Chipsy|Lay's

Słodkie(?) Curry

Zbierałem się dosyć długo w sobie by ich spróbować.
Obawiałem się, że poziomem zbliżą się raczej do swoich protoplastów czyli Grillowanej Papryki czy Naturalnych Solonych a już mniej do mojego ulubionego Grillowanego Pomidora z Bazylią.
O czym mowa?
O najświeższym wypuście firmy Lay’s czyli wersji Prosto Z Pieca o smaku Słodkie Curry (415kcal/100g), które nabyłem w sklepie spożywczym MarGo w paczce 140g, wyciągając z portfela 5.20zł (bez reszty).

Opakowanie, zamykające w sobie raczej standardowe dla tej linii chipsów: napisy prosto z pieca, 70% mniej tłuszczu (dobrze, że nikt nie wspomina o węglowodanach), dosyć prostą czcionką dopisane pieczone chipsy, określenie smaku i logo marki. Na samym dole kilka chipsów w pełnej krasie a tuż obok kopiasta miseczka rzeczonej przyprawy. Delikatnie błyszczący fiolet jakoś dobrze w mojej głowie zgrywa się z tym smakiem.

Skoro przód już obejrzeliśmy, to teraz, postępując jak typowy Mirek handlarz w przypadku kupowanego auta, czas na tylną część przedmiotu zainteresowania.
Tam najbardziej interesujący i właściwie jedyny uwagi (marketingowa papka zainteresowała mnie jak kampania na temat rosnącej otyłości w USA) jest skład czyli to co znajdziemy w środku, ale w mniej scalonej i ugrzecznionej formie.
Sam chips składa się z 59% płatków ziemniaczanych, skrobi oraz oleju roślinnego. Płatki to świetny substytut ziemniaków, szczególnie gdy jak firma z Grodziska Mazowieckiego nie chcemy używać naturalnych ziemniaków, gdyż nie jesteśmy w stanie stworzyć wtedy chipsów o mniejszej zawartości tłuszczu. Takie standardowe plastry ziemniaków niestety musimy smażyć w oleju. Płatki połączone ze skrobią i olejem można wypiec, pomijając w ten sposób ten okropnie zwiększający ilość tłuszczu proces.
Kolejna interesująca część to preparat aromatyzujący o smaku curry – znajdziemy w nim: cukier i enigmatyczne aromaty, zawierające gorczycę, mleko w proszku i (nareszcie) curry.
Idąc dalej, niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że trafili na festiwal suchości i chemii. Mamy tu bowiem takich przedstawicieli gatunku jak: wzmacniacze smaku – glutaminian monosodowy, guanylan disodowy, inozynian disodowy, cukry proste – fruktozę i glukozę, warzywa w proszku: cebula, papryka, czosnek, mąkę pszenną, lecytynę sojową i wielu, wielu innych.

Zazwyczaj nic co wyczytałbym w składzie danego produktu nie jest w stanie zniechęcić mnie do jego spożycia. Tak też było i w tym przypadku, więc ostrożnie, bez większych problemów otworzyłem delikatną jak pupa niemowlaka paczkę.
W moje nozdrza z siłą anorektycznej nastolatki uderzył lekki aromat curry z dodatkami, których nie jestem w stanie określić nawet po przeczytaniu składu. Chipsy pachną bardzo podobnie do smaku Salsa sygnowanego marką Crunchips jednak nie posiadają tej zadziornej, pociągającej, ostrej nuty, która w produkcie Lorenz-Bahlsen robi różnicę.
Biorąc pod uwagę sam nośnik preparatu to posiada on interesujący, nieco rozmyty i skrobiowy posmak, który sprawia, że jest jak Miley Cyrus wśród odzianych w garnitury polityków – nawet jej nie znając można się zorientować, że jest inna.
Już przy jednym z pierwszych, dosyć znacznych chrupnięć okazuje się, że nietrudno zgadnąć skąd wziął się epitet słodkie, określający przyprawę. Niestety ktoś zapomniał dopisać do tego słone.
Chipsy mają bowiem tego smaku w sobie tyle co Amerykanie złota w Fort Knox, choć z tego bogactwa cieszyłbym się dużo mniej. W połączeniu z królującym nad wszystkim w tym przypadku umami – mamy do czynienia z oblepiającą usta słonością rodem z Morza Martwego.
Smak curry, który w pierwszej chwili nie wiedzieć czemu przypomina smak wegety, przy spożywaniu zaczyna być odczuwany dopiero po chwili – krąży gdzieś w tle, dając się skutecznie przysłonić przez wyżej wspomnianą słodycz i sól – bardzo przypomina mieszanki przypraw do kurczaka. VLUU L200  / Samsung L200

Nieporywająca, dosyć ciężka jak na założenia linii Prosto Z Pieca propozycja od Lay’s. Zdecydowanie bardziej udane okazały się być ostatnie smaki z serii Deli czy nawet powrót Lay’s MAX – tutaj mamy dużo prostych smaków bez zamykającego całość przyjemnego a może nawet zaskakującego finiszu. Jest to edycja limitowana i mam nadzieję, że taka pozostanie.

Ocena od żółwia: poniżej trzech (skala 1-5) – nie zachwycają.
2

Tomek Mędrek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *