Festiwale|FoodTrucking

Żarcie na Kółkach nr 4

W zeszłym roku zaznaliśmy Żarcia na Kółkach jedynie dwukrotnie – w tym sezonie ten wynik został już wyrównany a na początku sierpnia zostanie z łatwością pobity. Biorąc pod uwagę zapowiedzi organizatorów o usadowieniu miejsca akcji nawet poza Warszawą, to możemy być pewni, że Żarcie na Kółkach razy dwa – z zeszłego roku, zostanie nawet podwojone a kto wie czy nie potrojone – jak porządny ćwierćfunciak w solidnym burgerze.
Ostatnie miejsce spotkania okazało się nieznane mi jak większość modnych (czytaj: hipsterskich) miejsc w stolicy kraju ograniczonego jedynie granicami absurdu, wytyczonymi przez słynne taśmy, kradzież 3Cytryn i napompowane piersi Natalii Siwiec.
Był to Plac Budowy przy ulicy Madalińskiego 10/16 i w mojej opinii, wyłożony kontenerami, paletami Euro i innymi drewniano-stalowymi elementami, nieco zarośnięty kawałek terenu na lokalizację spotkania, nadał się doskonale. Pochmurne niebo co chwilkę się przecierało i znów ciemniało, a chłodny wiatr raz po raz przypominał mi, że nie spakowałem bluzy na ten wyjazd. Nie przyszedłem tam jednak by zacheckować się za pomocą aplikacji Foursquare ani tym bardziej by rzucać co chwilę okiem na Accuweather – przyszedłem by spożywać(!) z drobnymi przerwami na pogawędki i podziwianie trucków.IMAG1372

20.06.2014, około godziny 13:00, wśród niemałej rzeszy osób i nie mniejszej grupie samochodów serwujących pożywienie, wraz z Towarzyszką Spożywania zaczęliśmy od Kill Grill Burger & Sandwich Bar czyli stosunkowo młodego gracza na foodtruckowym rynku. Po tym jak na trzeciej edycji Żarcia na Kółkach pochwalili ich Żorż oraz Marcin, nie mogłem się oprzeć by nie spróbować choć jednej z ich propozycji.IMAG1384Jak to w prawdziwym związku, oboje zaczęliśmy się spierać o to, które danie wybrać – ja byłem za burgerem, Towarzyszka za kanapką, ja za pikantnym karmelem, ona za sosem jogurtowym – kompromis został osiągnięty gdy już się ściemniało i zamówiliśmy Kill Grill Sandwich (16.00zł).IMAG1369 Chwilkę musieliśmy odczekać, kilka razy klapa grilla unosiła się i opadała, mięso było zanurzane w świetnie wyglądającym sosie a następnie kilkukrotnie obracane na grillu. Podane na lekko tostowanym, pszennym chlebie na zakwasie, pokrojonym w grube kromki, polanym oliwą i (nie tylko) udekorowany czarnymi oliwkami, z niemoralnie świeżymi warzywami, znakomitym sosem, niewielką ilością karmelizowanej cebulki, która przepysznie współgrała z miękkim, soczystym, kruchym, lekko słodkim mięsem. Powiedziałbym, że kanapka była perfekcyjna, gdyby nie ilość głównego składnika – mięsa było naprawdę niewiele.IMAG1370IMAG1371Tak czy inaczej propozycja zdecydowanie na plus a mieliśmy do nich jeszcze tego popołudnia wrócić.IMAG1437Różowa Krewetka i jej nagły powrót to sprawa, która wymagała ode mnie natychmiastowego sprawdzenia – za każdym razem, do tej pory, rozmijałem się z Różową Land… To znaczy: Krewetką, a przecież podczas debiutowego weekendu sprzedali oni podobno 90kg krewetek – w Polsce – kraju, w którym to morskie żyjątko kojarzy się raczej z programami National Geographic a nie z czymś co można spożyć.
Sprawa powrotu tego trucka jest dosyć interesująca – poprzedni właściciel otrzymał propozycję by szefować w kuchni samego Jamie’ego Olivera w Londynie i musiał poddać pomysł na krewetkowe menu w foodtrucku by wykorzystać tę życiową szansę. Przez jakiś czas auto było wystawione na sprzedaż aż znalazł się znajomy, który podjął się reaktywacji i kontynuacji myśli przewodniej pomysłodawcy – obecnie samochód przechodzi lekki rebranding (zmieni się podobno logo i sama krewetka) i może to na tyle aspektów poza-pożywieniowych. Do wyboru mamy makaron z dodatkiem krewetek (28.00zł) lub tak zwany set czyli 15 krewetek łagodnie lub na ostro i zupę dnia (10.00zł). My wybraliśmy Gnocchi, które podawane są z kilkoma krewetkami, lawendą, parmezanem, prażonym słonecznikiem, płatkami czosnku w sosie z kremowej śmietanki. Jedno słowo wystarczy by opisać całość: świetne!IMAG1373IMAG1374Głębszą analizę należy zacząć od tego, że uwielbiam grubsze kluchy i gnocchi to coś co odpowiada mi więcej niż w stu procentach, dodatkowo słodkawy, gęsty sos – bardzo udanie skomponowany ze słonecznikiem, czosnkiem oraz motywem przewodnim jakimi są gałązki lawendy, nadające frapującego posmaku. Same krewetki lekko twarde, ale nieprzetrzymane i pasujące do całości jak ulał.IMAG1419Wędzony Półgęsek w Szerdelku, podobnie jak ich Policzki Wołowe, to już w tej chwili pozycja niemal obowiązkowa dla wszystkich fanów foodtrucków, przybywających na zloty czy odwiedzający chłopaków indywidualnie. Osobiście zaszedłem tym razem nieco z innej strony i połasiłem się na Praski Kawior (10.00zł) czyli tłumacząc z polskiego na nasze: domowej roboty kaszanka z duszoną cebulką i karmelizowanym jabłkiem, podawana z bułką i sosem do wyboru. Ja wybrałem sos chrzanowy (czyli po prostu chrzan ze śmietaną), ponadto uraczono mnie kiszonym ogórkiem – jak to wszystko smakowało razem? Kaszanka z dodatkami była w mojej opinii nieco zbyt sucha i kaszowata, co nie wpłynęło znacząco na jej odbiór i tak był to jeden z lepszych, tego typu wyrobów, jaki spożywałem w swoim życiu. Natomiast kolejne jej kęsy pokryte sosem i zagryzione ogórkiem nie dość, że dawały popalić, to jeszcze zacierały skutecznie wrażenie suchości samej kaszanki.IMAG1377Po chwili przyszedł czas na zwycięzcę w konkursie magazynu Aktivist na najlepszy foodtruck w Warszawie – czyli auto, do którego (mimo wielkich chęci) było mi zazwyczaj nie po drodze: Car City Burger. W środku dzielna załoga, pracująca w pocie czoła, mimo urazów stawów a w menu kilka burgerów – my wybraliśmy 4Cheeseburger (20.00zł) czyli 150g mieszanki wołowiny karkowej i łopatki, sporo warzyw, autorski sos i mnóstwo (podkreślam: mnóstwo) sera. Na poczekaniu dostaliśmy ciastko a’la Napoleonka – bardzo smaczne i zdecydowanie pobudzające apetyt a twarze do uśmiechu.IMAG1399 Do tej pory gdy spożywałem burgery ze sporą ilością sera to okazywało się, że nie jest on w wersji najbardziej przeze mnie lubianej czyli roztopionej. Tu jest zupełnie inaczej, cztery rodzaje sera łączą się doskonale z sosem i wszystko wręcz rozpływa się w ustach. Nieprzesadnie przyprawiona i wysmażona porcja wołowiny świetnie niesie smak tej mieszanki a warzywa, mimo, że jest ich cała fura, nie zagłuszają tego co w tym burgerze najlepsze. Należałoby również wspomnieć o bułce, która jest jedną z lepszych, o ile nie najlepszą bułką do burgerów jaką przyszło mi spożywać: konkretna lecz nie zapychająca, nie narzucająca się, ale również trzymająca całość w ryzach do samego końca.IMAG1380IMAG1381IMAG1382 Mimo iż osobiście głosowałem na Szerdelek to muszę przyznać, że Car City Burger zasługuje na miano najlepszego foodtrucka w Warszawie, przynajmniej w kontekście burgerowym.

Nareszcie przybył zapowiedziany Towarzysz Spożywania i wraz z nim ponownie odwiedziliśmy Kill Grill gdzie zamówił burgera z 200g porcją wołowiny z antrykotu i po spożyciu uznał, że był to jeden z lepszych burgerów w jego życiu a do czynienia z nimi ma od dobrych kilku lat.IMAG1386IMAG1395Kolejno przeszliśmy do Momo Smak czyli auta, z którego podawane są tybetańskie pierogi, również bardzo zachwalane przez Żorża i Marcina w trakcie ostatniego zlotu. Porcja dziesięciu skromnych pierożków gotowanych na parze (14.00zł) przywędrowała do nas po kilku minutach w uroczym, bambusowym koszu, który prawdopodobnie również służy do gotowania pierożków. Pięć z nich z farszem szpinakowo-serowym a pięć kolejnych w wołowym. Nie mam pojęcia z jakiego powodu te pierożki są określane mianem tybetańskich, skoro ciasto smakuje dokładnie tak jak to z pierogów Babci Janinki. W środku farsz? Czy farsa? Kuleczka mięsa wołowego w otoczeniu bulionu i nieco szpinaku z roztopionym serem, całości nie uratowały nawet całkiem niezłe sosy. W mojej opinii – osoby, która na ceny zwraca uwagę tak często jak Stefani Germanotta na stosowny ubiór, pierożki w porównaniu gabarytów i smaku do ceny, wypadają nadzwyczaj słabo.

IMAG1388Znajomy postawił na kolejnego burgera i po chwili odebrał Station BBQ (23.00zł) od Burger Station – wszystko było z nim w porządku, według mnie prezentował się nader dobrze, ale znajomego zaskoczył fakt, że odkrył w nim bardzo mało smaku sosu BBQ.IMAG1390IMAG1415Nie pozostałem dłużny i w łódzkim trucku Chili Moi Mili zamówiłem, określaną mianem najostrzejszej, propozycję, to jest burgera American Dream (16.00zł). Żałuję bardzo, że zabrakło miejsca w żołądku by spróbować ich Czekoladowego Brownie podlanego Tequilą, bo brzmi to wyjątkowo dobrze a u niektórych klientów, na talerzykach, wyglądało jeszcze lepiej. Niestety, jedyne co w tym burgerze mi zasmakowało to mięso z dodatkiem chilli – niezły, może nie najbardziej odkrywczy pomysł, ale wykonanie bardzo dobre – sam kotlet soczysty, solidny i rzeczywiście dosyć ostry. Za to warzywa i bułka okazały się dosyć średnie i tak, bardzo dobra idea w postaci samej wołowiny, umarła w zalążku.IMAG1394IMAG1409Na kolację postanowiliśmy wybrać zestaw u Pana Japana i mimo, że z sushi styczności nie mam, to miły pan z obsługi odpowiedział na kilka naszych pytań, dodał, że wcześniej zaopatrywali cateringowo i eventowo a w tej chwili spróbowali wystartować z truckiem, zdecydowanie ułatwił nam wybór, którym był bardzo pomieszany zestaw z literką L (od Large) i szczerze mówiąc w domu, gdy już emocje opadły, nie pożałowałem tej decyzji – był to mój pierwszy kontakt z tym dalekowschodnim przysmakiem, ale za to bardzo udany i pewnie niedługo wyjście na sushi będzie u mnie tak częste jak u Michała Figurskiego przed stratą pracy w radiu Eska Rock.IMAG1439Ostatnim, ale zarazem najtrudniejszym i najbardziej karkołomnym zadaniem tego dnia było niezjedzenie klucza do serca Towarzyszki zakupionego w Czekoladowym Warsztacie, wykonanego z czekolady o 60% zawartości kakao – z moich danych wynika, że pozostał w całości po dziś dzień.IMAG1408Kilka ostatnich chwil spędziliśmy rozmawiając z ekipą Car City Burger i próbując ich autorskiego sosu curry pod grillowane warzywa oraz chimichurri na bazie pietruszki, dodawanego do burgera Kara Doquro i powiem szczerze, że to będzie prawdopodobnie mój kolejny nabytek w ich trucku – zupełnie inny wymiar ostrości niż te, które do tej pory znałem. Niestety wszystko co dobre kończy się bardzo szybko i po raz kolejny obowiązki zmusiły mnie do prędkiego powrotu w miejsce zamieszkania.
Żarcie na Kółkach numer 4, pod względem organizacyjnym jak i frekwencyjnym (oczywiście trucków zdecydowanie mniej niż na tegorocznym otwarciu sezonu) stało na bardzo dobrym poziomie i oby do spotkania na Placu Defilad 02-03.08.2014!

Na zakończenie kilka zdjęć, dla Was gratis, drodzy Czytelnicy.

IMAG1438   IMAG1433 IMAG1432 IMAG1431 IMAG1430 IMAG1428IMAG1418IMAG1420 IMAG1421 IMAG1423 IMAG1424 IMAG1425 IMAG1426 IMAG1414 IMAG1413 IMAG1411 IMAG1410   IMAG1403 IMAG1402 IMAG1400IMAG1392IMAG1396 IMAG1397

Tomek Mędrek

5 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *