Krispy Kreme

Krispy Kreme

Zacznę od Teorii Kloca – teorii mówiącej o tym, że tanie pączki (te, które w Tłusty Czwartek kosztowały swego czasu 0.30zł) produkowane są z wielkiego kloca ciasta, który do Polski przyjeżdża z zachodu – prawdopodobnie z kraju wielkiego zła czyli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Od czasu gdy mój towarzysz spożywania opowiedział mi tę historię, którą kilka dni wcześniej usłyszał, oglądając film dokumentalny o tym procederze, pączki o syntetycznym posmaku, najczęściej spotykane w marketach (posypane mieszaniną mąki i cukru pudru w stosunku 4:1) nazywam Pączkami z Kloca. Lubię zarówno pączki tradycyjne jak i te z kloca – w Tłuste Czwartki spożywam ich od ośmiu w górę, ale to co spotkało mnie w UK (pasaż pod największym Tesco w Europie – Slough) nie może być porównywalne do żadnego pączka z Polski.
VLUU L200  / Samsung L200Krispy Kreme działa w ponad dwudziestu krajach, oferując głównie doughnuty i kawę (o takich rzeczach jak karty upominkowe, breloczki i inne słodko-urocze rzeczy nie będę wspominał). Cena kawy waha się od 1.50£ do ponad 3.00£ za wersję large wśród takich produktów jak latte czy inne arabici. Kawy nie próbowałem, bo i nie o niej ta ocena – tym razem skupię się na pączkach. Pełne doughnutowe menu marki Krispy Kreme znajdziecie tutaj. Osobiście próbowałem już większość produktów z tej oferty a skupię się na dwóch, z których jeden to mój ulubiony a drugi najbardziej pociągający mnie otoczką.

Chocolate Dreamcake – jak to mawiają w Ameryce. To ten, który wydaje mi się być najsmaczniejszym pączkiem w ofercie Krispy Kreme. Na oficjalnej stronie producenta opisany jest w ten sposób: Filled with gooey chocolate sauce, hand-dipped in chocolate icing and drizzled in white chocolate. Czyli wypełniony mazistym czekoladowym sosem, ręcznie maczany w czekoladowym lukrze i przyozdobiony białą czekoladą. Może mazisty brzmi dużo mniej dobrze niż słówko goey w języku angielskim, ale powiem szczerze, że przejąłem się tym jak zaproszeniem na tysięczny odcinek serialu M jak Miłość emitowanego na TVP2. Zacznijmy od tego co na wierzchu – posypka wykonana z czegoś na kształt Flake99 od Cadbury – bardzo lubię tego typu płatki czekolady połączone w jedność i braterstwo. Interesująca faktura sprawia, że przyjemnie się je spożywa a sama czekolada też jest bardzo dobrej jakości. Paski polewy smakują jak połączenie białej czekolady i lukru – niezbyt zdecydowany smak białej czekolady przeplatany jest cukrowymi wstawkami. Lukier czekoladowy to cienka jak plastry szynki parmeńskiej polewa, która pojawia się na pączku po tym jak pracownicy zanurzą go w kadzi z tymże lukrem. Smakiem bardziej przypomina czekoladę niż lukier – delikatna warstwa raczej nie wnosi zbyt wiele do smaku całości, ale za to pozostawia przyjemne jak pierwsze wiosenne dni ślady na ustach, które na samym końcu spożywania pozostają uroczym wspomnieniem doughnuta. Ciasto to bardzo smaczne, gryzmułowate i delikatnie syntetyczne połączenie tradycji i wspomnianego wyżej kloca. Odpowiednio napowietrzone i formą przypominające dwa złożone ze sobą wierzchem talerze. Tak krokiem godnym Roberta Korzeniowskiego przeszliśmy do najważniejszego: nadzienia. Mógłbym się nad nim rozpływać bardzo, bardzo długo. I to dosłownie – znakomita konsystencja – lekko mazista – nie jest to jednak roztopiona czekolada ani nadzienie z rogalików 7Days – ma strukturę gęstszego niż standardowy likieru Babci Janinki. Smak i to co czujemy w ustach przebija ogromną większość słodyczy, które do tej pory spożywałem – subtelny likierowy posmak jest finiszem dla aksamitnej, mleczno-ciemnej czekolady, która jest tak intensywna jak światło z halogenowej lampy. Jest jeszcze jedna rzecz, której nie może dorównać żaden inny słodycz – gdy wgryzamy się w ciasto od strony nadzienia, wstrzykiwanego tylko z pojedynczego kierunku, ono dosłownie eksploduje nam w ustach. Należy wtedy uważać by się nie ubrudzić, a z drugiej strony oblepia ono całą jamę ustną dając uczucie głębokiej przyjemności i uwalniając mnóstwo endorfin.
VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Millionare Shortbread to doughnut, którego otoczka spodobała mi się najbardziej. W założeniu ma oddawać smak pewnego ciasteczka. Caramel Shortbread czy też właśnie Millionare Shortbread to mocno wzbogacona (będąc milionerem możesz sobie pozwolić nawet na więcej) wersja zwykłego shortbreada, o którym niektórzy mówią jako największym sukcesie szkockie piekarnictwa. Shortbread to rodzaj ciasta, pieczywa, które z pozoru przypomina nasze ciasto kruche – jest jednak produkowane z użyciem większej ilości tłuszczu co sprawia, że są jeszcze bardziej kruche niż znane nam ciasto kruche – jakieś pleonazmy mi tu dziś wychodzą. Ciastko owe posiada podkład shortbreadowy, delikatny karmel na nim i polewę czekoladową – o wariacjach tak różnych jak covery Should I Stay or Should I Go The Clash nie mam zamiaru wspominać. Z masowych produkcji ciastko to najbardziej przypomina mi baton Twix firmy Mars – lewy albo prawy – nie jestem do końca pewien, który to był.
Odwzorowanie w formie pączka tak zestawionego ciastka z pozoru wydaje się być tak łatwe jak nauka całkowania w wieku jedenastu lat. Czy Krispy Kreme wyszło z tego zadania obronną ręką?
Na to pytanie odpowiem za chwilkę gdy tylko wymienię skład pączka podpierając się wiedzą, którą daje mi strona internetowa Krispy Kreme: A rich caramel and chocolate filled doughnut, hand-dipped in chocolate icing and topped with shortbread crumbs and a gold dusting. Bogate wnętrze naszego bohatera załatwia sprawę odwzorowania drugiego poziomu ciastka i polewy a właściwie, już mówiąc o polewie to odzwierciedlenie jest zdublowane jak bracia Mroczkowie byliby uczestnicząc w ambitniejszych produkcjach. Podwaja je polewa na pączku, która udekorowana jest okruszkami shortbreada i prawdziwie milionerską posypką a właściwie kropeczkami jak ze złotego atramentu. W mojej opinii ekipa Krispy Kreme z zadania przeniesienia smaku i ducha ciastka na bazę doughnutową wywiązała się znakomicie.

VLUU L200  / Samsung L200Przechodząc do samego smaku pączka: ciasto standardowe dla tej amerykańskiej sieci – tak jak pisałem wyżej – syntetyk i tradycja z przewagą tego pierwszego, całość posiada dosyć ładną, pączkową obwódkę powstającą podczas smażenia. Mocno brązowy lukier czekoladowy to również ten sam smak opisany przeze mnie wyżej, uważny Czytelniku. Złote kropeczki, które wydają się być najbardziej milionerskie z ogółu, smakują po prostu słodko – zapewne jest to mieszanina cukru, płynu i pigmentu. Swoje trzy miliony dokładają za to do wyglądu. Udekorowanie całości to typowy shortbread podzielony na małe cząsteczki – niestety, tę swoistą kruszonkę niełatwo spożyć wraz z pączkiem gdyż jest tak stabilna jak obecna sytuacja w Egipcie a podczas spożywania spada jak poparcie dla PO. Po raz kolejny najważniejszą sprawą, nadającą tyle charakteru i oblicza co pomnik czterech prezydentów wykuty na zboczu góry Rushmore jest nadzienie. Po raz kolejny mamy do czynienia z likierową mazią choć tym razem w dwóch kolorach – ciemna i półprzezroczysta o karmelowym kolorze to oczywiście toffi a ciemnobrązowa niemal jak sos sojowy to czekolada. Obie o znakomitej konsystencji, podobnie eksplodujące w ustach, wywołując fale niepohamowanej radości. Czekolada trzyma poziom znany nam z pozycji czekoladowo-czekoladowej, którą opisałem wyżej. Powiedziałbym, że toffi trzyma ten poziom jak pewna wieża w Pizie – przy pierwszym kontakcie czujemy jedynie tę likierowo-gęstą strukturę, idąc dalej słabo zaznaczoną, nieokreśloną słodycz a dopiero na finiszu delikatny posmak karmelowy, toffi raczej w nim mało.
VLUU L200  / Samsung L200

Ogółem pączki biorąc Chocolate Dreamcake to pozycja obowiązkowa dla fanów samej czekolady jak i pączków – nadzienie, a wręcz sos, którym doughnut jest wypełniony to coś za czym będziecie tęsknili jak za wakacyjnym czasem. Millionare Shortbread to interesująca pozycja, ale tutaj wybór pozostawię już Wam – za 4.25£ możecie wybrać dowolne trzy pączki, za 8.95£ dostaniecie dwanaście klasycznych doughnutów z dziurką i glazurką, za 10.95£ możecie wybrać dwanaście dowolnych pączków, ewentualnie za 9.95£ dokonać wyboru standardowego zestawu dwunastu pączków. Cena jednorazowych pączków, bez kompanów w paczce zwanej dozen lokuje się na poziomie 1.50-2.00£. To tyle co do dokonywania wyborów, dodam jedynie, że spośród szesnastu wersji na pewno każdy wybierze coś dla siebie – polecam.

szulff

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *