Napoje|Niskokaloryczne

Lekcja Chemii

Obrazek

Po wszystkich kanapkach, które ostatnio spożyłem przyszedł czas na chwilę refleksji nad 250ml puszką Pepsi Light Lemon.

Jak sama nazwa wskazuje mam w rękach nieco schłodzonego aluminium, które kryje ćwierć litra ciemnobrązowego płynu, wzbogaconego aspartamem oraz aromatem cytryny. Puszka jest jakby chromowana – na tyle udanie, ze powstaje efekt lustra, który pozwala nam sprawdzić jak będziemy wyglądali przed i po spożyciu napoju. Żółte grafiki (malowane w stylu przedszkolno-akwarelowym) mocno przypominają te umieszczane na szybach w celu zapobiegania oślepiania pasażerów przez promienie słoneczne (dokładniej myślę o tych kółeczkach) w autobusach marki Solaris, produkowanych w Bolechowie, a jeżdżących pod banderą MZDiK. Różnią się jedynie kolorem – w środkach transportu miejskiego są czarne – na puszce bladożółte. Puszka gabarytowo jest identyczna jak te, w które rozlewany jest mały Rockstar, trzyma się ją pewnie, choć ścianki są dosyć cienkie.

Skład… Nawet nie będę starał się sprawić wrażenia, że orientuje się w więcej niż 10% co tam jest napisane, bo rozumiem jedynie słowa takie jak: kofeina, dwutlenek węgla, woda, karmel czy opłata według taryfy lokalnej. Zagadką pozostaje dla mnie chociażby fenyloalanina oraz substancja słodząca, którą (oprócz aspartamu) jest acesulfam K. Brzmi to niezbyt przyjemnie – mnie osobiście kojarzy się z Cyklonem B, ale w sumie nigdy nie zwracałem uwagi na skład, bo nie dbam przesadnie o linię, nie stosuję żadnych diet i jeżeli coś mi smakuje, to może być niezdrowe do granic możliwości a ja i tak będę to jadł z najwyższą przyjemnością nie przejmując się tym, że (być może) skracam swoją doczesność.

Standardowa zawleczka sprawia, że puszka otwiera się dosyć głośno z długim i przeciągłym sykiem, po chwili wokół unosi się bardzo zachęcający i naturalny aromat skórki cytrynowej. Zbliżam nos do puszki i aromat jest jeszcze bardziej intensywny. Wręcz nie ma możliwości by wyczuć zapach coli. Pierwszy łyk i… Festiwal sztuczności. Już żałuje wydanych 1.60zł na ten napój. Drugi łyk by poczuć czym to smakuje. Okej, już wiem. Przede wszystkim sztuczna, tonikowa cytryna – ta nuta dominuje w smaku. Tuż za nią, niemal z tą samą mocą, raczy nas swymi urokami sztucznie słodzona cola, która smakuje jak zwykła tania podróbka Coca-Coli słodzonej cukrem. Napój jest standardowo gazowany, ale w mojej opinii nieco bardziej pieni się od zwykłej coli. Ostatni łyk… I jestem wolny od tego paskudztwa.

Refleksja: jeżeli masz ochotę na większe ilości tego napoju, możesz sam przygotować go w domowych warunkach! Wystarczy napój 3Cytryny firmy Zbyszko oraz Tęcza Cola z Biedronki. Postaraj się to zmieszać w randomowym stosunku i powstanie Pepsi Light Lemon. Co prawda kalorii będzie miał dużo więcej, ale przynajmniej możesz poczuć ten smak (o ile to w ogóle jakaś zachęta). Poczyniłem pewne rachunki, związane z tym co zdołałem przeczytać na puszce i oto:

– by zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na kalorie należy wypić nieco ponad szatańską liczbę 666 puszek tego napoju co daje niebywałe 166.6l

– wartość energetyczna w 100ml jest tysiąc razy mniejsza niż wartość energetyczna 335g karmy Pedigree Vital (ale przynajmniej w Pedigree są witaminy i mikroelementy… No i potem zdrowa kupka, a po Pepsi Light Lemon boję się iść do toalety)

Wolałem nie patrzeć na swoje odbicie w puszce po spożyciu tego napoju… Nie jestem w stanie zrozumieć osób, które piją to, bo chcą coś słodkiego z małą ilością kalorii… Przykro mi, nie przehandlowałbym oryginalnego smaku coli z cytryną za cenę bycia szczupłym. Tu raczej nie zadziała zasada wilk syty i owca cała – ja jestem głodnym wilkiem po puszce tego ohydztwa, idę po litr Pepsi Twist.

To była lekcja chemii dużo trudniejsza od wszystkich, które miałem do tej pory.

szulff

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *