Lody|Słodycze

Magnum Infinity

Szanuję firmę Unilever. Szanuję ich za Knorra, za Domestos, za Kasię (nie, nie Cichopek), za Lipton, za Amino…
Jest jednak rzecz za którą ich szczerze nienawidzę, nie znoszę, nie lubię.
W tym sezonie wycofali ze sprzedaży (mam nadzieję, że nie z produkcji) Magnum Infinity – symbol rozkoszy, satysfakcji i szczęścia płynących z każdego kęsa tego niewątpliwie rewelacyjnego i intensywnego produktu.

Po poszukiwaniach w różnego rodzaju marketach, sklepikach osiedlowych czy u dostawców zapasów z zeszłego roku byłem tak pełen nadziei jak skazaniec siedzący na krześle elektrycznym. Wiedziałem, że coś się skończyło, że prawdopodobnie nie wróci, że będzie mi tego brakowało do końca życia. Aż kilka dni temu na stacji Statoil przy ulicy Jana Pawła II w Radomiu natknąłem się na Magnum Infinity. Jakież było moje szczęście gdy za 5.50zł (zeszłosezonowa cena sugerowana to 4.99zł) mogłem kupić sobie wykwintne lody czekoladowe z sosem karmelowym zanurzone w wyjątkowej ciemnej czekoladzie z wiórkami kakao.
Jak głosi marketingowa mowa z oficjalnej, polskiej strony internetowej marki Algida przy ich spożywaniu należy przygotować się na czekoladową ucztę i niesamowite doznania.

Magnum Infinity zostało zamknięte w ciemnym opakowaniu z akcentami kosmicznych kolorów. W oczy rzuca się przede wszystkim matematyczny znak nieskończoności, pełniący rolę tła idealnego jak zielony ekran w filmach. Poza tym nazwa marki wypisana typową dla Magnum czcionką oraz dopisek Infinity, Chocolate&Caramel.
Czarne literki na pomarańczowym tle informują nas, że mamy do czynienia z: lodami czekoladowymi z sosem karmelowym (6%) i ciemną czekoladą (25%) z wiórkami kakao (3%). W składzie, podobnie jak na ostatnim posiedzeniu Senatu, nie odnalazłem nic godnego uwagi. Standardowe odtworzone mleko odtłuszczone, miazga kakaowa, tłuszcz roślinny, mleko w proszku i tak dalej. O dziwo Unilever nie poleca przechowywać produktu, dostarczającego nam 270kcal, w temperaturze powyżej -18*C.
Wnętrze standardowo złote z kolejnym logo Magnum. Zapach?
Już on sam jest porywający, rewelacyjny, genialny, wręcz uwodzicielski i pociągający. Jeżeli ktoś sądzi, że lody nie mogą mieć intensywnego zapachu to myli się jak Howard Webb. Niech odszuka Magnum Infinity, otworzy je, powącha a na koniec odpokutuje za grzech niedowierzania. Zdecydowane, aromatyczne kakao, przechodzące w ciemną, mocną, ale jeszcze nie gorzką czekoladę z dodatkową nutą słodkiego karmelu, który jest przełamany czymś na kształt kardamonu, cynamonu… Ciężko mi to wychwycić. Tak czy inaczej już po otwarciu opakowania odbiera mi mowę w oczekiwaniu na pierwszy kęs.Magnum InfinityI gdy tylko odgryzam pierwszą część polewy, którą oblana jest czekoladowo-karmelowa masa zahaczona na patyku z logo Magnum doznaję tego samego wstrząsu, który towarzyszył mi przy pierwszym, drugim, trzecim, czwartym, piątym… i każdym kolejnym Infinity aż do teraz. Ciemnobrązowa czekolada jest krucha jak tafla lodu po kilkustopniowym przymrozku, upstrzona wiórkami kakaowymi jak młode drzewka kolorowymi kwiatami na wiosnę. Łamię ją zębami z najwyższym pietyzmem, przyjemnością, ale przede wszystkim ostrożnością – by nic z niej się niekontrolowanie nie ułamało i nie uroniło. Dostaję złoty strzał ciemnej czekolady prosto w moje serce, ale to nie wszystko – pełni radości dopełniają wiórki kakaowe. To one dopiero dają cudowne uczucie pochrupywania mocno stężonego kakao, które nie może równać się z niczym innym. To również nie wszystko…

Puszyste, maślane, delikatne, znakomite, perfekcyjne – tak określiłbym wnętrze naszego bohatera. Smak zahaczony pomiędzy ciemną a mleczną czekoladę, gdzieniegdzie przebijający wanilią i śmietanką znakomicie współgra ze smakiem karmelu i zniewala moje kubki smakowe, które domagają się więcej i więcej. Karmel który jest bardzo słabo wyczuwalny w ogólnej kompozycji, zagłuszony rewelacyjną polewą i przebijającymi go ilością lodami, dodaje mnóstwo tego uroku i polotu, którego mogłoby tu brakować. Gdyby nie karmel byłyby to niezwykłe, ale jednak standardowe lody czekoladowo-czekoladowe.

Całość jawi się jako połączenie intensywnej, mocnej (niech zawartość 71% kakao w całym produkcie mówi sama za siebie), pysznej czekolady z kilkoma nutami (karmel, wanilia, kardamon/cynamon), które przełamując ją tworzą przecudowną, najwyższej jakości, maślano-kremową, wyborną i rozkoszną całość, którą delektuję się przy każdym kęsie i która pociągnie mnie do zakupienia Magnum Infinity za każdym razem gdy tylko zobaczę je w sklepowej zamrażarce. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może być ona nieco za słodka, ale lekko gorzki smak czekolady mnie osobiście to rekompensuje.

Jeszcze dwie kwestie, nie powiem, że zanim skończę tę analizę, bo ona zgodnie z nazwą nigdy się nie kończy.
Po pierwsze: Magnum Infinity kiedyś się kończy. Tak, zdaję sobie sprawę, że smutniejszy jest tylko brak możliwości wydania reszty przez kasjerkę w Biedronce, bo kierowniczka jeszcze gotówki nie przyniosła czy brak poparcia dla partii Janusza Korwin-Mikke.
Ale wiecie co jest najlepsze? Lodówka na tej stacji Statoil ma w sobie jeszcze kilkadziesiąt sztuk Inifnity.

szulff

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *