Burger King|Sieciówki

Dobry, Zły i Smaczny.

Czy można być jednocześnie złym i dobrym? Nie mając schizofrenii, dwóch sumień czy czterdziestu lic (Greya?)?
Czy można być złym do szpiku kości niczym Him z serialu animowanego Atomówki a z drugiej strony dobrocią przewyższać Matkę Teresę z Kalkuty?
Do tej pory sądziłem, że nie, ale wczoraj wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do poddania w wątpliwość moich wcześniejszych osądów. Mianowicie: odwiedziłem punkt Burger King, należący do polskiego oddziału firmy AmRest, w Galerii Słonecznej w Radomiu.

Do tego samego lokalu, sieci powstałej w 1954r. przybyłem całkiem niedawno by spożyć cymes pod postacią ChilliCheese Nuggets (porcja sześciu sztuk: 7.95zł/366kcal) o których już niegdyś pisałem i spróbować burgera Angry Whopper (14.95zł/836kcal), który okazał się smaczną, choć nie zachwycającą propozycją. Przez pewien czas po jego spożyciu próbowałem sobie uświadomić czego tak naprawdę mu brakowało, bo takie wrażenie towarzyszyło mi od pierwszego, do ostatniego kęsa. Z jednej strony klasyczny Whopper i smaczne pikantne, choć nie piekielnie piekące dodatki a z drugiej majonez i ketchup, które nie potrafią tej kompozycji wynieść nieco wyżej.
Podczas dyskusji na temat tego typu jego wad i zalet, która wywiązała się na facebookowym fanpage’u Żółw Ocenia… Pan Zygmunt Gałgan zaproponował bym spróbował Angry Steakhouse (14.95zł/723kcal).
Za tą radą poszedłem prędzej niż Kuce za Korwinem – rewolwer w dłoń, na koń i pomknąłem przez inteligenckie pustkowie, okraszone pomalowanymi badylami i dzieciakami bez pieniążków (czytaj: galeria handlowa), w stylu Brzydkiego i Blondasa.
Już po pierwszych kęsach zorientowałem się, że wszystko czynię słusznie a w kanapce tej można znaleźć wybuchową mieszankę sprzeczności – podobnie jak w filmie Sergio Leone, do którego nawiązałem w tytule.Angry Steakhouse (1)

Tradycja z nutą pikanterii! Burger, w którym tradycyjne składniki łączą się ze świeżymi warzywami, chrupiącym bekonem. Smaku dopełniają smażona cebulka, sos BBQ i majonez a ostrości nadają pikantne papryczkami jalapenos. Tego trzeba spróbować!
Tradycyjny niewątpliwie jest tutaj 81g, zmielony kawałek wołowiny, słodsza od jednorożców i homo-tęczy razem wziętych, bułka, kochany przez wielu bekon oraz sos BBQ.
Smażona w panierce cebulka czy plastry papryczek jalapenos to pewnego rodzaju fanaberia, która jednak stała się czymś zupełnie naturalnym w ofercie sieci Burger King, ukrywającej się obecnie z prefixem angry.
Osoby nieco zaznajomione z językiem sprzed lub zza Wielkiej Wody domyślają się, że słówko to oznacza w języku polskim to samo co być złym/złośliwym czy jednak w takim nastroju będziemy po spożyciu Angry Steakhouse?
Przekonajmy się.

Trzeba być naprawdę biednym by jeść ziemniaki, więc tym razem zrezygnowałem z frytek a na przystawkę zamówiłem jedną z kilku nowych propozycji, które można nabyć w kwocie 4.95zł – ChilliCheese Burger, który zasłużył sobie na osobną notkę i pewnie niebawem się jej doczeka.
Jeżeli masz zamiar jeść to jedz, nie gadaj – pomyślałem, nieco parafrazując słowa, odzianego jedynie w pianę, podczas kąpieli Tuco Benedicto Pacifico Juan Maria Ramireza, zabierając się za danie główne tego popołudnia.
I rzeczywiście, mowę odebrało mi już kilka sekund po pierwszej reakcji kubków smakowych – budująca napięcie (na szczęście nie seksualne) cisza trwała nie krócej niż w pierwszych kilku minutach Il buono, il brutto, il cattivo.
Samym jednak milczeniem ani zdjęciami mnie, spożywającego tę kanapkę, nie wyrażę swoich odczuć na jej temat, więc jak za starych, dobrych czasów przeanalizujemy skład i wpływ ukraińskiego embarga na wieprzowinę, zaników elektryczności w Honolulu i składników tej kompozycji na jej ogólny odbiór.Angry Steakhouse (2)

Spód miękki i gumowaty, nieco rozlatujący się pod naporem wodnistych składników, korona niczym wytworny wytwór modystki, posypana drobnymi kawałeczkami preparowanej pszenicy – to główne cechy fizyczne bułki, która spina całość – w smaku raczej standardowa – nieco napuszona i zbyt słodka. To nie jest mój ideał.
Idąc od dołu zaczynamy od składnika, który jest tak nieodzownym elementem każdego burgera jak nuda dla polskich oper mydlanych – tu na szczęście charakterystyczny posmak, niezbyt grubo zmielonej wołowiny, grillowanej na ogniu, daje nieporównywalnie więcej satysfakcji, smaku i radości niż kolejny odcinek gdzie bracia Mroczek udają bliźniaków czy gdzie doktor Burski tęskni, niczym Pan Tadeusz, za swoją Zosią, na rowerowych wycieczkach po Sandomierzu.
Dalej plaster świetnie rozpuszczonego, ciągnącego się sera topionego marki pseudo-Hochland, którego smak najłatwiej przypomnieć sobie, wchodząc do grot Wieliczki.Angry Steakhouse (3) Tuż nad nim składowane są jalapenos i smażone cebulki, zwane w innych rejonach świata angry onions. Pierwsze ostre niczym riposty Blondiego, okraszone wyraźną, kwaskowatą, kapsaicynową nutą, która sprawia, że moje kubki smakowe wariują. Drugie wyglądem zachęcają jak Tuco, ale ich obecność jest tu trafiona niczym wrogowie pociskami z jego rewolweru – chrupiące z wierzchu a w środku półpłynne, wręcz maziowate – po przegryzieniu, uwalniają intensywny smak duszonej cebuli. Z tym wszystkim, nieco niemrawo, ale za to bardzo efektywnie, komponuje się słabiej wysmażony, bekon, zaopatrzony w słabą nutę dymu wędzarniczego. Jeżeli zaś dodam, że wszystkie wymienione wyżej składniki skutecznie pokrywa spora porcja słodkawego, dymnego i delikatnie pikantnego sosu BBQ, to chyba nie potrzebujemy niczego więcej by zarekomendować tę kanapkę niemal każdemu.Angry Steakhouse (4) Burger King nie zrezygnował jednak z klasycznych steakhouse’owych składników w tej kompozycji – dlatego też, pod wierzchnią częścią bułki znajdziemy wszędobylską, żółto-zieloną sałatę oraz plaster pomidora o gabarytach przypominających Spodek w Katowicach i lejącej się, niczym woda z ust niedouczonego maturzysty, konsystencji.
Jedynym zasadnym, według mnie, składnikiem tej sałatkowej partii burgera jest majonez – osobiście zazwyczaj przeze mnie wyszydzany i oglądany nieprzychylnym okiem – tym razem całkiem nieźle komponuje się z resztą składników, nieco łagodzi smak tych pikantnych (choć nie jest to konieczne) i odpowiednio nawilży kanapkę, jeżeli zrezygnujecie z pomidora – co rekomenduję jako pierwszy krok przy przerabianiu oryginalnej wersji.Angry Steakhouse (5)

Każdy pistolet ma swój dźwięk a każdy burger ma swój smak – tutaj świetną kompozycję intensywnych smaków na całej dolnej części – wołowina, ser, sos BBQ a do tego podbijające smak papryczki jalapeno, chrupiące, wyraziste cebulki w panierce oraz mięsny, konkretny bekon. Wyżej znajdziemy dodatki, które wpisują się w historię tego burgera mniej dobitnie, ale nie powiem, że kompletnie do niego nie pasują – możecie z nich zrezygnować i nic wielkiego się nie stanie, możecie też spożyć burgera razem z nimi i powinniście być równie usatysfakcjonowani co ja.
Okazuje się, że można być dobrym i złym jednocześnie – dobrym w kontekście bycia smacznym a złym z samego założenia. Wkurzony Steakhouse to propozycja nawet dla tych, którzy nie przepadają za pikantnymi czy ostrymi burgerami – wkład nie jest na tyle ostry by zabić smak czy wypalić kubki smakowe tych mniej odpornych na kapsaicynę.

Tak jak w Dobry, Zły i Brzydki mieszanka różnych charakterów prowadzi do ostatecznej katastrofy, tak tu połączenie klasyki z wyrazistymi, ostrymi akcentami odnosi pełen sukces – ze swojej strony, jak najbardziej polecam.

Ocena od żółwia: cztery z duuużym plusem za ogólną kompozycję i konkrety (w skali 1-5).
4

Tomek Mędrek

3 Comments

  1. Oj tak 🙂 Całkowicie się zgadzam. Co prawda za cenę samej kanapki można mieć zestaw + resztę, ale raz na jakiś czas zdecydowanie polecam. 😀

  2. Fajne recenzje i widać w tym nutkę prawdziwej pasji, i zazwyczaj zgadzam się z ocenami. To już coś. Ale pragnę też dodać trochę krytyki, a mianowicie: referencje same w sobie nie są złe ale tak nadmiar szkodzi a już zdecydowanie szkodzi kiedy zmienia się w bełkot:”przeanalizujemy skład i wpływ ukraińskiego embarga na wieprzowinę, zaników elektryczności w Honolulu i składników tej kompozycji na jej ogólny odbiór” albo “na szczęście charakterystyczny posmak, niezbyt grubo zmielonej wołowiny, grillowanej na ogniu, daje nieporównywalnie więcej satysfakcji, smaku i radości niż kolejny odcinek gdzie bracia Mroczek udają bliźniaków czy gdzie doktor Burski tęskni, niczym Pan Tadeusz, za swoją Zosią, na rowerowych wycieczkach po Sandomierzu.” Komu to potrzebne? Ja wiem że może niektórzy lubią ale używając twojego języka to jest tak jak gdyby Seth Green postanowił stworzyć epizod Family Guy o Gordonie Ramsay’u. “Dalej plaster świetnie rozpuszczonego, ciągnącego się sera topionego marki pseudo-Hochland, którego smak najłatwiej przypomnieć sobie, wchodząc do grot Wieliczki.” – O co tu chodzi? Jakoś byłem w Wieliczce i nie zauwałzyłem żeby była to kopalnia sera, baa żadnego sera tam nie stwierdziłem a tym bardziej “pseudo-Hochland” (ciekawe czym się różni pseudo-Hochland od prawdziwego Hochland, chyba nalepką). I tak dalej. Ja rozumiem, taki styl ale i młodzieżowo i fajnie ale niech to przynajmniej ma sens i normalne proporcje. Dla znawcy potraw chyba właśnie proporcje składników powinny być istotne, czyż nie? Tak czy inaczej pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *