McDonald's|Sieciówki

Hawajski Kurczak

Chicken Hawaii

Jaki jest powód dla którego coś co ma w sobie ananasa z automatu staje się hawajskie? Mama przygotowywała sałatkę z ananasem, kukurydzą oraz kurczakiem i dumnie nazywała ją sałatką na słodko, a nie hawajską. Poza tym Hawaje kojarzą mi się niemal wyłącznie z koszulami, drogimi wakacjami i wieńcami z kwiatów, zarzucanymi na szyje przyjezdnym przez ponętne Hawajki… Jedyny kurczak jaki przychodzi mi na myśli w związku z Hawajami to Kurczak Joe z kreskówki Na Fali.

Dość już tego wylewania żalu we wstępie, czas przejść do meritum (nie, nie do placówki banku – do sedna), którym jest oceniana dziś przeze mnie kanapka Chicken Hawaii, dostępna jako jedna z McDonald’sowych Stars Of America (pol. Gwiazdy Ameryki), a właściwie to już nie… Bo chyba debiut tej gwiazdy był dla zarządu amerykańskiej sieci jak kolejny występ Edyty Górniak na Mundialu (czyt. nie do zniesienia) i od kilku dni w materiałach reklamowych, obok NYBC, występuje kanapka Steakhouse Classic, a Chicken Hawaii próżno szukać w całym serwisie internetowym tej sieci.

Z trudem godnym Magdy Gessler w jej kolejnych Rewolucjach odszukałem jedną i z tego co widzę jedyną informację o Hawajskim Kurczaku, która jeszcze nie została usunięta w ramach naprawy wizerunku. Jest to mianowicie fragment newsa z dnia 05.03.13r., gdzie czytamy: Chicken Hawaii jest oryginalną kanapką o ciekawej kompozycji smakowej. To soczysty filet z piersi kurczaka z chrupiącą panierką, dwa plasterki sera cheddar, pyszny grillowany ananas i sałata batawia. Kanapka podawana jest w owalnej bułce z sezamem.  Kompozycji smakowej dopełnia sos śmietanowy. Opisem tym zajmę się chwilę po tym jak jedynie wspomnę iż kanapka ta była oferowana w sieci McDonald’s pod koniec 2011r. a potem zniknęła na jakiś czas i teraz powróciła.

Chicken Hawaii została spożyta w wolno stojącym punkcie McDonald’s w Radomiu, przy ulicy Grzecznarowskiego. Została zakupiona w zestawie powiększonym, wraz ze standardowymi frytkami, colą oraz kolejnym McZestawem powiększonym, w którym znalazł się New York Beef Classic, cola i frytki do tego. Dostałem również dwa kolejne kubeczki.

Skład kanapki jest identyczny z naturalnym (tzn. rozpisanym przez producenta), zastrzeżenia mogę jedynie mieć do określenia tego liścia sałaty jako odmiany batawia, bo szczerze to jakby próbować mi wmówić, że te płaskie plastry ziemniaka to Rufflesy. Co do innych składników: bułka – jest w porządku, rzeczywiście owalna, posypana sezamem, mało maślana, mało aromatyczna i nieco sucha. W środku wspomniany liść sałaty, który dodaje nieco kolorytu, ale na pewno nie uroku czy smaku. Obecność fileta z kurczaka stwierdziłem, prawdopodobnie jest to nawet filet z piersi kurczaka. Czy soczysty? Jak najbardziej. Czy panierka jest chrupiąca? Nie. Czy smaczna? Kwestia sporna… Jeżeli ktoś lubi rzeczy bez smaku (jak Anglicy, którzy nie solą ziemniaków podczas gotowania) to dla niego będzie idealna. Ja spodziewałem się więcej ognia i fajerwerków w tym przypadku. Cheddar – czy ja coś jeszcze muszę o tym pisać? Ten kawałek czegoś seropodobnego, wydającego się wyciągniętym z foliowego opakowania plastrem sera topionego Tost firmy Hochland, pasuje niemal do wszystkiego – idealnie komponuje się z sosem, kurczakiem, bułką, sałatą, ale ciężko mu dograć się z ananasem… A właściwie to ananasowi ciężko dograć się z całością i cieszę się, że jest tam tylko jeden jego plaster. Nie zaprzeczę – jest on grillowany i pyszny, ale do kanapki pasuje jak Little Boy do Hiroszimy – wprowadza zamęt, zbyt wysoką temperaturę i ogólnie robi taką rozpierduchę, że ciężko wszystko złożyć w całość. Woda, z której głównie składa się ananas, zostaje podgrzana podczas grillowania i posiada niebezpieczną temperaturę dla naszej jamy ustnej podczas spożywania. W pojedynkę byłby niezłą przekąską, tutaj znakomicie psuje całość. Do sosu odniosę się, parafrazując opis, który umieściłem wyżej. (katastrofalnej) Kompozycji smakowej dopełnia sos śmietanowy. Jak zwykle mdły, gęsty, niesmaczny i odrzucający swoją pospolitością oraz konsystencją. Jeżeli znalazł się tam tylko by sprawić, że bułka nie będzie zbyt sucha (skoro jest niesmaczny to jaki byłby inny cel umieszczania go tam?) to mam spostrzeżenie dla osób, które wprowadzały tę kanapkę: tam jest ananas, tęgie głowy! Nie mam zastrzeżeń do samego przygotowania kanapki – nic nie wypadło, nic się nie wylało, frytki także na standardowym, wysokim poziomie, cola wystarczająco chłodna.

W ogóle nie dziwi mnie to, że Hawajski Kurczak już nie jest Gwiazdą Ameryki, bo tak pasował do tego określenia jak Katarzyna Cichopek. To, że ananas niemal pochodzi z Hawajów nie znaczy, ze wszystko co z ananasem musi być hawajskie i pyszne. Pizza jeszcze niektórym smakuje i jestem w stanie to zrozumieć, ale jeżeli komuś podchodzi kombinacja kwaśno-parzącego ananasa i skomponowanej z takim polotem jak Zakochany Klaun reszty to jest kulinarnym sadystą. Bywają połączenia owoców i mięsa, które są zwyczajnie smaczne (czyt. boczek ze śliwką, dziczyzna z żurawiną), ale tu ktoś poszedł na łatwiznę przy opracowywaniu konceptu tej kanapki i zapomniał chyba, że przydałoby się najpierw tego spróbować a potem wprowadzić do sprzedaży…

Rada ode mnie: to nie działa na zasadzie wrzućmy tam ananasa – będzie hawajsko, inaczej i wszystkim będzie smakować. Pozdrawiam i polecam się na przyszłość.

szulff

2 Comments

  1. tak sobie czytam stare wpisy i powiem Ci, że mnie chicken hawaii bardzo smakowała! i jadłam ją co najmniej kilka razy – chociaż fakt, że za każdym razem przygotowując ją dla siebie osobiście 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *