McDonald's|Sieciówki

Twój Burger

Starając się nakreślić sytuację: mamy sobie konkurs, szałowy, bo McDonald’s, dla kreatywnych, bo stwórz swojego burgera, wymagający interakcji, bo zdobywaj głosy przychylnych Ci osób i długi, bo czekaj na wyniki, mając przez cały czas nadzieję, że widownia i szanowne jury wskaże na Ciebie jak na Anetę Zając i Stefano Terrazzino w Tańcu z Gwiazdami edycja X-nasta.
I gdy tak sobie czekasz, już dawno po Marszu Niepodległości, smucąc się, że gdy już wybiorą Twojego burgera, z oferty zniknie Podwójny McRoyal, jak filip z konopi (bynajmniej nie indyjskiej), pojawiają się wyniki. Patrzysz sobie na te cztery koślawe konstrukcje, które wyglądem i domniemanym smakiem nie przypominają niczego, co miałoby być godne zwycięstwa w tym prestiżowym konkursie. Nie pozostaje Ci nic innego poza pójściem do lokalu McDonald’s i sprawdzeniem, co zachwyciło szacownych jurorów.

Tak to wyglądało z perspektywy przeciętnego zjadacza burgerów, a z mojej perspektywy opiszę każdą kanapkę z osobna, codziennie, przez najbliższe cztery dni, poczynając od dziś, tak jak ujawniałem ostatnio ich skład.
Zacznę od żenady sezonu, kanapki, która jest tak żałośnie złożona i niewyobrażalnie niesmaczna, że była to jedna z niewielu rzeczy na przestrzeni kilku ostatnich lat, których nie mogłem dojeść, nie z powodu braku miejsca w przewodzie pokarmowym, a z powodu tego, że mi nie smakowała – a to już musi coś znaczyć, musi wieszczyć nadciągającą apokalipsę i obniżone wyniki sprzedaży.
Amore Italia (6.90zł / 344kcal), bo tak zwie się ten wytwór Łukasza Kondysa (żadnej ofensywy, drogi Panie), wygląda jak gdyby od niechcenia kliknąć kilka elementów w burgerowym konstruktorze i voila(!) mamy to COŚ.
Składa się ono z niewątpliwie suchej i nieprawdopodobnie twardej, jak na standardy McDonald’s, bułki z ostrą, kaleczącą dziąsła i podniebienie posypką kukurydzianą (a wydawałoby się, że to preparowana pszenica). Pod koroną bułki to, czego w kanapkach wręcz nie znoszę, czyli plasterek pomidora, dalej jeden z najgorszych sosów w polskim oddziale McDonald’s kiedykolwiek, czyli nijaki sos bazyliowy, który chyba nigdy nie widział bazylii, jedyny pozytywny akcent, w postaci oklapłej, ale nadal niepozbawionej charakterystycznego smaku rukoli nie zmieni zbyt wiele, bo na spodzie bułki leży teoretycznie filet z kurczaka w pikatnej panierce, ważący według specyfikacji 49.7g, który w praktyce wygląda i smakuje jak kotlet Value, serwowany w KurczakBurgerze – wszystko smakuje tak źle, jak już dawno nie smakowało nic, co spożywałem. Czarna dziura smaku zbliży się do Was na niebezpiecznie bliską odległość gdy spróbujecie tej kanapki – strzeżcie się, drodzy Czytelnicy.
I co ja mam sobie myśleć?
Że taki burger pokonał niemal 130000 innych burgerów w walce o zwycięstwo, że nikt inny nie miał pomysłu na coś bardziej smacznego, czy że ktoś tu miał nadwyżkę sosu bazyliowego?

I na koniec smaczek, którym już dawno się nie zajmowałem: oczekiwania vs. rzeczywistośćAmore ItaliaAmore Italia Real (1) Amore Italia Real (2)

Kolejnym wytworem z rodu nieudaczników jest GrandBurger (6.90zł / 380kcal), autorstwa Małgorzaty Politańskiej (żadnej ofensywy, droga Pani). Politowania godne zestawienie kanapki, zbiegło się wyjątkowo niefortunnie z kilkoma literówkami w nazwie, bo zapewne miał być to TyciBurger.
Niewątpliwą grandą (nie gorszą niż ta Brodki) jest określanie 380kcal takim mianem. Na temat składu też nie ma się co rozwodzić (ani żenić): bułka zdecydowania smaczniejsza niż ta w propozycji wyżej, bo klasyczna, czizburgerowa. W środku zawrotne 52.6g wołowiny, której smak jest niemal każdemu znany, dalej pomidor dopełnia cebulę (co robi?) i słyszymy kremową symfonię przypraw i śmietany, choć na stronie MójBurger mamy informację o mieszance majonezu i jogurtu – tak czy inaczej, smak obu sosów nie powala, podobnie jak standardowy plasterek topionego sera, odwzorowującego smak dojrzewającego Cheddara. Dwa plasterki kwaśno-octowego, marynowanego ogórka wnoszą co nieco kolorytu do reszty mdłych składników. Tym co miało wyróżniać GrandBurgera nie jest na pewno mikroskopijna porcja miksu sałatkowego, jest to skromna ilość Chipsów, czyli występującego jako zamiennik frytek, McDonald’sowego novum (bez zestawu 5.90zł / 296kcal). Należy na nie niezmiernie uważać, gdyż są twarde niczym orzech do zgryzienia, często nasiąknięte tłuszczem, a naszą jamę ustną traktują z gracją połamanej żyletki.
Nie oszukujmy się, nawet sosy, mix sałat i brak moczonej cebulki nie jest w stanie sprawić, że całość przestanie smakować jak Cheeseburger z Chipsami, a kosztuje niemal trzy razy więcej – co wybrać?
Decyzja należy do Was, drodzy Czytelnicy. W mojej opinii, w tym przedziale cenowym, co dwie propozycje opisane wyżej, McDouble nie ma sobie równych (mówiąc jedynie o sieci McDonald’s).

Expectations vs. Reality:GrandBurgerGrandBurger Reality (1) GrandBurger Reality (2)

 

Czas nieco stonować nastroje, ten akapit zostanie poświęcony kanapce, która najlepiej rokuje na obrazku i całkiem nieźle (co nie znaczy dobrze) wypada na tle pozostałych wytworów z serii Twój Burger – Nasza Nieudolność. Mowa o FiestaBurgerze (12.90zł / 697kcal), którego autorem jest Adrian Bekier (żadnej ofensywy, drogi Panie). Idea tego Pana była dosyć prosta – złożyć ze składników dostępnych w kreatorze (czytaj: w serwisie McDonald’s) kanapkę inspirowaną czymś a’la meksykańska kuchnia fjużyn. Jeżeli chodzi o przepis to niewątpliwie obronną ręką wyszedł z tego karkołomnego zadania. Nie zapominajmy jednak o jednym – McDonald’s to wszystko zrobił i tak po swojemu.
Zaczynamy od smacznej, miękkiej, dosyć aromatycznej, pszennej bułki z dodatkiem przypraw, poziom pieczywa Subwayowego to nie jest, ale wystarczająco blisko według mnie. Ostry sos meksykański mocno przypomina mi sos z KurczakBurgera, ale według mnie, bliżej mu zdecydowanie do słoikowych sosów pseudoazjatyckich. Sekcja warzywna składa się z nieśmiertelnej sałaty lodowej, pokrojonej w paski zapewne gdzieś w okolicach Legnicy, czerwonej cebuli skrojonej w krążki i bardzo łagodnego jalapeno – zdaję sobie sprawę, że McDonald’s przesadny w smaku lubi być, ale tylko słonym, gdy mówimy o frytkach (bo się komuś sypnęło). Nie zmieni to faktu, że bycie bezpłciowym, darząc target w postaci anemicznych nastolatek oraz rodzin z dziećmi poniżej piątego roku życia, papierowymi smakami, może sprawić, że inni klienci poczują się nieusatysfakcjonowani. Jak na przykład ja i kilka innych osób, którym zamiast ognistego jalapeno, zaserwowano wykastrowaną papryczkę, ale strategia marki, to strategia marki i nic w tej kwestii nie zmienimy. Połączenie, które znajdziemy niżej sprawdziłem już osobiście kilkukrotnie w różnych miejscach i nie może być ono nieudane: wołowina, ser i kukurydziane nachosy – to musi wypalić i w tym przypadku również tak jest. Mięso doprawione solą i pieprzem, naturalne, lekko słone chrupki i ser topiony – ten zestaw polecam na każdą imprezę.
W takim razie, podsumowując, nie mogę nie wspomnieć o sosie, który psuje ogólny odbiór kanapki, oraz o jalapeno, które nawet nie zbliża się smakiem do określenia ostry. Zestawienie niezłe, ale któż mógłby przypuszczać, że McDonald’s w ten sposób pogra ze składnikami?
W każdym razie tę propozycję mogę polecić z nieco gryzącym sumieniem, jest to jedyna opcja, wśród tych czterech kanapek, która JAKOŚ się broni.
P.S. Tylko nie bijcie i nie ślijcie reklamacji jeżeli Wam nie posmakuje, bo prawdopodobieństwo tego jest niemałe.

Oczekiwania zestawione z rzeczywistością:FiestaBurger FiestaBurger Real (1) FiestaBurger Real (2)

Końcówka i podsumowanie, ostatnie kęsy tego ciężkiego maratonu. I nie ciężkiego, bo to pożywienie z McDonald’s, lecz ciężkiego, bo te kanapki są… niespecjalne.
Na czterdziestym kilometrze daje się z siebie wszystko, więc i ja dałem wszystko, by posmakować Szpinak Deluxe (12.90zł / 709kcal) autorstwa Bartosza Ignaszewskiego (żadnej ofensywy, drogi Panie).
Miękka, pszenna bułka, będąca wynikiem współpracy drożdży, emulgatorów, mąki, wody i tym podobnych składników. Posypanie jej makiem i sezamem zmienia niewiele, nadal jest to typowa bułka z Maka. Dalej znajdziemy wszystko czego dusza zapragnie, brakuje może tylko tęczy i złotych monet na jej skraju. Burger jest tak wypchany wszystkim, że w smaku aż ciężko znaleźć myśl przewodnią – po nazwie wydawałoby się, że powinien to być szpinak, ale nie jest, bo gdybyście taką ilością szpinaku chcieli nakarmić swojego królika, to by się na Was zwyczajnie wypiął i fochał trzy dni.
Gdy tak przeglądałem kanapkę, uznałem, że ludzie z serwisu chyba obrobili piwnicę i ogródek Babci Janinki. W środku, znajdziemy bowiem: pomidora, prażoną cebulę, czerwoną cebulę i pikle – cała mieszanka jest tak dobrana by robić duże wrażenie a w efekcie smakować niczym. Skoro warzywa nas zawiodły(a właściwie przerosły), to przyjrzyjmy się sosom… Ekhm. Cóż?
W tym burgerze występują dwa najmniej smaczne, według mnie, sosy napotkane w mojej karierze spożywania w McDonald’s(Cesarski i Bazyliowy), dodatkowo ich porcje są słuszne jak u Roberta Makłowicza – spuszczam na ten akapit zasłonę milczenia.
Dalej już idzie gładko – jak zwykle niezłe, choć oczywiście mrożone, mięso Premier, czyli to, które spotykamy w kanapce McChicken i dwa plastry Emmentalera(naturalnego).
Całość jest niczym wytwór niedoświadczonej, nadpobudliwej kuchareczki, która sądząc, że stworzy sałatkowe arcydzieło, wrzuca do miski po prostu wszystko – to nie może się udać, tym bardziej przy zalaniu całości tonami sosu majonezo-podobnego.

To co sądziliście, że będzie, a to co jest:
Szpinak DeluxeSzpinak Deluxe Real (1) Szpinak Deluxe Real (2)Podsumowując, należy przytoczyć kilka opinii zwykłych, szarych obywateli z fanpage’a McDonald’s: fuck up, strzał w kolano, Develey robi promocje?, gdzie sędziowie mieli oczy?gdzie kasa za zwycięstwo?

Nie mam pojęcia jakie były kryteria(i gdzie kasa za zwycięstwo), przy wybieraniu tychże, a nie innych, kanapek, ale z większością cytatów mogę się zgodzić. Właściwie nie tylko z tymi, ale też z wieloma innymi głosami oburzenia, którego wyraz dałem wyżej.
Nie mam bladego pojęcia jaki był cel marketingu w tym, by taką świetną akcję zakończyć takim chłamem i strzałem do własnej bramki, nie wróżę tłustych Świąt w McDonald’s, chyba, że wróci Drwal, bo to już jego czas.

P.S. Moja skromna skromność musi zwyciężyć: drodzy Czytelnicy, czy nie wolelibyście takiego burgera?Bez nazwy

 

Tomek Mędrek

7 Comments

  1. Taa, też miałem okazję tesotwać Amore Italia… nie ma się co rozpisywać, burgery dupy nie urywają i ogólnie standardowa oferta bije je na głowę. Ogólnie Amore Italia było całkiem ok… o ile zrobić mu cenę na poziomie 3,5zł 🙂

    • A ja się całkowicie nie zgadzam. Wręcz już teraz ubolewam nad faktem, że Grand Burger i Fiesta Burger za jakiś czas znikną z oferty.

      Najlepsze co jadłem w maku nie licząc drwala i podwójnego royala.

  2. Nie wiem jakim cudem te burgery zostały ogłoszone zwycięzcami, bo w smaku przypominają mi niedoprawiony, średnio wysmażony papier 😛 Ni to chrupiące, ni to soczyste, a już na pewno nie daje poczucia sytości, a raczej w moim wypadku okaleczenia układu pokarmowego . Wybaczcie, ale to żenada miesiąca:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *