Burger King|Sieciówki

Pod Angusa certyfikowanego podejście drugie.

Minęło już ponad dwa miesiące od mojego powrotu z UK i właściwie trzy od moich doświadczeń z certyfikowaną wołowiną rasy Aberdeen Angus, serwowaną w sieci Burger King.

Jak dobrze pamiętasz, uważny Czytelniku w recenzji odnoszącej się do standardowej wersji Angusa z dodatkiem smoked bacon i sera cheddar uznałem tego burgera za tak niecodziennego jak wpadki Bronisława Komorowskiego.
Niestety, w Slough pod Londynem spóźniłem się kilka dni by spróbować wersji XT z patty wyprodukowanym z certyfikowanego przez Aberdeen-Angus Cattle Society mięsa rasy Aberdeen-Angus.
Na szczęście (lub całkowicie odwrotnie) burgera Angus XT zdecydowano się wprowadzić również w naszym kraju i tak wczoraj, po testach na poligonach doświadczalnych (na przykład punkt Burger King w Złotych Tarasach w Warszawie), zaprezentowano go na oficjalnym polskim fanpage’u Burger King na Facebooku.
Wracając do samej kanapki, co oznacza skrót XT?
W Anglii dwie rzeczy: Xtra Thick oraz Xtra Taste czyli nadzwyczajną grubość i smak oferowanego mięsa.
W Polsce zdecydowano się powielić jedynie Xtra Thick, które jest właściwie jedną z sił napędowych kampanii reklamowej burgera Angus XT.

Od niemal 29h czekam na odpowiedź mailową w sprawie tejże kanapki. Pytałem o kilka ważnych aspektów, które dla przeciętnego zjadacza burgerów się nie liczą, ale dla mnie i pewnie dla Ciebie, drogi Czytelniku są ważne jak pewna brzoza dla Antoniego Macierewicza.
Gdybym był przed spożyciem tej propozycji czyli właściwie bardziej na sucho niż niejeden zwolennik win rocznik zeszła środa dnia następnego, nie byłbym w stanie na oko powiedzieć z czego się składa i jaką posiada wartość odżywczą.

Opis na oficjalnej polskiej witrynie sieci Burger King jest tak nasycony marketingiem i łatwymi w odbiorze sformułowaniami, że gotów bym pomyśleć iż przygotowywali go specjaliści od Zielonej Wyspy Donalda Tuska. Osobiście nie potrafię ani coś z niego wywnioskować ani się do niego przekonać.

Bez maila z odpowiedzią na kilka istotnych pytań i zerowej jak dochód w wielu polskich gospodarstwach domowych informacji na rzeczonej stronie internetowej, zmuszony jestem rozprawić się z Angusem po raz drugi w pojedynkę.

Zakup samego burgera uszczupli nasze zasoby finansowe o 19.95zł. Zestaw ze standardową, małą jak Moskwa w reżyserii Waldemara Krzystka porcją frytek i napojem z dolewka (tym razem wysoki, szczupły jak Paulina Chylewska 0.5l kubek) o dodatkowe 5.00zł (24.95zł).
Mnie powiększone frytki w zestawie kosztowały kolejne 5.00zł mniej w portfelu (całość: 29.95zł).
Na szczęście przy tak wysokich cenach następuje pewna rekompensata w postaci 250ml puszki napoju X-Durance (Blueberry/Pomegranate/Acai) marki Rockstar. Burgera Angus Cross XT nabyłem w punkcie Burger King na poziomie 2 Galerii Słonecznej w Radomiu.VLUU L200  / Samsung L200

Analizę burgera podzielę na dwie połowy (jak gdyby było ich więcej) – większa i mniejszą (kolejny problem klas humanistycznych).
W pierwszej części (o, już bardziej poprawnie) zajmę się bułką i dodatkami a w drugiej samym mięsem.

Burger opakowany jest w pudełko serii Angus. Informacje o certyfikatach i ewentualnych wersjach tego co znajdziemy w środku nie zostały nawet przetłumaczone czy skorygowane – wygląda to tak jakby przewieziono trochę pudełek przez Kanał La Manche a następnie znalazły się w Polsce.
Prezentuje się średnio jak Franck Ribery – solidny kawałek mięsa ginie w odmętach majonezu i warzyw – głównie sałaty. Wyglądem jednak się nie najemy (choć niektórzy wolą jeść oczami), wiec zabieram się za analizę.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Zacznijmy od bułki – drożdżowe, sieciówkowe pieczywko na bazie mąki pszennej, cukru i oleju udekorowane czymś co przypomina kaszę mannę. Górna część bardziej pokaźna niż niejeden kapelusz królowej Elżbiety. Nijak nie przekłada się to na smak – jest w tym elemencie płytka i pusta jak bohaterowie kilku nowych para-seriali o życiu w Warszawce.

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Dolnej części upapranej tłuszczem o barwie śladów po tabletce Witaminy C na języku i zmiękczonej przez tony pary wodnej nie pomaga nawet lekkie tostowanie – po pewnym czasie strukturą przypomina nasączony w zupie suchar, choć należy przyznać, że nie rozpada się do samego końca spożywania.
Sekcja warzyw: sałata lodowa – świeża, dosyć chrupiąca, momentami biała a czasem zielona, ale wręcz uboga wobec lansowania tegoż burgera jako Jego Wysokość. Podobnie pomidor – dwa cienkie plastry rozwodnionego warzywa nie sprawią, że krzyknę yes, yes, yes! w stylu Kazimierza Marcinkiewicza.
Jasną, choć wciąż biedną stroną mocy jest biała cebula – przyjemnie ostra i soczysta w smaku. Mnie trafił się jeden krążek wycięty z dosyć grubej, jednej z warstw wierzchnich – moje zęby (choć zdrowe i mocne) nie poradziły sobie z nim i jedynym wyjściem pozostało pozostawienie go na tacy obok pudełka.VLUU L200  / Samsung L200Ser i boczek: pierwszy z nich to standardowy, odpowiednio rozpuszczony, gęsty ser topiony, produkowany tak by być odpowiednikiem żółtego Cheddara. Jego smak nie jest porywający, ale jak to zazwyczaj w przypadku plasterków topionego sera w burgerach bywa, wpasował się bardzo dobrze.
Niestety, boczek był jak niejeden nieudany film katastroficzny czyli katastrofalny – tłusty, ciągnący się, za słabo wysmażony, ani słony, ani mięsny – brakowało mu właściwie więcej niż wszystkiego do mojego osobistego statusu smacznego bekonu. Jedyne co mogę zaliczyć na plus to posmak wędzenia i to, że tam był, dzielnie stojąc na straży Jego Wysokości.
Na zakończenie podróży po dodatkach trafiamy na sosy a właściwie jeden, bo gęsty, mdły majonez, który skutecznie oblepia górną część bułki i sprawia, że sałata lodowa wiąże się z nią czymś mocniejszym niż wiązania kowalencyjne i nie ma w ogóle chęci od niej odpaść przy unoszeniu, sosem nazwany być nie może.
Po tym wszystkim co tutaj opisałem pozostały dwie najjaśniejsze strony burgera Angus XT, gdyby nie one… Może o tym w podsumowaniu, cierpliwy Czytelniku.

Sos Steakhouse – bo to prawdopodobnie on pomaga przełknąć tę całą zwykłą jak szarość kolejnego poranka propozycję sieci Burger King. Nieco słodki, pomidorowy, łatwy w odbiorze, dobrze dopasowujący się do całości, choć w mojej opinii brakuje mu tego czegoś co powinny zapewnić mu odpowiednie, dodające pikanterii przyprawy.
Kwestia mięsna rozstrzygnęła się już przy pierwszym gryzie – 175g, przyprawionego jedynie solą mięsa Angus jest konkretną dawką białka i tłuszczy. Gdyby jedynie na nie patrzeć wydawałoby się, że jest dosyć mocno zmielone, ale gryząc je mamy poczucie konkretności i pod naciskiem zębów czujemy zbitość struktury.VLUU L200  / Samsung L200Jest mocno wysmażone, właściwie jest to well-done – przez to mocno traci ono na soczystości (co nie oznacza, że nie jest soczyste). O ile w cieńszych patty nie odczuwa się tego tak mocno, to tutaj brakuje by było ono nieco krwiste lub choćby niedosmażone w środku – wielka szkoda, że Burger King nie może sobie na to pozwolić.VLUU L200  / Samsung L200

Angus Cross XT bez opcji Have It Your Way! dla mnie mógłby już dziś zostać wycofany. Na szczęście do bardzo dobrej mięsnej partii i próbującego ratować całość sosu Steakhouse mogę dołożyć co tylko zechcę i na pewno nie będzie to żaden z dodatków, który wyżej wymieniłem (może nie licząc sera i boczku, który mam nadzieję wróci do standardowego dla siebie, dobrego poziomu).

Jeżeli nic nie zmienimy w kompozycji kanapki otrzymamy coś co po prostu nie ma prawa się obronić – samo mięso i sos nie zagłuszą tej kakofonii płaskiego smaku, pozostawiającej przykre uczucie zepsucia czegoś co świetnie rokowało.
19.95zł – w mojej opinii to bardzo wysoka cena jak za sieciówkowego burgera (obecnie McDonald’s wprowadził kanapkę Double Royal w której pół funta (około 234g) wołowiny kosztuje nas 11.90zł i to jest do przyjęcia).
Za jakość trzeba płacić – powiedzą niektórzy, ale w mojej opinii to nie jest jakość na ten przedział cenowy. W tym momencie wiele punktów, oferujących burgery, tworząc je często od początku do końca zamyka je w przedziale cenowym 15.00-25.00zł i wiele z nich było o niebo smaczniejsze niż to co spożyłem wczoraj w Galerii Słonecznej a co wyszło spod ręki sieciowego giganta, który możliwości zbicia ceny ma przeróżne a jednak oferuje nam (z wyjątkiem mięsa) coś tak zwykłego w tak wysokiej cenie.

Co wpływa na taki koszt?
W mojej opinii import mięsa i koszty wprowadzenia kanapki na rynek – dlatego też ograniczono się do jednej wersji Angusa, choć pudełko przygotowane jest pod kilka.
Mięso w niemieckiej wersji pochodzi z Irlandii, podejrzewam, że właśnie ten kanał wykorzystano by dostarczyć je do Polski. W wersji zza naszej zachodniej granicy wartość energetyczna burgera to około 652kcal z tym, że tam serwowany jest z cebulą czerwoną. Także w wersji, która sprzedawana jest w Polsce może to być o kilka kalorii więcej, ale sądzę, że różnica nie będzie większa niż bałagan, który stworzył kapitan Francesco Schettino 13. stycznia zeszłego roku.

Podsumowując: Jego Wysokość Angus Cross XT przybywa z tak ubogą świtą, że mam ochotę krzyknąć Król jest nagi!
I nawet obrońca w postaci sosu Steakhouse nie będzie mi nic w stanie zrobić, bo brak mu zadziorności. Resztę świty zjadam na śniadanie.

Ocena od żółwia: marne trzy za ratujące sytuację patty (w skali 1-5).

3

Tomek Mędrek

5 Comments

  1. “Analizę burgera podzielę na dwie połowy (jak gdyby było ich więcej) – większa i mniejszą (kolejny problem klas humanistycznych).” hahahahaha padłem

  2. czytam kilka recenzji pod rząd, blog fajny, merytoryczny, ale nie da się wytrzymać na dłuższą mete tych na siłę wciskanych porównań. są strasznie irytujące i grafomańskie. szkoda bo blog naprawde mi się podoba, ale juz chyba tu nie zajrzę, albo bede dawkować teksty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *