Sieciówki|Sphinx

Polsko-egipska impreza.

Pewnego razu z Towarzyszką Spożywania byłem w ZOO. Nagapiłem się – jak mawiał Jan Paweł Kapliński – na różnego gatunku zwierzęta. Pod koniec wędrówki spotkałem Jaka i kilka innych wołowych rarytasów – to przypomniało mi, że przez kilka ostatnich godzin nie spożywałem niczego konkretnego.
Droga do przebycia nie była krótka, lecz zdecydowani jedynie na mięso, nie znając pod tym względem dokładnie topografii Warszawy, nie mając chęci na burgery zdecydowaliśmy, że odwiedzimy galerię handlową Złote Tarasy.
Zziębnięci przeszliśmy wraz z rzeszą hipsterów, pracowników i żądnych wrażeń uczestników wycieczek, korzystających z czasu wolnego, przez obrotowe, manualne drzwi do środka. Po niedługim namyśle wpadliśmy na pomysł, że wreszcie spełnimy ponad półroczną prośbę pewnego Czytelnika i odwiedzimy jeden z ponad 100 punktów sieci Sphinx.

Pierwszą restaurację tej sieci otwarto w 1995r. w Łodzi, kolejno w 1999r. powołano do życia spółkę Sfinks i odsprzedawano nieco udziałów by umożliwić jej szybszy rozwój. Obecnie spółka posiada, oprócz firmowych restauracji także sieci Wook i Chłopskie Jadło. To tyle suchych faktów ode mnie, gdyby ktoś był zainteresowany większą ilością informacji odsyłam do strony internetowej spółki Sfinks.

Wracając do samego punktu tej sieci: wnętrza nieco surowe, ocieplone dosyć przyjemnym światłem, sączącym się z przyozdobionych tykwowych lamp – każda z nich opatrzona jest numerkiem co pewnie ma być ułatwieniem logistycznym dla kelnerów. Krzesła i stoły bejcowane na mocny brąz – o reszcie standardów jak podajniki do serwetek, sól czy pieprz raczej nie ma sensu wspominać – jak pomyślał Sławomir Nowak o zegarku gdy miał zamiar wpisać go do swego zeznania podatkowego.

Już nieco głodni, na rozgrzewkę zamówiliśmy Jalapenos (około 12.00zł) czyli nowość wśród przystawek. Na oficjalnej stronie internetowej sieci Sphinx opisane są w ten sposób: ostre papryczki jalapenos z kremowym serkiem w chrupiącej panierce serwowane z sosem do wyboru

Doskonałe do piwa.
Podane na sałacie lodowej pięć papryczek zaskakuje od razu po ich przekrojeniu – są czerwone, co w przypadku jalapeno bardzo rzadko się zdarza gdyż wyżej cenione, ze względu na ich kwaskowaty posmak, są jalapeno zielone. Czerwone są praktycznie tej charakterystycznej nuty pozbawione. Sztywna panierka z bułki tartej, pod względem struktury całkowicie nie zgrywa się z wnętrzem, co sprawia, że papryczki właściwie nam się rozrywają a nie kroją, ser rozmazuje się niczym dzieło sztuki potraktowane acetonem i najłatwiej spożywa się je po prostu trzymając w dłoniach.
Pamiętać należy jednak by nie dotykać potem żadnych śluzówek i bardziej wrażliwych elementów własnego ciała – może się to skończyć bowiem potokiem łez czy dłuższą wizytą w toalecie.
Jeżeli chodzi o meritum (nie, nie Meritum Bank) czyli smak, to połączenie jest bardzo udane – panierka przyjemnie chrupie, świetnie trzyma temperaturę wnętrza a ostra papryczka i delikatnie kremowy serek balansują nawzajem jak linoskoczek nad przepaścią pomiędzy smakiem ostrym a łagodnym.Sphinx (1)Czy są doskonałe do piwa przekonać się nie zdołałem, gdyż jestem fanem tego złocistego napoju odwrotnie proporcjonalnie do Ferdynanda Kiepskiego. Pomysł na tę przystawkę może nie jest innowacyjny, ale wypada ona lepiej niż przeciętnie w wykonaniu sieci Sphinx.
Sama przystawka (w rzeczy samej) zaostrzyła tylko nasz apetyt także na danie główne wybraliśmy rekomendowane dla dwóch osób Sphinx Party (niecałe 60.00zł). W skład tej polsko-egispkiej imprezy wchodzą: filet drobiowy 180g, karkówka 180g, kofta 90g, shoarma wieprzowa i drobiowa 180g, podawane z frytkami lub ryżem oraz zestawem surówek.

Gdy tylko specjały te, okraszone sosami i standardowymi bułeczkami pojawiły się na stole, pomyślałem do dzieła!. Zaczęliśmy od kofty czyli szpady mięsa, według menu, wołowego. W rzeczywistości jest ono tak mocno zmielone, że nawet gdyby to była konserwa marki Wiodąca Marka z sieci E.Leclerc to mógłbym nie poczuć różnicy. Mięso jest dosyć ruchliwe, na pewno zawiązało pakt z tłuszczem. Poza tym niedrobnym zgrzytem, muszę szczerze przyznać, że zamaskowanie tej nie do końca pewnej jakości przyprawami udało się znakomicie. Kofta jest nieco ostra, bardzo mocna w odbiorze i smaczna – nie są to najwyższe półki garmażeryjne, ale jeżeli mam jeść już coś tłustawego i drobno zmielonego to życzyłbym sobie by było właśnie tak przyprawione.Dwie skromne szpady to za mało dla takiej dwójki kulinarnych muszkieterów jak my, więc po chwili na moim talerzu wylądowała karkówka a u Towarzyszki Spożywania pojawił się, ponacinany tak by sprawiać wrażenie dużo większego, filet z piersi kurczaka.
Pierwsze kęsy wieprzowiny a właściwie użeranie się z nią jedynie z pomocą noża i widelca sprawiły, że zatęskniłem za koftą. Mięso kroiło się z łatwością paska rozrządu traktora marki Zetor. W środku znalazłem kilka mniejszych oraz kilka większych żyłek – miejscami karkówka była surowa – tylko determinacja i cierpliwość godna Andy’ego Dufresne pozwoliła mi dogryźć i przełknąć to nieco zbyt chłodne danie do końca. Nie muszę chyba wspominać, że przypominało ono tekturę zanurzoną w słonej wodzie? Prawdopodobne, że ten kawałek mięsa leżał, ale… obok marynaty.

Po drugiej stronie stołu wcale nie było lepiej. Blady jak nietknięta promieniami słonecznymi skóra, filet z piersi okazał się podobnie przygotowany do karkówki – tu jednak, ze względu na przekrój, dużo trudniej byłoby go nie dosmażyć – dosyć soczysty jak na poziom jaki sobą reprezentował. Niezmiennym pozostaje jednak smak – nijaki, obły, nudny – sądzę, że więcej walorów posiadałby filet gotowany na parze.Sphinx (4)Na samo zakończenie tego swoistego rollercoastera pozostało to co od zalążka sieci jest daniem firmowym w Sphinxie czyli shoarma. Drodzy Czytelnicy, jeżeli, po tym co przeczytaliście wyżej, obawiacie się o jakość mięsa, to już na wstępie Was uspokoję – w tym przypadku wszystko jest jak najbardziej w porządku.
W Cleopatrze zdarzało mi się otrzymać shoarmę zbyt spieczoną, aż chrupiącą, co w ogólnym rozrachunku nie pasuje do określenia soczysta. W punkcie sieci Sphinx jest dużo lepiej – przede wszystkim shoarma wieprzowa, której na moim talerzu znalazło się niemal 200g nie ma się czego w tej kwestii wstydzić – świetnie, wręcz sztampowo przyprawiona nie jest ani ostra, ani mdła – powinna zasmakować większości spożywających. Nie zabrakło swojskiego posmaku świni, co w wieprzowinie zdecydowanie sobie cenie – kawałki są różnej wielkości – to jednak na minus, osobiście wolę jedynie te większe.
Shoarma drobiowa to po prostu okraszone przyprawami (wśród których króluje mieszanka curry), skrawki kurczaka – nieco gorzej przyprawione i mniej satysfakcjonujące, ale równie soczyste – obstawiam, że anorektycznym nastolatkom, zakochanym bez wzajemności w KFC zasmakują podobnie jak mnie.

Tym razem nie skupiłem się na sosach – pamiętam jedynie, że sos biały miał w sobie coś czosnkowego, ale bardziej przypominał coś mdłego, czerwony smakował podobnie do dipa Chio przeznaczonego do maczania w nim chipsów – średnio wpasował się w moje gusta. Na zakończenie sos Tysiąca Wysp – mieszanka ketchupu i majonezu może zrobić jako takie wrażenie najwyżej lądując na czyjejś koszuli – żaden z tych sosów do końca mi nie odpowiadał, więc wolałem skupić się na partii mięsnej niż męczyć ją dipami.

Dosyć cienkie, niezbyt mocno wysmażone, niesolone frytki zapamiętałem jedynie z tego, że były gorące – w środku miały mniej puszystości niż Gisele Bündchen, ale już z zewnątrz nieco więcej chrupkości.

Sphinx nie jest sieciówkowym cudotwórcą i jego dania wpisują się na listę gdzieś pomiędzy Whoppera a HotWings z KFC – nieporażające, ale znośnie smaczne i choć trochę sycące. Wydając jednak trzycyfrową sumę na przystawkę, danie główne i napoje, spodziewamy się o wiele, wiele więcej.

Shoarmę polecam, koftę z pewną dozą ostrożności, karkówki wystrzegajcie się tak mocno jak na górze wystrzegają się kontroli NIK – oby Was ominęła ta nieprzyjemność, drodzy Czytelnicy.

Tomek Mędrek

One Comment

  1. Świnx chyba powinno się pisać. Lata temu to była gastronomiczna ziemia obiecana… od 2 lat smak mięsa i odbyta rozmowa z menagerem który pracował tam 2 lata sprawia że nie potrafię się zmusić do zjedzenia tam 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *