Energetyzujące|Napoje

Krótka rozprawka o Relentlessie.

Coca-Cola Co. zaatakowała rynek napojów energetycznych w Wielkiej Brytanii w 2006 roku – aktualnie posiada 28% tego rynku. Na pewno nie byłoby to możliwe za pomocą marki Burn – należało stworzyć coś innego – niestety od podstaw. Marketingowcy postanowili, że nowa marka tego typu napojów na brytyjskim rynku zostanie nazwana Relentless – na początku oferowano jedynie oryginalny smak a następnie dodawano do niego owoce.. To znaczy soki owocowe – zagęszczone. Relentless w porównaniu z dostępnymi w Polsce napojami Rockstar czy Monster ma niższą zawartość cukru przy podobnej zawartości kofeiny (32mg/500ml). Skupię się dziś głównie na odpowiedzi na pytanie: czy Relentless jest smaczny? Osobiście piję tego typu napoje głównie dla smaku, bo oprócz ponad 500ml puszek Red Bulla żadne nie działają na mnie bardziej pobudzająco niż poranna kawa. Żeby nie było tak łatwo to na warsztat wezmę wszystkie smaku i wersje tego napoju.

Origin Podstawowa i najstarsza, pochodząca (podobnie jak siedmioletnie dzieci) z 2006 roku wersja. Zamiar jaki mieli stwórcy to przyciągniecie do półek sklepowych oraz lodówek jak największej ilości potencjalnych nabywców nie tylko kampanią reklamową. Czy się udało? W moim przypadku nieszczególnie – zawierający 10.1g cukru na 100ml napój zapachem przypomina mniej słodkie i bardziej rzadkie napoje energetyzujące do których osobiście zaliczam produkty typu: Black czy Tiger. Należy wspomnieć iż taki zapach nie jest tym czego w napojach energetyzujących szukam.
Właściwie zazwyczaj nie chodzi przecież o zapach, choć to niemal niezbędny element smaku – tym razem dosyć mocno gazowany napój o barwie napoju energetyzującego (zaskakujące?) smakuje tak jak po zapachu można by się spodziewać – niekoniecznie intensywny w smaku, lekko kwaśny, słodkawy… Zdecydowanie dla osób z mniej wymagającymi podniebieniami.
VLUU L200  / Samsung L200Orange Jeden z moich faworytów, sądzę, że gdyby był koniem to na niego postawiłbym wszystkie swoje pieniądze w dorocznej gonitwie.

Pomarańczowo-rdzawa puszka kryje 500ml napoju w którym odnajdziemy 5% soku pomarańczowego (nie udzielono nam informacji czy jest to sok z soku zagęszczonego czy sok naturalny czy też słodzony). Otwiera się dosyć głośno, z potężnym sykiem uwalniając przyjemny aromat pomarańczowej oranżadki w proszku znany niektórym z wczesnego a innym z późnego dzieciństwa.
Mocno gazowany płyn barwy pomarańczowej smakuje podobnie jak moglibyśmy spodziewać się po zapachu – zaraz na początku konkretna nuta pomarańczy na finiszu zastępowana niepewnie przez smak napoju energetyzującego – podobny do tego znanego mi z wersji Origin. Ogólna kompozycja to znów oranżadka w proszku – zabawne, przywołujące wspomnienia i smaczne, polecam.
VLUU L200  / Samsung L200

Lemon Ice Niepohamowanie podążam nieco niechronologicznie, bo ten smak to najświeższa propozycja od Relentless. Zawsze podobały mi się dopiski Ice przy napojach, tytoniu do fajki wodnej czy alkoholach – nawet jeżeli ten mróz należało wprowadzić samemu przez przetrzymanie danego produktu w zamrażarce nie stanowiło to dla mnie problemu takiej wagi jak prezerwatywy dla Watykanu.
Miejscami ciemnożółta puszka stanowi naczynie dla 240kcal i 58g cukru rozpuszczonym w wodzie a smak zapewnia flavouringscitric acid oraz acidity regulator, którym jest cytrynian sodu. Zapach który uwalniany jest po otwarciu puszki to tonikowa cytryna (aż zdziwiłem się, że w składzie nie jest wymieniona chinina, ale może ona znajduje się pod tym flavourings?). Bezbarwny, gazowany jak niemal każda mineralna woda gazowana napój ma przyjemny, cytrynowy (czy raczej jedynie kwaśny?) smak z dodatkiem lekkiej goryczki toniku – świetne rozwiązanie tuszujące zawartą w nim słodycz przez co napój wydaje się być naprawdę smaczny. Mroźność musimy załatwić sobie sami, ale kilkanaście minut pobytu w temperaturze odpowiadającej mroźnym nocom w Suwałkach powinno zrobić swoje, po raz kolejny polecam.
VLUU L200  / Samsung L200

Tropical Juiced Pozytywne rozczarowanie – mógłbym rzecz. Wypuszczony na rynek w lutym 2008 roku, uwięziony w tropikalnie zielonej puszce z dziwnie przypominającymi anioły motywami napój zawiera dokładnie tyle samo kofeiny i tauryny co wersja podstawowa. Spodziewałem się soczyście interesującego smaku, który przynajmniej choć trochę będzie przypominał naturalny sok z domieszką napoju energetyzującego – nie tym razem – jakby odpowiedział typowy, bohaterski policjant z amerykańskich filmów do nikczemnych złoczyńców.
Zaraz po jego wypuszczeniu na rynek ten smak Relentlessa posiadał 50% soku a w tym aż 7% przecieru owocowego – aktualnie jest to kolejno 18% (17.5% pomarańcza; 0.5% marakuja i 2% (morela, guava, mango) – jestem przynajmniej rad, że inaczej niż Tymbark czy Rockstar nie opierają swoich dodatków na sokach jabłkowych. Nie zmieniła się natomiast ilość kalorii i cukru, która wynosi: 220kcal oraz 53.5g.
Nieco jaśniejszy i o podobnej zawartości gazu co wersja Orange płyn pachnie pomarańczowo, raczej płasko i mało zachęcająco – w tle próbują dobić się do naszego aparatu węchowego inne owoce, ale brak im skrzydeł (może Red Bull by pomógł?).
Na samym wierzchu, po przelaniu do szklanki tworzy się średnioziarnista, szybko opadająca, jasno-biała piana – jest to jedyny tego typu przypadek wśród Relentelssów, które opisuję.
Smak nieco inny od wersji pomarańczowej – choć, co wynikałoby ze składu i moich oczekiwań – powinien być dosyć podobny. Jest mniej oranżadowy, lepiej skomponowany, bardziej owocowy i cała pomarańczowość, której najwięcej jest przełamana nutą innych owoców, z których najwyraźniej wyczuwalna jest słodko-cierpka marakuja i mdłe mango – guavy nie wyczułem, morelę może gdzieś na dnie bym odszukał.
Kompozycja dosyć udana i nieco lepiej zbalansowana – gdybym miał powiedzieć tak lub nie – powiedziałbym: tak. Jednak nie muszę tego robić i powiem: spróbujecie a się przekonacie ile dla Was znaczy. Osobiście spodziewałem się więcej, ale i tak jestem zadowolony.
VLUU L200  / Samsung L200

Apple&Kiwi Przedostatni wypust Relentless, który zaskakuje podwójnie, ale o tym za chwilę. Wprowadzony na rynek mniej więcej w tym czasie gdy Loreen ze swoim utworem Euphoria zwyciężyła w finale Eurowizji – mówimy więc o maju zeszłego roku.
Puszka o barwie electric blue, przechodzącej w turkus i kolejnymi dziwnymi grafikami przywodzącymi na myśl tanie, wielowątkowe i nie trzymające się kupy opowieści fantasy. Co najbardziej zaskakujące w składzie to brak soku jabłkowego i kiwi. Co w takim razie zapewnia nam ten smak?
Ekstrakty z czarnej porzeczki i marchwi – jedyne co kojarzy mi się wspólnego między tymi warzywami i owocami to jedynie to, że jabłka, marchew i czarną porzeczkę mam w ogródku, reszta to tylko dorobiona teoria, która trzyma się kupy jak te powieści, o których wspomniałem wyżej.
Dosyć cicho otwieram puszkę w której znajduje się 225kcal a zarazem 53.5g cukru wącham zawartość i… Nie odnajduje tam ani marchwi, ani czarnej porzeczki, ani kiwi. Przede wszystkim pachnie to syntetycznym winogronem z delikatną nutą jabłka. W mojej opinii bardzo zachęcający aromat, choć zdaje sobie sprawę, że część osób ta chemia może odrzucić. Popijając lodowato chłodny, dosyć mocno gazowany płyn niełatwo oderwać uwagę od jego koloru (chyba, że pijemy prosto z puszki) o odcieniu kostki klozetowej oznaczonej napisem Zapach Morski. Ta barwa wzmacnia dodatkowo poczucie syntetyczności produktu, ale mnie bardziej interesuje smak, a w nim: soczyste, sztuczne, zielone winogrono, płaska nuta jabłka i nareszcie kiwi – lekko zaznaczone, ale przynajmniej mogę cieszyć się jego obecnością.
Smaczny a właściwie najsmaczniejszy z całej siódemki.
VLUU L200  / Samsung L200

Berry Juiced Znów oszukani, chciałoby się rzecz. Wprowadzone w 2009 roku, 500ml napoju energetyzującego legitymuje się w portfolio smakiem: truskawka, malina, czarna porzeczka. Cóż z tego odnajdujemy w składzie? 4% soku z czarnej porzeczki, 0.5% malina i taka sam udział procentowy soku truskawkowego. Tym razem ktoś poinformował nas, że pijemy napój z dodatkiem soków z soku zagęszczonego. Dodatkowo 14% soku z jabłek i 1% z czerwonych winogron, 32mg kofeiny na 100ml napoju o kolorze wina, któremu kolor nadają antocyjany, kwas cytrynowy, kilka witamin, woda gazowana i najważniejszy jak Piotr Kupicha w Feelu, cukier – 53g. Napój dostarcza 220kcal a po przelaniu do szklanki pieni się tak delikatnie jak piwo z Tesco marki Tesco. Zapach to przede wszystkim słodkie, landrynkowe berries z przewagą truskawki i maliny oraz delikatna, soczystą nutą winogrona, zagubioną wśród całej, przytłaczającej słodyczy.
Smak jest zdecydowanie mniej słodki niż można by się spodziewać po zapachu. Już nie tak ciężki i przytłaczający jak gryzące sumienie, a zdecydowanie lżejszy i bardziej kwaśny, choć w mojej opinii nadal zbyt słodki. Dominuje w nim truskawka ze zdecydowanym dodatkiem maliny, nutą czerwonego winogrona i delikatnym posmakiem cierpkiej porzeczki.
Może subiektywnie nie jest on najsmaczniejszy, ale obiektywnie rzecz biorąc dla fanów landrynkowej słodyczy (jak choćby Albus Dumbledore) powinien być w sam raz.
VLUU L200  / Samsung L200

Sugar Free Na koniec pozostawiłem to czego najbardziej się obawiałem.
Nigdy nie przepadałem za napojami bez cukru, słodzonymi czymś co ma go zastępować a w rzeczywistości tylko nieudolnie udaje jak Bartosz Arłukowicz ministra zdrowia (czyjego?)…
15kcal, które posiadają kolor jedynie nieco bledszy od Origina. W składzie mają niemal to wszystko co standardowa wersja: E331 (zwanu tu Acidity Regulator), gurana, kofeina, gazowana woda, prezer… To znaczy konserwanty i to co tutaj robi różnicę (niekoniecznie na plus): aspartam, acesulfam K i sól sodowa sacharyna – brzmi źle?
A smakuje nie najgorzej, ale po kolei (oby nie państwowej): delikatnie gazowany napój, na którym przez chwilę zawiesza się gruboziarnista, szybko opadająca pianka nie powala aromatem – słodko-kwaśny zapach napoju energetycznego, zaburzony wyraźnie wyczuwalną syntetyczną nutą słodzików. Smak jak już wspomniałem wyżej nie jest tak zły jak można by się spodziewać – płyn podpisany jako sparkling mixed fruit flavour low calorie stimulation drink jest po prostu słodzikową wersją swego Origin-alnego brata – na początku czujemy atak słodzików, który po chwili zamienia się w kwaskowy finisz – nie jest to najprzyjemniejszy smak a zrównoważony jest jak psychopatyczni mordercy psychicznie, ale jedno mogę o nim powiedzieć: jest to najsmaczniejszy napój niskokaloryczny jaki przyszło mi pić. Podawajcie schłodzony – przy temperaturze ponad dziesięć stopni w skali Celsjusza smakuje, eufemistycznie rzecz ujmując, źle.
VLUU L200  / Samsung L200

Może i nie jest to tak duża kolekcja produktów jak marek Monster czy Rockstar, ale Coca-Cola postarała się o godną konkurencję dla tych dwóch potentatów na rynku.

szulff

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *