McDonald's|Sieciówki

Steakhouse Classic

Obrazek Ostatnia kanapka z serii Stars Of America, która wpadła mi w łapki to Steakhouse Classic (11.90zł)(730kcal). Co ma wspólnego stek z domem? Czy dom ze stekiem? I w ogóle czemu to jakaś klasyka? I co ten Ronald miał naprawdę na myśli?

Nie obiecuję, że znajdziecie odpowiedzi na te pytania w mojej ocenie, ale gorąco zachęcam do lektury!

Jak to zazwyczaj bywa z sezonowymi produktami w McDonald’s na próżno szukać specyfikacji na oficjalnej stronie tej sieci, dlatego pokusiłem się o napisanie jej własnoręcznie, wcielając się w rolę początkującego pracownika działu Sprzedajmy Tego Jak Najwięcej firmy McDonald’s. Oto efekt:

Stekahouse Classic czyli to co prawdziwi twardziele lubią najbardziej! Konkretna, sezamowa buła, dwa gruuube, soczyste, idealnie zgrillowane burgery, chrupiący bekon, świeża sałata, pyszna czerwona cebulka, dwa plastry rozpływającego się w ustach sera cheddar a wszystko zwieńczone wyrazistym i lekko ostrym sosem pomidorowo-paprykowym!

Zachęciłem? To fajnie. A teraz przekaże Wam prawdę.

Steakhouse Classic (1)Steakhouse Classic (3)Zacznę od sera, bo to jedyna rzecz o której jakość obawiać się nigdy nie muszę. Jest smaczny, topiony i roztopiony. Sekcja warzywna tym razem ma w sobie dokładnie to co lubię – świeżą, zieloną, chrupiącą sałatę, która(o dziwo!) nie wypada podczas spożywania, oraz bardzo smaczną i wyrazistą czerwoną cebulkę, o której to już pisałem jako dodatku, który powinien bywać w większości burgerów, gdyż znakomicie wyważa proporcje pomiędzy byciem smacznym a nieprzyćmiewaniem tego co najważniejsze. Boczek jest grillowany/podsmażony, tłuszczyk umknął z niego jak z Anny Kalaty. Chrupiącym w rzeczywistości bym go nie nazwał, ale jest bliski tego określenia. W przeciwieństwie do Grandera, oferowanego przez sieć KFC, smak boczku w tej kanapce jest dobrze wyczuwalny i znakomicie współgra z burgerami i sosem. Burgerom nie mam zbyt wiele do zarzucenia – lekko łykowate, bez większych zgrubień na które czasem trafiam, nieodpowiednio przyprawione i odpowiednio dosmażone. Wszystko zamknięte jest w bułce, której wierzch wygląda tak jak w materiałach marketingowych, co poruszyło mnie jak śmierć Krzysztofa Zduńskiego gdy otworzyłem pudełko z kanapką. Smaczne, miękkie, sezamowe pieczywko, które mogłoby być nieco grubsze.Steakhouse Classic (2)Sos – to on powinien grać pierwsze skrzypce jak pewna Vanessa z Singapuru i rzeczywiście tak jest, ale czy powinniśmy być z tego zadowoleni? Sos jest wyrazisty, ale nie dlatego, że jest ostry… Przede wszystkim jest kwaśny, jak gdyby ktoś w fabryce przy dosypywaniu regulatora kwasowości pomylił łyżeczki z łyżkami. Jest też ostry, nie pikantny, a to w moim prywatnym słowniku doznań kulinarnych duża różnica – oznacza to mniej więcej tyle, że jest tak nachalnie mocny, że po dwóch gryzach czujemy tylko pieczenie i coś kwaśnego oraz strukturę spożywanego pokarmu a smak jest zagłuszony(na szczęście kanapka kończy się po 5 gryzach).Steakhouse Classic (4)

Steakhouse Classic (5)Podsumowując jako całość Steakhouse Classic jawi się jako najbardziej wyrazista, jedna z najlepiej zestawionych kanapek w McDonald’s, gdyby sos był mniej ostry to byłaby naprawdę smaczna, mimo dosyć prostego doboru składników. Poza tym, mimo małych rozmiarów i dzięki dwóm burgerom możemy w zestawie spokojnie się nią zasycić(niektórzy pewnie nawet się najedzą). Polecam, ale nie liczcie na fajerwerki.

Refleksja na temat standaryzowania kanapek:

No tak, kanapki są takie same, ale czy sposób w jaki są przygotowywane można do końca kontrolować?
Z całym szacunkiem: nie.

Mam na to bardzo dobry przykład – kanapkę Steakhouse jadłem do tej pory dwa razy. Pierwszy raz w McDrive w wolno stojącym punkcie McDonald’s w Radomiu na ul. Grzecznarowskiego, a drugi raz w CH Reduta w Warszawie. Pierwszy raz bez zestawu, drugi z zestawem powiększonym. Oto moje wnioski:
Bułka w Radomiu jak najbardziej w porządku, w Reducie zbyt mocno spieczona i płaska. Czerwona cebulka w Reducie była pokrojona bardzo nieregularnie i miejscami kawałki były bardzo grube, w Radomiu standard – ładne, drobne piórka. Sałata w obu przypadkach była świeża, chrupiąca i odpowiednio skrojona do okazji. Ser w Reducie był lepiej rozpuszczony i miał dużo bardziej wyraźny smak niż w Radomiu. Burgery w Reducie mocno przesolone co czasem zdarza się w punktach tej sieci. Bekon w Reducie był dużo bardziej wyczuwalny w całości niż ten w Radomiu. Sos tak samo kwaśny i ostry w obu punktach.

Wnioskuję, że wiele zależy od osób, które to przygotowują i ruchu w danym momencie.
Może i nie rozwiązałem zagadek z początku tekstu, ale mam nadzieję, że zachęciłem do spróbowania Steakhouse’a, bo ten domek ze steków nie jest taki zły.

szulff

3 Comments

  1. w kwestii nazwy to jest mniej więcej tak, że stakehouse po amerycku znaczy “knajpa ze stekami”, więc steakhouse classic można przetłumaczyć jako “klasyczna pozycja w menu baru ze stekami”

    jeżeli chodzi o sposób przygotowania – ponieka dobrze rozkminiłeś – przygotowanie kanapki i składniki dzielą się na dwie kategorie – zależne i niezależne od pracownika..
    te niezależne to:
    – kształt i rodzaj bułki
    – jakość sałaty – dostarczana jest gotowa, pokrojona, mrożona mieszanka
    – sosy – są gotowe w takich tubkach jak silikon do uszczelniania boazerii
    – ilość sosu – odmierzane są “pistoletem”
    – cebula – ta moczona zawsze jest taka sama, a ta krojona zazwyczaj – dostarczana jest już gotowa, ale bywa, że się skończy, więc wtedy ktoś ją kroi łapką
    – grubość plasterków pomidorów – krojone maszynką
    a te zależne to:
    – przygotowanie bułki – za długo zostawiona w opiekaczu się bardziej spiecze
    – solenie mięska – niby jest standard jak to robić ale praktycznie to jak się komu machnie
    – ilość cebulki i sałatki – nakładane garściami na wyczucie

    trochę odosobnionym przypadkiem jest ser.. średnio ciepły jest kładziony na gorące mięsko (prosto z grilla) i momentalnie się topi, ale… jeśli leży w ladzie (ta półka z prowadnicami na kanapeczki – wewnątrz cyrkuluje ciepłe powietrze) zbyt długo to kanapka stygnie, schnie i siłą rzeczy serek też na tym traci…

    teoretycznie kanapka leży w ladzie max. 10min i potem leci do kosza
    praktycznie zdarza się jej wrócić do lady w nowym opakowaniu (jesli stare przesiąkło tłuszczem) – kwestia oszczędności..

    ale jest sposób na to żeby zawsze mieć świeżutką kanapeczkę 😀 – wystarczy poprosić bez czegoś.. np. pomidora, cebulki, połowy sałaty (tak-tak – można poprosić żeby było jej mniej) czy keczupu – wydaje mi się, że każdy znajdzie coś z czego jest w stanie zrezygnować, a taka kanapka musi być przygotowana “specjalnie dla ciebie” czego też nie omieszkają pokazać odpowiednią nalepką na opakowaniu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *