Burger|Lokale

Burger z Dużymi…

Trzydniowy pobyt we Wrocławiu planowany z zamiarem poznania centrum miasta oraz spożycia kilku smacznych kawałków wołowiny rozpoczęliśmy, wcale nie przypadkowo, od wrocławskiego Rynku. Akurat w pobliskiej uliczce znajduje się jeden z najpopularniejszych lokali, w którym serwowane są wrocławskie burgery – Burger Love na ulicy Więziennej 31A.

Po relacjach, które czytałem nie spodziewałem się, że w środku znajdę bardzo dużo miejsca, ale widok naprawdę mnie zaskoczył – lokal urządzony tak by wydawał się nieco bardziej przestronny jest wręcz mikroskopijnych rozmiarów. W dobry nastrój wprawiają interesujące rysunki, logo lokalu niemal na każdym elemencie (butelka ketchupu, podajnik do serwetek z twarzą Marylin Monroe i tak dalej…) i przywołujący jakieś dobre emocje neon.
BurgerLove (2)BurgerLove (16)BurgerLove (3)Zainteresowanie wywołały w mojej głowie ceny burgerów, których średnia to około 20.00zł a składników niewiele i nie było to nic wyszukanego. Kompozycje mimo, że nieco odmienne od klasycznych nie porażają oryginalnością, ale z drugiej strony filozofia burger to burger a nie Prima Finezja wydaje mi się być równie bliska co tęsknota za nietuzinkowością między bułkami. Tak czy inaczej, w menu nie odnalazłem żadnej pozycji, która tak naprawdę sprawiłaby, że zamówiłbym ją bez wahania.BurgerLove (4) BurgerLove (1)Wybierałem więc pomiędzy Irish Cheddar Burger (18.00zł), który zachęcał mnie wizją znakomitego smaku dojrzałego sera Cheddar a Big Cojones Burger, który jawił się jako propozycja dla prawdziwych macho, nie bojących się kapsaicynowych wyzwań.
Towarzyszka Spożywania wybrała dla siebie pozycję o pociągającej nazwie French Kiss Burger (25.00zł) a w moim przypadku męska duma wzięła górę i wybrałem ostrzejszą, wyzywającą mnie na pojedynek już samą nazwą Big Cojones (23.00zł).

Obsługa niestety, mimo niezbyt dużego ruchu w czasie naszego pobytu (nie licząc nas, dwie osoby już kończące swoje burgery), nie miała dla nas kompletnie czasu i oprócz przyjęcia zamówienia oraz informacji ujawniającej ilość mięsa znajdującego się w naszych burgerach, dosyć pokrętnie i wymijająco odpowiadała na pytania o składniki znajdujące się w bułce czy pochodzenie wołowiny, której używają.
Nie poddałem się tak łatwo i wysłałem kilka pytań na ich fanpage – te również pozostały bez odpowiedzi.

Wracając jednak do tego lutowego popołudnia – nie minęło 10-15 minut i nasze zamówienie wylądowało na stoliku. Burger zapakowany w biały papier, zalakowany naklejką z logo lokalu, dodatkowo frytki w kubeczki z podobnym logo, coleslaw w przezroczystym pojemniczku z tworzywa sztucznego, widelec, serwetka a wszystko równo ułożone i podane na tacy z kolorową wklejką.BurgerLove (8)Odpakowuję papier i oto co zastaję w środku:BurgerLove (9)

Analizę kopułkowatego burgera, który wyglądem nie do końca zachęca, zacznę od bułki.
W mojej opinii maślano-miodowe pieczywo zostało przetrzymane w tosterze zbyt długo, co widać na załączonym obrazku. Zamiast chrupać, wchłaniać delikatnie sos i raczyć nas miękkością miękiszu stało się twardym zawodnikiem, nie mającym za krztę zdolności kooperacji – łamało się, rwało, by na koniec rozpaść się jak koalicja PiS-Samoobrona-LPR.BurgerLove (10)Nietypowo jako kolejną partię burgera opiszę mięso, niestety niewiadomego pochodzenia, gdyż ani obsługa, ani wiadomość na fanpage’u nie rozwiały niejasności w tej kwestii. Mięso przede wszystkim chude, w mojej opinii aż za chude, zmielone dosyć grubo, z wyraźnie widocznymi grubszymi fragmentami. Średnio wysmażony burger w stylu BurgerLove to kilka różowych fragmentów na połaci lekkiego brązu. Niczym nie wyróżniający się smak, a soczystość na poziomie poniżej przeciętnej.
Przy takim rozwoju wypadków jedyne co może pokryć straty moralne związane z nieco przypaloną bułką i mięsem, które nie sprawiło zbyt wiele pozytywnego wrażenia, są dodatki. W tym przypadku mamy czerwona cebulkę i nieco Meksyku czyli guacamole oraz chrupki nachos a dodatkowo wszystko podane na relishu pomidorowym z dodatkiem chilli (liść sałaty celowo pomijam gdyż komponował się wręcz okropnie z całością).BurgerLove (13)Z jednej strony ciekawy zamysł na połączenie składników a z drugiej wykonanie…
Cztery klasyczne, solone nachosy wniosły do burgera nieco suchości, chrupkości, kukurydzianego posmaku, aczkolwiek strukturalnie do innych składników pasowały jak walonki do Lamborghini. Guacamole nigdy nie będzie miało intensywnego smaku, ale w tym przypadku przeszło samo siebie – ciężko było w nim wyczuć nawet awokado – ułożona pod nim czerwona cebulka raczyła nas dosyć ostrym smakiem, który właściwie zdominował całość kompozycji, choć zgodnie z kapsaicynowymi zapowiedziami powinien to uczynić relish.
Tutaj jednak zabrakło mu wszystkiego – zwartości struktury, ilości, świeżości, ale przede wszystkim smaku – ani pomidor, ani tym bardziej chilli nie okazały się czymś co w całości miałoby dominować.

Z dodatków, wybranych przeze mnie do burgera, należy pochwalić sałatkę, która okazała się świeżym, niezbyt mocno pokrojonym, chrupiącym Coleslawem. Frytki w kubeczku dosyć skrobiowe, ale słabo wysmażone, mimo świadczącej za tym, złotawej barwy.

Podsumowując, w burgerze dominuje smak czerwonej cebulki, przeplatany delikatnymi, mięsnymi i warzywnymi akcentami – brak jakiegokolwiek intensywniejszego smaku jest jak nietrzymanie moczu – wstydliwe, że aż szkoda o tym opowiadać.
Big Cojones Burger miał być macho zamkniętym między bułkami, zawodnikiem z którym walczy się na śmierć i życie, smakiem przypominającym Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną, po spotkaniu z którym nic już nie będzie takie samo, a w rzeczywistości?
Okazał się czymś na kształt ślimaka – ociężały, powolny, nie dość, że obojnak, to jeszcze nie wie czy on ślimak czy ryba…
Zdecydowana przeciętność, a nawet poniżej jej poziomu – zdarzało mi się spożywać mniej smaczne burgery, ale na pewno częściej spożywałem smaczniejsze.

Na pocieszenie kilka zdjęć French Kiss Burger:BurgerLove (11)

BurgerLove (12)  BurgerLove (14) BurgerLove (15) Ocena od Żółwia: ledwie dwa – burgery bardzo, bardzo przeciętne (skala 1-5).2

Tomek Mędrek

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *