech burgerów w Barnie? 🙂
      Ceny jak to ceny – bywają różne, w Barnie akurat tanio nie jest, ale znam droższe lokale tego typu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *